Przeklęty futbol

POWRÓT DO KORZENI - felieton Michała Listkiewicza

„Masz frajera, to go duś” - mawiał kontrowersyjny w wielu wymiarach były selekcjoner Janusz Wójcik. Niezbyt to może było eleganckie wobec rywali trenowanych przez niego drużyn, ale - pomijając warstwę semantyczną - jakże prawdziwe. Chodzi o wykorzystanie słabości rywala, dobicie go kolejnymi golami, koszami, punktami pod siatką.

Przypomina się też powiedzonko innego byłego selekcjonera Czesława Michniewicza, równie kontrowersyjnego i barwnego jak Wójcik: „2:0 to bardzo niebezpieczny wynik”. Obie sentencje jako żywo pasują do tego, co uczyniły młode polskie piłkarki w meczu z Kolumbią na mistrzostwach świata do lat 20.

Rywalki były bardzo słabe, a na tablicy wyników były dwa zera, czyli prawie jak dwa - zero. Kolumbijki nie były w stanie przeprowadzić sensownej akcji, młode Polki dominowały na boisku, stwarzały kolejne sytuacje bramkowe, ale nic nie chciało wpaść do siatki. Gol dla Polek, żywiołowo wspomaganych przez - wyjątkowo liczną jak na ten turniej - publiczność wydawał się kwestią czasu. Aż nadeszła nieszczęsna przedostatnia minuta, pechowy gol samobójczy i koniec marzeń o ćwierćfinale, w którym Biało-czerwone nie byłyby bez szans (Nigeria jako rywal). Trudno, przed naszymi pannami jeszcze wiele spotkań, wygranych i przegranych. To zdolne dziewczyny, rozegrały cztery dobre mecze, ale marzeń swoich i naszych nie spełniły.

Dużo się pisało i mówiło o pustych trybunach w Katowicach i Sosnowcu, w Bielsku Białej było trochę lepiej. O słabej propagandzie ze strony PZPN i śląskich miast już pisałem, dziś zatem o wygodnictwie kanapowych kibiców słów kilka. Komu nie chce się iść na stadion gdy grają drużyny z całego świata? Tym, których troskliwe mamusie zwalniały z lekcji wychowania fizycznego w szkole. To zjawisko postępuje w tempie już nie arytmetycznym a geometrycznym, jest plagą, chorobą toczącą młode pokolenie. Pamiętam z dzieciństwa, że najchętniej chodziło się do szkoły w te dni, gdy w planie lekcji był wf. A potem większość zostawała na polekcyjnych zajęciach szkolnego koła sportowego (SKS) mimo protestów rodziców. Dziś brzmi to jak bajka o żelaznym wilku. Gdy widzę wychodzący ze szkoły tłum pulchnych dzieciaków ze smartfonami w rękach, to jestem coraz bardziej zadowolony ze swojego peselu.

Krytyka Jana Urbana po ogłoszeniu powołań na jesienne mecze reprezentacji była do przewidzenia na długo przed faktem. U nas najwięcej do powiedzenia w tej kwestii mają ci, którzy w życiu piłki nie kopnęli, choćby krzywo i do własnej bramki. A już ci zwalniani z wf to śmietanka towarzystwa krytykantów (nie mylić z krytykami).

Wspólnie z kilkoma równie jak ja szurniętymi na punkcie futbolu kolegami założyłem klub kibica Słupii Sulęczyno, aktualnego lidera kaszubskiej klasy A, czyli siódmej klasy rozgrywkowej. Nazwaliśmy się „lożą szyderców” i stosownie do tej nazwy się zachowujemy. Krytykujemy sędziego, piłkarzy i trenera, mądrzymy się na każdy temat. W polskiej Serie A też się można dokształcić.

Zawsze myślałem, że głębi można szukać w oczach ukochanej kobiety lub we własnej kieszeni. Okazuje się, że można też na boisku, chodzi o wolne przestrzenie za linią obrony rywala. A co do Urbana, to dla mnie jest jednym z tych, których darzę wielkim zaufaniem, a wiele takich osób dziś w polskim futbolu nie ma. Atakujący go w mniej lub bardziej wybredny sposób internauci leczą kompleksy, przez krótką chwilę sami czują się selekcjonerami i o to w tym wszystkim chodzi. Tak działa ludzka psychika, krytykujemy znanego artystę czy sportowca, własnego lekarza, nauczyciela naszego dziecka, by poprawić sobie samopoczucie. A ponieważ idą jesienne szarugi, będzie tylko gorzej.

Największy szum jest wokół absencji Karola Czubaka, zdaniem niektórych nowego Roberta Lewandowskiego. Nic to, że w najsłabszej drużynie ligi belgijskiej grał epizody a w ostatnim meczu ligowym sztycha nie zrobił. Reprezentacja? Może za jakiś czas - jak pięknie śpiewali Grażyna Łobaszewska i Piotr Szulz? Czubak jest wychowankiem Jantara Ustka, podobnie jak Tomasz Iwan. Życzę ambitnemu napastnikowi Motoru Lublin, by osiągnął na boisku tyle co jego sławny krajan, niesprawiedliwie pominięty w ekipie na mundial w Korei w 2002 roku.

Polska Ekstraklasa została bezlitośnie zweryfikowana już na starcie fazy ligowej Ligi Europy. Dwa mecze, dwie bezdyskusyjne porażki. Co prawda Jagiellonia przegrała tylko 1:2, ale mecz wyglądał jak opisane na wstępie starcie młodych Polek z Kolumbią. Z tą różnicą, że Grecy nie strzelili sobie samobója i wcześniej wykorzystali okazje.

Liga Europy to zdecydowanie wyższe progi niż nasza ulubiona do niedawna Liga Konferencji. Ma rację Zbigniew Boniek, twierdząc, że Liga Mistrzów to odpowiednik naszej Ekstraklasy, Liga Europy - pierwszej ligi, a Liga Konferencji - drugiej. Mam nadzieję, że im dalej w las, tym drzew na drodze będzie mniej i trochę punktów rankingowych polski duet wywalczy.

Na pewno nikt w Lechu i Jagiellonii nie rozumuje tak, jak swego czasu działacze i piłkarze klubów odpuszczających finisz ligowy, byle tylko nie awansować. „Lepiej wygrywać w A klasie niż przegrywać w okręgówce” - mawiał pewien wójt, odmawiając zwiększenia budżetu gminnego klubu. Puchary europejskie to jednak inna bajka a nasze oczekiwanie zwycięstw jest w pełni uzasadnione.

Dostałem zaszczytne zaproszenie na spektakl teatralny poświęcony Gerardowi Cieślikowi. Pomysł i miejsce niecodzienne: Stadion Śląski w Chorzowie. Biłem się z myślami, co wybrać: turniej dziecięcy PROCAM CUP (już dziesiąta edycja) w Gdańsku czy spektakl w Chorzowie? Sprawienie zawodu dzieciakom nie uchodzi, a z moimi przyjaciółmi Januszem Zaorskim i Darkiem Szpakowskim na pewno spotkam się nie raz, zaś spektakl obejrzę z nagrania TV. Z wielką ekscytacją oczywiście. Zabrzański aktor Maciej Kaczor zaprasza mnie kolejny już raz na spektakl „Chłopcy z Roosvelta” w listopadzie. Termin już zapisałem wężykiem, może uda się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i obejrzę też mecz Górnika? O ile dostanę bilet, bo jest znów moda na zespół, który gra jak za najlepszych lat. Tak trzymać!

Przed naszymi pannami jeszcze wiele spotkań, wygranych i przegranych. To zdolne dziewczyny, rozegrały cztery dobre mecze, ale marzeń swoich i naszych nie spełniły. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się