Przegrał z bólem

Mateusz Masternak (z lewej) stoczył świetną walkę z Chrisem Billamem-Smithem. Fot. KnockOut Promotions
Przegrał z bólem
Jedyne, co mi się teraz chce, to płakać - powiedział po walce o mistrzostwo świata Mateusz Masternak.
Był bardzo blisko zostania szóstym polskim mistrzem świata, po byłych: Dariuszu Michalczewskim, Tomaszu Adamku, Krzysztofie Włodarczyku, Krzysztofie Głowackim, oraz obecnym Łukaszu Różańskim. W niedzielny wieczór w angielskim Bournemouth Mateusz Masternak (47 zw. - 31 KO, 6 por.) prowadził na kartach punktowych w pojedynku z broniącym mistrzowskiego pasa WBO w junior ciężkiej, Chrisem Billamem-Smithem (19 zw. - 13 KO, 1 por.). Do końca walki zostało pięć rund, ale Polak nie wyszedł do ósmego starcia. To był prawdziwy szok, bo „Master” walczył znakomicie, dlaczego więc się poddał? - Nie wiem dokładnie, co się stało, ale pod koniec szóstej coś w żebrach mi strzeliło. Myślałem, że jak odpocznę to mi przejdzie, ale w kolejnej przerwie nie mogłem oddychać, każdy wdech powodował, że czułem straszny ból i po prostu nie wytrzymałem tego - wyjaśnił Mateusz Masternak w wypowiedzi dla kanału ringpolska.pl.
Uciszone trybuny
Kiedy Billam-Smith wchodził do ringu, to na trybunach zapanowała ogromna wrzawa. Mieszkający w Bournemouth 33-latek był zdecydowanym faworytem w pierwszej obronie mistrzowskiego tytułu, w której rywalem był 36-letni Masternak. I w pierwszym starciu był nieco lepszy od spiętego Polaka. Od drugiego zaznaczyła się jednak przewaga „Mastera”, który był bardziej ruchliwy i bił urozmaiconymi ciosami z obu rąk. W trzeciej rundzie zdominował Anglika, który zaczął klinczować, broniąc się przed atakami. Po czwartej CBS szedł do narożnika mocno zmęczony, krwawiąc z nosa. W piątej, znów toczącej się pod dyktando naszego boksera, po jednym z ciosów mistrz miał rozciętą lewą powiekę. W angielskim narożniku widać było duże zdenerwowanie, a na widowni zrobiło się ciszej, przez co słychać było doping polskich fanów.
Kryzys
Szósta runda była wyrównana, pierwsze rany odniósł Masternak - miał podbite prawe oko i rozcięty lewy łuk brwiowy. I być może wtedy po jednym z ciosów pękło mu żebro... Zauważono to w narożniku mistrza i zwrócono mu na to uwagę, bo w 7. starciu Billam-Smith częściej bił i trafiał w tułów Polaka. Ten nie dawał po sobie poznać, że są to bardzo bolesne uderzenia. Gdy szedł do swojego narożnika, widać było jednak grymas na twarzy „Mastera”. Po krótkiej rozmowie z trenerem Piotrem Wilczewskim i wizycie lekarza zapadła decyzja: to już koniec! Sędzia ringowy zamachał rękoma i Chris Billam-Smith mógł cieszyć się z pierwszej obrony mistrzowskiego pasa. Szczęśliwej, bo według punktacji sędziów przegrywał 65:68...
- Rywal zaskoczył mnie brudnym, rwanym boksem, to było bardzo frustrujące, ale radziłem sobie, jego ciosy nie robiły mi jakiejś większej krzywdy. Walki jednak nie wygrałem. Jedyne, co mogę powiedzieć, to przepraszam - powiedział po walce Masternak i podziękował polskim kibicom za wsparcie. - Kompletnie nie wiem, kiedy to się wydarzyło. Nie wiem, czy to było po ciosie, czy po szarpaninie. Nie wiem, co mogę więcej powiedzieć. Jedyne, co mi się teraz chce, to płakać. Promotor „Mastera” i szef grupy Knockout Promotions, Andrzej Wasilewski był bardzo mocno rozczarowany takim obrotem sytuacji. - Mateusz boksował wręcz fantastycznie. Już witaliśmy się z gąską, ale walka przegrana, koniec, klęska. To jest jednak boks, mężczyźni powyżej 90 kg, każdy cios może powodować jakieś kontuzje, pęknięcia – powiedział.
Uznanie od mistrza
Według Chrisa Billama-Smitha przesądzający o jego zwycięstwie cios zadał w 6. rundzie. - Został poprzedzony dwoma lewymi prostymi i to była kombinacja. Od razu wiedziałem, że go zraniłem. Mój trener też to zauważył, że on ma problem z lewym żebrem, więc biłem prawy na dół. Efekt był widoczny od razu - komentował Anglik. - Przed walką mówiłem, że to będzie mój najtrudniejszy rywal i on dzisiaj to udowodnił. Mateusz jest bardzo dobry. Ma niezwykle niewygodny styl, dlatego czołowi zawodnicy wolą nie mieć z nim do czynienia. Zasługuje na to, by ponownie walczyć o mistrzostwo świata. Słyszałem, że pas IBF będzie teraz wakujący, gdyż Jai Opetaia zostanie go pozbawiony. Niech więc Mateusz teraz walczy o ten tytuł. Zasługuje, by być mistrzem świata. Jego umiejętności są fenomenalne. To był zaszczyt, by dzielić z Masternakiem dzisiaj ring - powiedział mistrz świata w junior ciężkiej.
Jak wygram w niedzielę, to zostanę mistrzem świata i przejdę do historii. Będę miał przed sobą wielkie perspektywy. Porażka chyba wykreśli mnie z kolejki do walki o pas mistrza świata. Musiałbym na nowo budować rekord i szukać szansy. Nie mam na to czasu - powiedział dla sport.pl przed walką w Bournemouth Mateusz Masternak.
MISTRZOWSKIE WALKI
Amerykanin Devin Haney (31 zw. - 15 KO) wygrał jednogłośnie na punkty z rodakiem, Regisem Prograis (29 zw. - 24 KO, 2 por.) w walce wieczoru gali organizowanej w San Francisco. 25-latek, który wcześniej był niekwestionowanym mistrzem w kategorii lekkiej, zdobył tytuł mistrza świata WBC wagi super lekkiej. Wszyscy sędziowie punktowali 120:107 dla Haneya. Podczas tej samej gali Australijka Ebanie Bridges (9 zw. - 4 KO, 2 por.) straciła tytuł mistrzyni świata IBF wagi koguciej, przegrywając na punkty z Japonką Miyo Yoshidą (17 zw., 4 por.). W Pembroke Pines Meksykanin Rafael Espinoza (24 zw. - 20 KO) wygrał dwa do remisu z Kubańczykiem Robeisym Ramirezem (13 zw. - 8 KO, 2 por.) i odebrał mu tytuł mistrza świata WBO wagi piórkowej. Po dwunastu rundach sędziowie punktowali 115:112, 114:111 i 113:113.
Cios za cios
O przewadze Mateusza Masternaka w walce z Chrsiem Billamem-Smithem przekonują też statystyki ciosów. Wyprowadził ich 275, z których 88 było celnych, jego rywal z 209 trafił 67.
Przygotował Andrzej Wasik
