Przerwa na piciu
KOMENTARZ „SPORTU” – Piotr Tubacki
Jak pewnie wiecie, w Ameryce odbywa się teraz wielki turniej. Cały świat spogląda w jego kierunku, a mnie niezmiernie irytuje fakt, że to oglądanie... jest mi ciągle przerywane. Człowiek już się wkręci, już dokona pełnej immersji wydarzenia, a tu cyk – i przerwa! Wyłączam się z kontemplacyjnego transu, bo mi tu jakiś mecz piłki nożnej zaczynają pokazywać! Absurd!
Gdybym chciał oglądać soccer, to poszedłbym na stadion. A jako że jestem telewidzem, oczekuję, że będę mógł oglądać telereklamy. O to w tym przecież chodzi. Za znakomitość w czystej postaci uważam więc to, że każda połówka została teraz przedzielona przerwą na picie. Przecież to kapitalne! Znowu można pooglądać trochę reklam i najwyższej klasy sztukę marketingu i manipulacji konsumenckiej. Jednakże skandalem jest to, że polska telewizja – będąca na szczęście w globalnej mniejszości (podobno, nie oglądam TV np. z Pakistanu) – w trakcie przerwy na picie pokazuje stojących piłkarzy. To mundial w Ameryce. Ja chcę reklamę! Chcę jak na Super Bowl, gdzie najdroższe i najlepsze bloki reklamowe w liczbie ogromnej są tylko króciutko przerywane jakimś rzucaniem i bieganiem. Po parunastu sekundach wraca wtedy prawdziwe show. Ach, te reklamy podpasek, ubezpieczeń i leków na sraczkę...
Niezmiernie zaś bawi mnie buta i arogancja niektórych piłkarzy, na przykład niemieckich. Czy może być coś bardziej butnego i aroganckiego od Niemca? Potraficie sobie wyobrazić, że Niemcy upominali sędziego (!), że oni już się napili i są gotowi do wznowienia gry szybciej!!! Że przecież wcale nie jest tak ciepło, że na stadionach klimatyzacja, że już są nawodnieni i można wracać do grania. Skandal! Na całe szczęście arbiter miał łeb na karku i słuchawkę w małżowinie, więc powiedział cwaniakom – nie, panowie, reklamy mają trwać 3,5 minuty i szybciej grać nie zaczniemy.
Dobrze. Krótko ich! Jeszcze by piłkarze pomyśleli, że oni są tutaj najważniejsi i że ktoś chce oglądać ich kopanie balona. Komuś się chyba priorytety poprzestawiały. Ja jestem konsumentem, a nie jakimś tam kibicem.
