Przegrana, lecz wygrana
PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz
Choć mógłbym podyskutować o technikaliach umiejętności indywidualnych i zespołowych Polaków w porównaniu do Szwedów - mam bowiem podstawy zarówno teoretyczne, jak i praktyczne jeszcze z czasów sprzed uwolnienia dostępu do zawodu trenera (wspomnę o ustawie deregulacyjnej ułatwiającej dostęp do szerokiej gamy zawodów, akurat w tym przypadku piłki nożnej, w której to nie PZPN przyznawał tego rodzaju uprawnienia tylko publiczna uczelnia) - to bardziej jestem przerażony opinią większości ekspertów. Ich analizy i recepty dotyczące diagnozy polskiej porażki w tym meczu barażowym są porażające, bo w istocie problemu nie zbliżają się do właściwej konkluzji: wynik meczu ze Szwedami jest skutkiem obrazu polskiej piłki nożnej, a nie jego przyczyną. Tylko kogo to interesuje...
W tym jednak felietonie chcę kontynuować materię, którą omawiałem w zeszłym tygodniu („Szwedzka wtopa siły doda”). Jak reformować polską piłkę nożną, a może nawet szerzej - polski sport - zwłaszcza pod względem organizacyjnym, czyli szkoleniowym, prawnym oraz administracyjno-zarządzającym, żeby uniknąć takich rozczarowań, jak w meczu ze Szwedami w przyszłości? Temat problematyki jest ogromny i nie do rozwiązania na „pstryknięcie palca” czy na jeden felieton, lecz przecież - jak mawia klasyk - „nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku" (Lao Tzu- chiński filozof).
Let’s start! Reformę należy przeprowadzić w sposób skoordynowany, w czym uczestniczą centralne organy państwa, samorządy lokalne i związki sportowe (magiczny trójkąt), np. PZPN, w tym kluby. Organy publiczne (państwowe i/lub samorządowe) tworzą właściwe środowisko prawno-organizacyjne i podstawy funkcjonowania ekonomicznego, nie wyłączając dofinansowania klubów sportowych po spełnieniu założeń koncepcyjnych przyjętego właściwego executive summary (studium wykonawczego) planu.
Ze Szwecją nie wyszło.... Teraz chodzi o to, żeby wyszło za cztery lata.Nicola Zalewski (w środku) i Sebastian Szymański (z lewej) podczas barażowego meczu finałowego o awans do piłkarskich mistrzostw świata. Z prawej - Daniel Svensson. Fot. PAP/Leszek Szymański
W kontekście sportu profesjonalnego wskaźnikiem wykonawczym (KPI) powinien być hybrydową (mieszaną) oceną w zakresie ilościowym i jakościowym wprowadzania wychowanków do sportu wyczynowego i osiągniętego wyniku sportowego. W obszarze zaś sportu nieprofesjonalnego (amatorskiego, rekreacyjnego) chodzi o szeroki wachlarz zachowań prozdrowotnych populacji Polaków, przeciwdziałających depopulacyjnemu trendowi naszego kraju w myśl zasady im większa populacja posiada nawyki prozdrowotne, tym lepiej.
Od wypełnienia powyższych koncepcji strategicznych i taktycznych uzależnione jest finansowanie sportu profesjonalnego i nieprofesjonalnego (od dotacji przez wynagrodzenie za dochowanie staranności czy osiągnięty rezultat) z budżetu państwa i budżetu samorządów, z zastrzeżeniem, że kapitał prywatny inwestujący swoje zasoby w sport winien być traktowany z należytą starannością (sprawiedliwie), zarówno w obszarze finansowym, jak i instytucjonalnym, tj. musi być traktowany na równych zasadach w sposób niedyskryminowany z podmiotami publicznymi (w naszej rzeczywistości tak nie jest).
Innym poważnym problemem do rozwiązania jest stworzenie - bardziej wykorzystanie - instrumentów polskiego prawa, które raz na zawsze przecięłoby patologię „kibolstwa”, która szumnie nazywa się bracią kibicowską, a w rzeczywistości to zorganizowane grupy przestępcze, często o charakterze zbrojnym, terroryzujące środowisko kibiców, ideę społecznej akceptacji kultury zdrowia poprzez sport w naszej wspólnocie oraz izolujące czy odpychające wręcz od inwestycji prywatny kapitał.
W Polsce są mechanizmy prawne tylko nie ma woli politycznej, żeby uruchomić urzędy prokuratorskie i właściwe miejscowo jednostki CBŚP. Tym organom, dla których bezpieczeństwo Polaków powinno być naczelną zasadą, nie chce się chcieć. To są kluczowe obowiązki dwóch wierzchołków „magicznego trójkąta” (centralnych organów państwa i samorządów), czyli stworzenia prawidłowej kultury społeczno-prawnej funkcjonowania związków sportowych i ich członków, jakimi są kluby sportowe.
Jednakże biorąc pod uwagę aktualne problemy kraju - w dobie wyzwań militarnych i spraw bezpieczeństwa, zapaści służby zdrowia i kolapsu wymiaru sprawiedliwości, niezbędnej restrukturyzacji energetycznej, spadającej demografii i wyczuwalnego zagrożenia egzystencjalnego państwa - wątpię, żeby władza ustawodawcza i wykonawcza koncentrowała się na kwestii sfery szeroko pojętego sportu. Oczywiście opinia, że politycy, zwłaszcza szczebla centralnego, lubią ogrzewać się w blasku sukcesu sportowego jest aksjomatem, gorzej, że ci sami politycy nie potrafią stworzyć dobrej, pozytywnej kultury społecznej w domenie sportu, opisanej powyżej, a Ministerstwo Sportu i Turystyki stoi najniżej w hierarchii administracji rządowej.
A co mogą zrobić związki sportowe? Federacje - zamiast nadawać oryginalne, szumnie brzmiące nazwy programom, mechanizmom wewnętrznego ładu „korporacyjnego” organizacji (np. certyfikowanych akademii sportowych) czy strategicznym planom rozwoju danej dyscypliny, choćby piłki nożnej - powinni się sfokusować na kreowaniu ilości i jakości sportowej wśród zawodników i zawodniczek, według kryteriów powyżej przeze mnie opisanych (dla sportu profesjonalnego) i rozbudowy bazy sportowców, czyli zwiększenia jej ilości (dla sportu nieprofesjonalnego) oraz kreowaniu menagmentu okołosportowego, zwłaszcza trenerów.
Inwestowanie środków federacyjnych może - a nawet musi - obejmować element wymogu wynagrodzenia w połączeniu z rezultatem sportowym odniesionym przez podopiecznych. Efekt porażki ze Szwedami to rezultat wieloletnich zaniedbań w tych dziedzinach wszystkich wierzchołków magicznego trójkąta. A dotychczasowe wyniki były opium dla opinii publicznej (licznej rzeszy kibica reprezentacyjnego), które tylko fałszowały rzeczywistość.
Tak na marginesie: marzy mi się przyszły szef związku, który zadeklaruje „chcę zostać Prezesem PZPN, bo mam taki oto program i chcę zrobić to i to”, a po upływie pierwszej kadencji dokona swoistej autooceny i stwierdzi: „udało mi się zrobić to i to, a tego nie udało mi się dokonać z takich, a nie innych przyczyn”. Tylko może mam za wysokie oczekiwania, jak dotychczas żaden szef federacji w Polsce nie zmierzał do wyborów z określonym programem tylko zajmował się inżynierią wyborczą (skutecznym układaniem się z wybierającymi). Może to jest wyzwanie dla następców?
A na koniec breaking news! Prezes PZPN Cezary Kulesza przeczytał mój poprzedni felieton i niezwłocznie po przegranym meczu skutkującym brakiem kwalifikacji do finałów World Cup 2026 zobowiązał się do przedłużenia umowy z trenerem Janem Urbanem. To pierwszy właściwy krok w zakresie uzdrawiania (sanacji) polskiej piłki nożnej. A mówiąc poważnie, choć trener Urban popełnił kilka meczowych błędów taktyczno-operacyjnych, to jednak należał do nielicznych pozytywnych elementów menagmentu piłkarskiego z grona tzw. oficjeli związkowych. Brak wyjazdu na mistrzostwa świata - który przy obecnej formule liczby drużyn w nich uczestniczących powinien być dla Polaków formalnym obowiązkiem - jest świetną okazją do przejścia niezbędnego, wyżej opisanego katharsis. A kolejna szansa w sporcie, a zwłaszcza w piłce nożnej, będzie możliwa już za chwilę.
Tylko trzeba mieć jakiś PLAN.
_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.
