Przegrane końcówki

Jastrzębianie w każdym secie wysoko prowadzili, ale żadnego nie wygrali - dla ZAKSY to pierwszy triumf w sezonie.

Kamil Rychlicki skakał zbyt wysoko dla jastrzębian. Fot. PAP/Art Service

PLUSLIGA

Źle zaczęli sezon siatkarze z Kędzierzyna-Koźla, bo co z tego, że zbierali dobre recenzje, skoro przegrali trzy pierwsze mecze. W czwartej kolejce okazję na przełamanie złej passy mieli jednak wyborną. Wprawdzie podejmowali JSW Jastrzębski Węgiel, czyli uznaną firmę, ale ekipa z Górnego Śląska w środę grała wyczerpujące spotkanie o Superpuchar Polski. – Nogi były jeszcze ciężkie. Dopiero około 2.00 wróciliśmy z meczu. Jak się gra jednak w takim klubie, jak JSW Jastrzębski Węgiel z zagęszczonym „rozkładem jazdy”, trzeba się z tym liczyć i sobie radzić – przyznał Nicolas Szerszeń, przyjmujący zespołu z Jastrzębia-Zdroju.

Goście mecz zaczęli dobrze. Do stanu 13:13 prowadzili. Później dominowała ZAKSA. Miała zdecydowaną przewagę w ataku. Jastrzębianom jej brakowało. Na skrzydłach przestali kończyć Szerszeń i Łukasz Kaczmarek. Odpowiedni poziom utrzymywał jedynie Anton Brehme. Co dostał piłkę, kończył. Nie miał jednak zbyt wiele okazji do zaprezentowania swoich umiejętności, bo jego koledzy nie zawsze potrafili dokładnie dograć piłkę do rozgrywającego Benjamina Toniuttiego. Francuz uchodzi za wirtuoza rozegrania, ale nawet on niewiele mógł zdziałać, w sytuacji gdy musiał po całym boisku gonić za piłką.

Gospodarze weszli na wyższy poziom. Wielką klasą błysnął Kamil Rychlicki. Jedyny aktualny mistrz świata w PlusLidze, udowodnił, że jest czołowym atakującym świata. Jego silną stroną okazała się też zagrywka. Serwami rozwiał nadzieje jastrzębian na wygranie pierwszej partii. Zaczął od stanu 18:16 i wprowadzał piłkę do gry… do końca seta. W ostatniej akcji Rafał Szymura zaatakował po bloku rywali.

Przyjezdni nie załamali się porażką i w kolejnych setach twardo walczyli. Mieli nawet ogromną szansę na wygranie tych odsłon. W drugim prowadzili 19:15, a w trzecim 12:7. Wydawało się, że kontrolują wydarzenia na parkiecie i że nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Sami jednak pozwolili ZAKSIE wrócić do gry. Popełnili mnóstwo prostych błędów. Mylili się w zagrywce i ataku, zdarzały się im także kłopoty z komunikacją, co skutkowało stratą punktów. W końcówce kędzierzynianie doganiali przeciwników, a w grze punkt za punkt, gdy główne role odgrywają presja i zachowanie zimnej krwi, czuli się zdecydowanie lepiej. – Tak naprawdę to nie chodzi o decydujące piłki. Po prostu łatwe rzeczy robimy źle. Zawahanie, niedopatrzenie, głupi błąd i nasza gra się sypała. Przeciwnicy to wykorzystali. Jak błędy poprawimy, powinno być lepiej – ocenił Szerszeń.

Gospodarzom po ostatniej akcji spadł kamień z serca. Bardzo chcieli odkuć się za przegrane m.in. z Aluronem CMC Wartą Zawiercie i ostatnią z PGE GiEK Skrą Bełchatów. - Porażka w Bełchatowie bardzo nas zabolała, dlatego chcieliśmy pokazać, że jednak prezentujemy dobrą siatkówkę. Przecież mecze z ekipami z Lublina i Zawiercia też nie były złe w naszym wykonaniu. Wówczas nie udawało nam się wygrywać końcówek. Teraz po raz pierwszy w tym sezonie zwyciężyliśmy. Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy i w każdym kolejnym meczu będziemy jeszcze lepiej grać i zdobywać punkty – powiedział Igor Grobelny, przyjmujący ZAKSY.

- Początki setów w naszym wykonaniu wyglądały dobrze. Niestety, nie potrafiliśmy dowozić do końca wypracowanej przewagi punktowej. W końcówkach ZAKSA spisywała się lepiej od nas – przyznał Adrian Staszewski, który pod nieobecność kontuzjowanego Maksymiliana Graniecznego w sobotę pełnił funkcję libero JSW Jastrzębskiego Węgla. Dodał, że rywale bardzo dobrze radzili sobie na „wysokich piłkach”, dobrze też zagrywali.

Przy okazji meczu zorganizowano akcje społeczne, w tym krwiodawstwa. Była to 10. edycja wspólnej inicjatywy ZAKSY i Klubu Honorowych Dawców „Kropelka krwi”. Podczas poprzednich dziewięciu edycji udało się zebrać łącznie 145 litrów. Poza tym klub wspólnie z Kliniką Nova i Stowarzyszeniem „Masz jaja. Idź na badania” przeprowadził akcję Movember.


◼  ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – JSW Jastrzębski Węgiel 3:0 (25:16, 25:23, 27:25)

KĘDZIERZYN-KOŹLE: Isaacson (3), Grobelny (13), Urbanowicz (9), Rychlicki (15), Szymura (9), Jakubiszak (4), Czunkiewicz (libero) oraz Krawiecki, Rećko. Trener Andrea GIANI.

JASTRZĘBIE: Toniutti (3), Szerszeń (10), Brehme (7),  Kaczmarek (5), Kujundzić (10), Usowicz (5), Jurczyk (libero) oraz Tuaniga, Zaleszczyk, Kufka, Staszewski (libero), Lorenc (5). Trener Andrzej KOWAL.

Sędziowali: Agnieszka Michlic (Bydgoszcz) i Piotr Skowroński (Gdańsk). Widzów 2300.

Przebieg meczu

I: 10:9, 15:13, 20:16, 25:16.

II: 7:10, 12:15, 18:20, 25:23.

III: 7:10, 13:15, 20:19, 25:24, 27:25.

Bohater – Quinn ISAACSON.

(mic)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się