Profesor Hanousek odchodzi z Widzewa
Można się było spodziewać, że Marek Hanousek odejdzie z Widzewa po wygaśnięciu jego kontraktu w czerwcu tego roku, ale trudno sobie teraz wyobrazić Widzew bez „Profesora”.
Marek Hanousek już zawsze na Widzewie będzie cieszył się sympatią. Fot. Dawid Figura
W ciągu pięciu lat gry w Łodzi stał się on jednym z symboli klubu, a już na pewno najważniejszym piłkarzem „reaktywacji”, jak mówi się w Łodzi o ostatnich 10 latach, od degradacji do IV ligi w roku 2015. Był podstawowym zawodnikiem tej drużyny przez połowę tego okresu. - Jestem Widzewiakiem. Nie od małego, ale na całego! – powiedział podczas opublikowanego przez klubową stronę wzruszającego pożegnania, nagranego dla kibiców w Turcji, gdzie jeszcze do niedzieli trenował wraz z zespołem. – Dwoje moich dzieci na zawsze będzie miało w dokumentach: miejsce urodzenia – Łódź.
Od 6 marca 2021 roku, gdy Hanousek - to też ważny symbol - zadebiutował w Widzewie w derbowym meczu z ŁKS, 34-letni Czech, wcześniej piłkarz Dukli Praga, MFK Karwina i mistrz kraju z Viktorią Pilzno, zagrał w 152 oficjalnych meczach (ekstraklasa, I liga i Puchar Polski), a do tego jeszcze w 42 meczach towarzyskich i sparingowych. Jego ostatni ligowy występ (6 grudnia 2025 w Lubinie) pozwolił mu wyrównać osiągnięcie Mateusza Michalskiego, który też zagrał w odnowionym Widzewie 152 razy.
Przy takim ekspresie transferowym, jaki pędzi przez Widzew, wiadomo było, że Hanousek nie ma szans na utrzymanie się w składzie. Jesienią grał mało, tylko raz wyszedł na boisko w pierwszej jedenastce jako kapitan, bo pełnił tę funkcję w zespole (w spotkaniu z Termaliką w październiku), ale zagrał tylko osiem minut, bo doznał kontuzji. Chciałby jeszcze pograć na ligowym poziomie i teraz czekamy na potwierdzenie, jaki klub go zaangażuje. Mówi się o jego macierzystej Dukli Praga, w której grał przez dziewięć sezonów (2009-19), z przerwą na epizod w Pilźnie. Nie wyklucza, że wróci jeszcze do Łodzi, ale w innej roli, bo klub zapewnia go, że będzie tu zawsze mile widziany.
Hanousek pożegnał się z Widzewem w miniony piątek, gdy zagrał jeszcze w sparingu z węgierską drużyną Paksi FC (2:1). Był to drugi mecz Widzewiaków w Turcji (wcześniej 1:1 z Uni Cluj), a w planie mają jeszcze dwa: 22 bm. Widzew zagra na dwa składy z Banikiem Ostrawa i Zagłębiem Lubin.
Latem właściciel klubu Robert Dobrzycki wydał na transfery 7 milionów euro, za co sprowadzono 14 zawodników. W przewie zimowej również 7 milionów poszło już zaledwie na czterech – tyle kosztowali Christopher Cheng, Lukas Lerager, Osman Bukari i Bartłomiej Drągowski. Kolejne dziewięć szykowane jest na następnych, w tym pięć na ewentualny transfer „młodego Wiśni”, czyli Przemysława Wiśniewskiego. O tym, że nie jest to tylko bezmyślne spalanie pieniędzy w kominku ani – broń Boże – jakaś pralnia, świadczy fakt, że jednocześnie Widzew odrzucił dwa i pół miliona euro z Węgier, jakie Ferencvaros gotów był zapłacić za Sebastiana Bergiera, bo jego dziewięć goli w 15 meczach jesienią jest warte więcej. Tak, w Łodzi budowany jest znów Wielki Widzew. Znany z występów w GKS Katowice piłkarz czuje się tą odmową zgody na transfer wyróżniony. - Widzewowi zależy, bym został. Niczego nam tu nie brakuje, mamy znakomite warunki do rozwoju – krótko skomentował decyzję szefów klubu, którą sam potwierdził bramką w meczu z Paksi FC.
Jeżeli chodzi o nowych, to największy kłopot będzie z duńskim obrońcą. Lerager czyta się po duńsku „leae”. Nie bez powodu Szwedzi twierdzą złośliwie, że duński to nie język, a ból gardła… Nas w gazetach to nie dotyczy, bo pisownia nazwiska jest akurat prosta. Niech się martwią ci z telewizji i z radia.
Wojciech Filipiak
