Probierzożercy

CZADOBLOG - Paweł Czado

Nie pamiętam takiej sytuacji, żeby przerwano mecz reprezentacji Polski ze względów pozasportowych. Przez dłuższą chwilę wydawało się nawet, że mecz w Helsinkach nie zostanie dokończony. Ostatnio Biało-czerwoni nie dokończyli meczu w 1980 roku – również w eliminacjach mistrzostw świata. Wtedy Polska wygrywała na wyjeździe z Maltą 2:0 i sędzia w drugiej połowie przerwał spotkanie, bo miejscowa publiczność zaczęła rzucać kamieniami w polskich piłkarzy. Spotkanie nie zostało dokończone, a wynik utrzymano w mocy. Teraz powód był diametralnie inny – ratowano kibica, który zasłabł. Pytanie, które zadawali sobie podczas przymusowej przerwy Probierzożercy, brzmiało: „Czy można zwolnić selekcjonera w trakcie spotkania i zastąpić go nowym?”.

Przegraliśmy, smutek... Po ostatnim gwizdku sędziego, który oznaczał, że reprezentacja Polski nie zdobyła w Helsinkach nawet punktu, jakbym słyszał narastające, pełne szyderstwa wycie... Wiadomo, co uważają Probierzożercy, sam w przekonaniach jestem jednak niezmienny: uważam, że trener, który rozpoczyna eliminacje do Euro lub mundialu, zawsze powinien mieć możliwość je skończyć. Powinien mieć prawo przepracować cały cykl. Zwalniany powinien być zawsze dopiero, gdy nie da rady wyjść z drużyną narodową z rozgrywek grupowych na światowej imprezie.

Tak, wiem, że reprezentacja Finlandii nie należy do najmocniejszych, nawet stwierdzenie, że należy co najwyżej do średnich będzie dla niej komplementem. Tak wiem, nie był to mecz, w którym reprezentacja Polski przegrała pechowo, bo rywale mieli tylko dwie szanse, a my dwadzieścia dwie... To był, nie bójmy się tego słowa, słaby mecz reprezentacji. Uważam jednak, że Michał Probierz ciągle ma szansę zrealizować, co się od niego wymaga – ciągle może przecież wywalczyć z tą reprezentacją awans na mundial, prawda? Czy to jakaś nowość, że przegrywamy mecz, którego nie wolno było nam przegrać? Eliminacje nie są jeszcze przegrane, przegraliśmy dopiero pierwszy mecz. W piłce nożnej rozstrzygnięcia potrafiły zmieniać się wręcz w ostatniej chwili o sto osiemdziesiąt stopni. Futbol nie takie rzeczy widział. Gdyby PZPN uległ Probierzożercom, byłoby to dla mnie wyrazem jego słabości. Wówczas dawałby legitymację do twierdzeń, że sam też powinien podać się do dymisji. Zawsze myślałem, że futbol uczy determinacji i wiary do samego końca.

Wiadomo, że wielu będzie chciało teraz coś ugrać i przyłączy się do dyszących z nienawiści mas. Myślę jednak, że warto się szanować. Szanowanie się nie polega na gorączkowych reakcjach. Spokojnie, miejmy nadzieję, że to tylko awaria. Jest wiele do naprawienia, ale – wierzę w to głęboko – nie wszystko jeszcze stracone.