Przemotywowanie nas zblokowało
Rozmowa z Tomaszem Strząbałą, byłym trenerem m.in. Górnika Zabrze
Tomasz Strząbała Fot. PressFocus
Jest pan zaskoczony tak słabym występem Biało-czerwonych i przede wszystkim degradacją do drugiej, a może nawet trzeciej ligi na świecie? Czy jednak były przesłanki, że tak zakończymy „zabawę” na mundialu?
- Można było mieć wątpliwości. Wiadomo było, że faworytem będą Niemcy, składający się z młodzieżowych mistrzów świata, połączonych z doświadczonymi zawodnikami, prezentujący bardzo wysoki poziom, mający mocne wsparcie w bramkarzu Andreasie Wolffie, który na ostatnich igrzyskach pokazał wielką klasę. Wiadomo też było, że o awans będziemy się bić Czechami i Szwajcarami, a o zwycięstwach zadecydują niuanse i tak było.
Zmyliły nas pochwały za niezłe blisko 50 minut z Niemcami?
- Myślę, że nie. Mamy na tyle doświadczony sztab, który nie łapie się na to, co piszą dziennikarze i kibice w mediach społecznościowych.
A jednak przychodzi mecz z Czechami i gramy o niebo gorzej niż z faworytami do złota.
- Bardzo ciężko się gra przy tak aktywnej obronie, jaką preferuje Xavier Sabate, pracujący w Polsce i trenujący Orlen Wisłę Płock. Trzeba było grać konsekwentnie, spokojnie szukać dogodnych pozycji, wygrywać pojedynki z bramkarzem, ale też biegać do kontr, a z tym było u nas ciężko. Czesi nie pokazali nic szczególnego, lecz obok betonowej obrony szukali gry do przodu.
Czesi byli lepiej przygotowani taktycznie?
- Znaliśmy ich trenera, od dawna wiedzieliśmy, czego się po nim spodziewać, więc mogliśmy się na to przygotować. Poza tym znaliśmy Czechów grających w polskiej lidze. Oczywiście to działało w obie strony, bo Sabate też doskonale zna naszych zawodników.
Od początku mistrzostw mieliśmy ogromne kłopoty z rzutami karnymi.
- Mamy Syprzaka, Arka Morytę, którzy dobrze sobie z tym radzą, ale generalnie w lidze mamy z tym problem. Odkąd zmieniono przepisy, że nie można bramkarza trafić w twarz, bo to kończy się czerwoną kartką, to zmieniła się technika wykonywania „siódemek”. Już nie ryzykuje się rzutów w okolice głowy. Jak się wydaje, my tego elementu jeszcze nie złapaliśmy.
W meczu „o życie” ze Szwajcarami dominowaliśmy od początku, prowadziliśmy 4:2 i nagle zrobiliśmy cztery niewymuszone, szkolne błędy. Rywale natychmiast skorzystali z prezentów, odbierając nam w kilkadziesiąt sekund z mozołem wypracowaną przewagę.
- Czasami przemotywowanie przeszkadza.
Zablokowało głowy Polaków?
- Szwajcarzy to nie jest słaby zespół. Wiedzieli jak zagrać w takiej sytuacji i trzeba przyznać, że ich trener też bardzo mądrze i spokojnie ten mecz prowadził. Andy Schmid dobrze rotował składem, kilka razy spróbował zagrać 7 na 6 bez bramkarza, co przyniosło pozytywne efekty. Końcówka też ułożyła się po myśli rywali.
O ile do obrony trudno się przyczepić, to nasza kiepska jakość w ataku była momentami zatrważająca.
- Mamy tylko dwóch rzucających z tyłu, Damiana Przytułę i Ariela Pietrasika. Moryto i „Olej” (Michał Olejniczak - przyp. red.) już nie dorzucali, na środku też nie było nam łatwo zdobywać bramek, a na koniec zamknęli nam kołowego i jeszcze bardzo dobrze biegali do przodu. Kilkakrotnie zdobywali w pierwszej połowie łatwe gole, nawet po naszych bramkach. Tak dobrze się organizowali, że nie poradziliśmy sobie z tym. Mimo że zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy przegrywaliśmy już sześcioma bramkami, mogliśmy się pokusić o zwycięstwo...
Co pana najbardziej zaskoczyło w naszej kadrze?
- W składzie na dwa ostatnie mecze było aż czterech kołowych. Po to, by byli do obrony, by grali w systemie 7 na 6? Przecież wtedy trzeba umieć błyskawicznie zmienić bramkarza, zwłaszcza na takiej imprezie jak mistrzostwa świata. Nam to nie wychodziło, ale to nie do mnie pytanie.
Podsumowując używamy sformułowań o blamażu...
- Mamy młodzieżówkę, która w czerwcu powalczy w mistrzostwach świata w Polsce. Trzeba potem powoli wprowadzać młodych do kadry i mieć nadzieję, że reprezentacja pójdzie do góry. Na dziś nie można być zadowolonym z wyniku. To na pewno wielkie rozczarowanie dla nas, ale jeszcze większe dla zawodników i dla trenera.
Co dalej z Marcinem Lijewskim?
- Nie do mnie to pytanie. Nie jestem upoważniony, by na nie odpowiedzieć. Są ludzie, którzy decydują, którzy są bliżej kadry, znają ją od środka, więc niech przede wszystkim oni zadecydują, czy zmiana selekcjonera coś da reprezentacji.
Zbigniew Cieńciała
CZY WIESZ, ŻE...
◾ Dla reprezentacji Algierii udział w MŚ 2025 jest 3. z rzędu i 17. w historii. W poprzednich edycjach nie wiodło się jej najlepiej - w 2021 roku zajęła 22. miejsce, a w 2023 – 31., wygrywając jedynie z Urugwajem na zakończenie imprezy.
◾ W tym roku Algieria trafiła do wyrównanej grupy B, gdzie przegrała kolejno z Danią (22:47) i Włochami (23:32), a w meczu decydującym o awansie z grupy uległa w afrykańskich derbach Tunezji (25:26).
◾ Historia polsko-algierskich starć liczy 14 spotkań. 10 razy wygrali Polacy, 3 razy triumfowali Algierczycy i raz był remis. Ostatnim razem drużyny te zmierzyły się w grudniu 2020 roku we Władysławowie, a mecz zakończył się zwycięstwem Biało-czerwonych (24:21). Poprzedni mecz o punkty odbył się natomiast w ramach kwalifikacji do igrzysk olimpijskich w 2012 roku. Polska wygrała 28:27.
