Przed meczem noc była trudna
Rozmowa z Patrykiem Dziczkiem, kapitanem Pogoni Szczecin i wychowankiem Piasta Gliwice
Patryk Dziczek ma duży szacunek do Piasta, ale cieszy się z wygranej Pogoni. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
- Na pewno pozytywne. Wróciłem do domu zagrać mecz w innych barwach, ale zawsze mówię, że mam szacunek i respekt do Piasta. Było to fajne spotkanie do oglądania. Wiedzieliśmy, że Gliwiczanie będą niebezpieczni, ale powstrzymaliśmy ich atuty. Wygrywamy, wracamy do Szczecina z trzema punktami i trzeba to zwycięstwo docenić, bo ciężko się gra na stadionie Piasta.
191 spotkań dla gliwickiego klubu to fenomenalne osiągnięcie. Serce mocniej zabiło, gdy wyszedł pan na murawę?
- Przed meczem trzeba było podejść do sprawy profesjonalnie. Teraz jestem w barwach Pogoni, ale tak jak mówię, darzę szacunkiem Piasta. Mogę się jednak przyznać szczerze, że noc była trudna… Budziłem się dosyć często, więc pewnie stres w środku był. Może nie chodziło o stres przed meczem, ale wracając do Gliwic i grając przeciwko swojej byłej drużynie, w której spędziłem tak naprawdę pół życia, to pewnie był taki lekki, podświadomy stresik. Kiedy wyszedłem na boisko, to emocje już puściły. Jeszcze raz dziękuję za prezent, jaki dostałem przed meczem, ale teraz jestem już w Szczecinie i oddaję serce Pogoni. Walczę o to, żebyśmy byli jak najwyżej i żebyśmy powalczyli o coś fajnego. Trzeba jednak podejść do tego ze spokojem i walczyć o zwycięstwo z meczu na meczu, a nie wybiegać daleko w przyszłość.
Graliście z drużyną rozpędzoną w ostatnich tygodniach. Inicjatywa, przynajmniej pod kątem posiadania piłki, była po stronie rywali. Natomiast konkretów zdecydowanie więcej było już po waszej...
- Wiedziałem tak naprawdę, co Piast będzie grał, czyli że jego piłkarze będą agresywni, wchodzący w pojedynki i faktycznie groźni, więc staraliśmy się grać bezpośrednią piłkę. Oni nastawili się na ofensywną grę, zostawiali sytuacje jeden na jeden, więc staraliśmy się to wykorzystać i to się udało. Szacunek dla chłopaków z Gliwic, bo walczyli do końca, ale też trzeba docenić naszą drużynę. W obronie zagraliśmy bardzo dobry mecz i gospodarze w pierwszej połowie stworzyli sobie mało sytuacji. Jednak chwila nieuwagi i straciliśmy gola, więc oni mają jakość i życzę im, żeby skończyli jak najwyżej w tabeli.
Jednym z kluczy do zwycięstwa było odcięcie skrzydłowych? Zwłaszcza Hugo Vallejo był w ostatnich tygodniach w świetnej formie, strzelił dwie bramki, a w meczu z wami nie mógł „rozwinąć skrzydeł”.
- Cała drużyna nie stworzyła sobie groźnych sytuacji. W pierwszej połowie za szybko poszliśmy do pressingu i straciliśmy bramkę po świetnym dośrodkowaniu z lewej strony. Wiedzieliśmy, że Piast tak gra i jeżeli zostawimy mu trochę miejsca, to będzie groźny. Wiedzieliśmy też, na kogo zwrócić uwagę. Hugo, ale też Leandro Sanca są w formie, ale udało się ich zatrzymać.
Od kilku spotkań jesteście niepokonani w ekstraklasie. Ostatnio zwycięstwo z Wieczystą, teraz z Piastem. Czy to odpowiedni etap, na którym chcecie budować waszą grę i tożsamość, a ta przerwa na kadrę ma pomóc to jeszcze poprawić?
- Teraz też jest trochę czasu na lekki odpoczynek. Nie będzie go jakoś dużo, bo za tydzień gramy sparing z Udinese w celu charytatywnym, więc rytm zostanie podtrzymany. Odpoczynek na pewno się jednak przyda, bo przerwa reprezentacyjna jest dosyć długa, więc będziemy mogli skupić się na poprawie niektórych rzeczy. Myślę, że w defensywie gramy dobrze, ale nad ofensywą możemy popracować, żeby więcej utrzymywać się przy piłce i kontrolować mecze. Natomiast wiedzieliśmy, z jakim mierzymy się przeciwnikiem i trzeba było zwrócić uwagę na grę Gliwiczan. Po dwóch dniach odpoczynku, czasu na pobyt z bliskimi, wracamy do roboty.
Taka długa przerwa może wam służyć jako czas na poprawę gry, ale czy nie wybije was z dobrego rytmu?
- Trzy tygodnie to dosyć długo, nie było takiej przerwy, jeśli chodzi o reprezentację. Mamy dwa dni wolnego, później mecz z Udinese, więc tak jak mówię: rytm meczowy na pewno utrzymamy. Czy tak długi czas wybije nas z rytmu? Nie. Trzeba popracować nad tym, co nam nie wychodzi, bo trenerzy zwracają uwagę na różne detale; na to, co z każdego meczu możemy jeszcze wyciągnąć. Po przerwie reprezentacyjnej będziemy jeszcze mocniejsi i tego życzę naszej drużynie.
Mówi pan, że nad ofensywą można jeszcze popracować, ale trzeba docenić gola Jordiego Sancheza z przewrotki. Druga bramka i podanie Paula Mukairu do Darko Czurlinova był perfekcyjne i widać było, że mógł być to schemat trenowany przed tym meczem.
- Jordi strzelił piękną bramkę! Obawiałem się, że tam będzie spalony, ale jednak udało mu się go uniknąć. Jest to zawodnik, który przyszedł i strzelił dwa gole z rzędu, więc wierzę, że będzie nam cały czas pomagał i zdobywał jak najwięcej bramek. Jeśli chodzi o drugie trafienie, to po prostu Gliwiczanie wyszli wysoko i staraliśmy się wykorzystywać miejsce za ich plecami, żeby dogrywać tam piłki. W pierwszej połowie mieliśmy też taką sytuację, gdzie Jordi trochę za lekko podał do Paula, ale to też mogło się skończyć bramką. Trzeba pogratulować naszej drużynie za konsekwencję i grę w obronie, bo rywale nie stworzyli zbyt wielu sytuacji, a we wcześniejszych meczach to im się udawało i bramek padało sporo. Ostatnio też widzieliśmy, jaki mają współczynnik, czyli chyba ponad 2,5 gola od 75 do 90 minuty, więc byliśmy dobrze przygotowani.
Pan i Jordi Sanchez wyraźnie pokazujecie, że stereotypy o aklimatyzacji nie mają sensu. Hiszpan strzela, a pan bardzo szybko został kapitanem drużyny, chociaż nieczęsto zdarza się, żeby zawodnik, który dopiero co trafił do klubu, zakładał opaskę.
- Ja też niespodziewanie dowiedziałem się o tej roli, bo Kamil Groscki i Linus Wahlqvist nie grali, więc opaska została mi podarowana. Cieszę się, że zostałem doceniony, ale dla mnie zawsze najważniejsze jest dobro drużyny.
Jordi też dosyć szybko wszedł do zespołu, bo każdy przyjął go z otwartymi rękoma. Łatwiej mu było się także wkomponować, bo strzelał w Wiśle i jak ta forma żre, to nic, tylko dalej zdobywać bramki. W Szczecinie jest rodzinna atmosfera, więc nie było problemu z moją czy jego aklimatyzację. Cieszymy się, że tak to wygląda, że pniemy się i zdobywamy punkty, ale trzeba dalej pracować. Nie można zachłysnąć się tymi dwoma ostatnimi zwycięstwami, bo liga jest jeszcze długa.
Tak jak pan powiedział, przerwa na kadrę to dla pana też chwila oddechu, ale czy były sygnały od kogoś ze sztabu reprezentacji, że jest pan obserwowany w kontekście ewentualnego powołania? Pana nazwisko kilkukrotnie pojawiało się w przestrzeni medialnej.
- Żadnego kontaktu nie było. Media pisały różne rzeczy, ale nikt ze mną nie rozmawiał. Ja też nie zawracałem sobie tym głowy, bo to boisko weryfikuje formę zawodnika i później wybór należy tylko do selekcjonera. Chcę grać jak najlepiej, pomagać drużynie, stawać się lepszym zawodnikiem, a jak przyjdzie czas na reprezentację i selekcjoner będzie mnie w niej widział, to zostanę powołany. Na pewno cieszyłbym się z tego, ale zbytnio o tym nie rozmyślam. Ja mam pokazać jakość na boisku, a decyzje zostawiam odpowiedzialnym za nie.
Rozmawiał i notował Miłosz Cebo
