Przełamać słabsze chwile

Urusi to twardy naród. Co ich nie zabija, to wzmacnia.

W Urugwaju kochają piłkę nożną jak w całej Ameryce Łacińskiej. Sklep sportowy w Montevideo. Fot. Paweł Czado

Urugwaj to zdumiewający kraj, fantastyczny do życia. Także pod względem futbolowym. Ludzie kochają tam i uprawiają piłkę nożną gromadnie, lubią spędzać czas w ten sposób. Boisk i placyków tam mnóstwo. Choć populacja nie jest duża (3,3 mln ludzi), na znaku federacji piłkarskiej znajdują się cztery gwiazdki. Dwie za zdobycie mistrzostwa świata, dwie za wygranie dwóch igrzysk, w latach 1924 i 1928, najważniejszej piłkarskiej ogólnoświatowej imprezy przed wymyśleniem mundialu.

Zrozumiałem ten fenomen podczas tegorocznego pobytu w Montevideo. Miałem okazję zwiedzić m.in. Estadio Centenario, najważniejszym stadion w Urugwaju, stadion – symbol: to na nim odbyły się pierwsze mistrzostwa świata. Na stadionie jest muzeum piłki nożnej, która uzmysławia szaleństwo Urugwajczyków. Niezwykłych eksponatów są tysiące: choćby specjalna piłka z 1950 roku, będąca nagrodą za tytuł mistrza świata zdobyty na Maracanie w sensacyjnych okolicznościach. To piłka pozłacana 22-karatowym złotem! Zresztą zdarzenia z 1950 roku to kulminacyjna część ekspozycji, choć docenić również należy pamiętny 1930, właśnie tu, na Centenario… Są i wątki polskie. Godnie uhonorowany jest choćby Ladislao Mazurkiewicz, wspaniały bramkarz polskiego pochodzenia, który był na trzech mundialach; członek ekipy, która zajęła na Mexico '70 czwarte miejsce.

Urugwaj niezmiennie jest groźny dla najlepszych. Teraz zagra na mundialu po raz piąty z rzędu. To sukces trenera Marcelo Bielsy, który ma umowę z urugwajską federacją do zakończenia mistrzostw świata 2026. Po klęsce Urugwaju w towarzyskim meczu z USA kilka dni temu (1:5) – mimo, że rywale nie grali w najsilniejszym składzie – władze federacji zachowują spokój, choć Bielsa w specyficzny sposób... wybuchł. Wynik i styl tej porażki wywołały w Urugwaju krytykę, ale Bielsa nie zamierza się poddawać. A jeśli tak – nikt i tak nie będzie mu w stanie nic powiedzieć. Można go zwolnić, ale nie można go urobić na własną modłę. – Są toksyczne osoby, które widzą tylko błędy, ciągle je poprawiają, są wymagający i nigdy nie są zadowoleni. Mówią tylko o pracy. Nie chcą integrować się z ludźmi wokół siebie, żeby nie musieć rozmawiać o sprawach, które odciągają je od pracy. Jestem więc toksyczną osobą – mówił po klęsce z Amerykanami po specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Prezes federacji Ignacio Alonso i dyrektor sportowy reprezentacji Jorge Giordano zachowują spokój. Wiadomo już, że projekt będzie kontynuowany z dotychczasowym selekcjonerem aż do turnieju finałowego. Wiadomo, że zawodnicy przyjadą na przygotowania w marcu. – Mamy problem, o którym piłkarze nie mówią ani słowa, bo cieszą się, że tu są, ale europejskie kluby mają dziś lepszą infrastrukturę od naszej, to fakt. Ale zawodnicy, którzy na co dzień mają ją do dyspozycji, nie narzekają. Cieszą się, że mogą grać dla Urugwaju – mówi Giordano.

Na zakończenie tej impresji dodam, że wszystko w Montevideo w błękicie celestes. Nawet... niebo!

Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się