Przegonili dzieci z boiska
Boisko LKS-u Rój w Żorach od lat stoi nieużywane. Teraz zostało odnowione, ale nie można ot tak na nie wejść. Potrzeba na to zgody administratora, MOSiR-u Żory.
RATUJMY POLSKĄ PIŁKĘ!
W bogatych i dobrze radzących sobie na tle sąsiednich miast, liczących 60 tysięcy mieszkańców Żorach ligowej piłki nie ma od kilkudziesięciu lat. Był kiedyś solidny GKS, gdzie występował nawet Andrzej Fisher (1979-83), w latach 70. jeden z najlepszych bramkarzy na polskich boiskach, medalista MŚ 1974. To jednak odległe czasy. Teraz klubiki z poszczególnych dzielnic tułają się po klasie A czy B.
„Bezwzględny zakaz wstępu”
Przez lata istniała też piłkarska sekcja w LKS-ie Rój, drużyna grała nawet w lidze okręgowej i przez lata w rybnickiej klasie A. Teraz nie ma już po niej śladu, w magazynie zostały stare buty, koszulki. Na szczęście są jeszcze tenisiści stołowi. Klub całkiem więc nie upadł. Co z trawiastym boiskiem przy miejscowym cmentarzu? Stoi. Przy okazji wrześniowego odpustu rozkładają się tam karuzele, ku wściekłości młodych chłopaków, którzy chcieliby na nim grać. Właśnie, młodzi chłopcy z dzielnicy Żory-Rój… Wielu z nich trenuje w ościennych klubach - AP Żory, MKS-ie Żory, KS-ie Świerklany, Fortecy Świerklany czy RKP ROW-ie Rybnik.
W wolnym czasie i przy dobrej wiosennej pogodzie chciałoby się pokopać na trawie. Niestety, od kiedy obiektem zawiaduje MOSiR Żory, jest to niemożliwe. Dlaczego? Bo boisko jest zamknięte, a dzieci są przeganiane. Ostatnio zostało odnowione, na bramkach wiszą siatki, wyrysowano linie. Chłopcy z miejscowej Szkoły Podstawowej nr 11, która przygotowuje się do Pucharu Tymbarku (ten w Żorach zostanie rozegrany w czwartek, 3 kwietnia), weszła na trawiaste boisko z chęcią potrenowania. Chłopcy uczęszczający do 5. klasy zostali jednak przegonieni przez gospodarza. Przed zejściem na boisko widnieje tabliczka z napisem: „Bezwzględny ZAKAZ WSTĘPU bez zgody administratora”. Nie pomogła interwencja, gospodarz nie wpuści na boisko, bo potrzeba oficjalnej zgody.
W tej sprawie kontaktujemy się z dyrektorem MOSiR-u Żory Markiem Utratą z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego boisko w Roju, na którym nikt nie gra, nie może być przeznaczone dla tych, którzy mają akurat ochotę pokopać?
Najważniejszy jest regulamin
– Pracuję w MOSiR-rze 25 lat i nigdy naszym celem jako jednostki miejskiej nie było neutralizowanie dzieci do aktywności sportowej. Wręcz przeciwnie – mamy wiele programów aktywności, turniejów, imprez sportowo-rekreacyjnych w mieście, to pierwsza sprawa. Po drugie, ten obiekt, należał w przeszłości do LKS-u, który administrował całą przestrzenią pawilonu sportowego, jak i boiskami z terenami przyległymi. Był zniszczony, zaniedbany, dlatego miasto znalazło środki na odnowę pawilonu, bez modernizacji boiska, i przeznaczyło cały obiekt pod administrowanie MOSiR-u, na co przystał LKS. MOSiR, jako gospodarz całego ogrodzonego terenu, wprowadził zasady i regulaminy dla korzystających. Co do trawiastych boisk piłkarskich, to mamy ich w Żorach 11, MOSiR administruje czterema i na wszystkich tych obiektach obowiązują regulaminy oraz pewne zasady, które regulują formę korzystania z nich. Nie ma możliwości, że może sobie tam wejść postronna osoba, bez zgody administratora, i korzystać bez zasad, które my określamy. To oznacza, że my identyfikujemy osoby i grupy, które chcą korzystać z obiektu. W przypadku szkód, dewastacji, ale i odpowiedzialności za dzieci oraz zawodników, musimy wiedzieć, kto korzysta z obiektu i kto ponosi odpowiedzialność za te osoby. Szczególnie dzieci nie mogą pozostawać na obiekcie bez nadzoru. Dlatego też, jeżeli ktoś przyjdzie na obiekt, że tak powiem „z drogi”, zostanie przez pracownika wyproszony lub poproszony o dokonanie woli wejścia na obiekt poprzez zgłoszenie tego faktu do kierownika obiektu czy też do sekretariatu MOSiR-u. Jeżeli komuś takie warunki nie odpowiadają, to zawsze może skorzystać z ogólnie dostępnych „orlików” w mieście. Ale chcę dodać, że na boiskach trawiastych, którymi administrujemy, systematycznie odbywają się zajęcia treningowe, czy to na stadionie przy ulicy Wolności, czy też w Roju – tłumaczy dyrektor.
Chłopcy nie mogą korzystać z trawiastego boiskach w Żorach-Roju, które przez większą część dnia stoi puste. Obowiązuje – jak informuje tabliczka – „Bezwzględny ZAKAZ WSTĘPU”. Fot. Michał Zichlarz
Na boisku w Roju trenuje obecnie Sparta Żory, tyle że kilka razy w ciągu tygodnia. W pozostałe godziny boisko stoi puste. Nic nie przekonuje dyrektora, że to absurd i zła decyzja.
– Powtórzę jeszcze raz – obiekt, o którym rozmawiamy, nie jest zamknięty, ale otwarty na zasadach określonych przez nasze warunki i przepisy. Czy dziecko, czy dwójka dzieci, czy grupa z rodzicem, młodzież, czy też dziennikarze, jeśli będą sobie chcieli pograć – obiekt dla nich jest otwarty, ale w pewnych procedurach. To znaczy, zgłaszają wolę wyjścia na boisko administratorowi, gospodarzowi czy dyrekcji, wysyłając maila do sekretariatu. Potem kontaktuje się z nimi osoba zawiadująca obiektem, czyli gospodarz, spisuje z nimi umowę, gdzie są określone zasady bezpieczeństwa, że ja jako dyrektor jestem pewny, że dziecko nie będzie samo i nic mu się nie stanie. Wtedy – zgodnie z cennikiem – obiekt zostanie udostępniony i można z niego skorzystać – mówi szef żorskiego MOSiR-u.
Czyli zostaje formularz zgłoszeniowy na stronie MOSiR-u, czekanie na odpowiedź i opłata (25 zł za godzinę)…
Biurokracja i brak zrozumienia
Całą sytuację skomentował 20-krotny reprezentant Polski, uczestnik MŚ 1986 w Meksyku Ryszard Komornicki. – Pismo? A może trzeba jeszcze zaświadczeń lekarskich, zgody rodziców i firmy ubezpieczeniowej? Biurokracja i brak zrozumienia dla potrzeb dzieci i młodzieży... Brak słów – stwierdził mistrz Polski na boisku z Górnikiem Zabrze i w Szwajcarii z FC Arrau. Dodał przy tym:
– To na boiskach i podwórkach kształtują się osobowości młodych zawodników. Nic dziwnego, że mamy coraz mniej piłkarzy z charakterem, bo gdzie mają się wychowywać? W akademiach piłkarskich, gdzie wszyscy dbają o to, żeby młody adept nie miał czasami za ciężko i często rozwiązują za niego jego problemy? – pyta były świetny piłkarz, a obecnie trener.
Jeden ze śląskich dziennikarzy napisał. „Z tymi boiskami to problem lawiny miast... Ile razy chciałem z chłopakami (synami) iść pokopać, to nie ma opcji. I jeszcze pilnujący żegna łaciną. Gros miejskich boisk jest nie do dotknięcia, bo zniszczysz dla siódmej ligi. Innymi słowy, infrastruktura niby jest, a jakby jej nie było...”.
Wspomnijmy jeszcze głos od lat mieszkającego w Niemczech Tadeusza Brodacza – to były trener juniorów Odry Wodzisław, wychowawca medalisty olimpijskiego Ryszarda Stańka czy takich ligowych graczy jak Piotr Sowisz, Tomasz Sosna czy Tadeusz Psota: – To skandal. W Niemczech wszystkie boiska – oprócz tych, na których grają zawodowe kluby – są dostępne dla wszystkich.
Michał Zichlarz
