Prezent „pomikołajkowy”

Mateusz Radecki musiał tylko wbić piłkę do pustej bramki.vFot. Łukasz Sobala/PressFocus


Prezent „pomikołajkowy”

Jakub Lemanowicz, popełniając błąd w 1. połowie, podarował tyszanom 3 punkty.


Walcząca o utrzymanie drużyna Polonii Warszawa w meczu z kandydatem do tytułu mistrza jesieni pokazała się z dobrej strony. To jednak nie wystarczyło. GKS Tychy na otwarcie 18. kolejki zapisał bowiem na swoje konto komplet punktów, wykorzystując „pomikołajkowy” prezent Jakuba Lemanowicza. Bramkarz „Czarnych koszul”, po dośrodkowaniu Marka Dijakovicia z rzutu rożnego, nieatakowany przez nikogo w swoim polu bramkowym wypuścił piłkę z rąk wprost pod nogi Mateusza Radeckiego. Doświadczony pomocnik „trójkolorowych” nie musiał włożyć praktycznie żadnego wysiłku, żeby w 37 minucie gry ustalić wynik.


Słupek o wadze 3 punktów

Z pozostałymi 5 celnymi strzałami rywali golkiper gości sobie poradził, nie tracąc gola nawet w 87 minucie po sytuacji „oko w oko” z Przemysławem Mystkowskim, który został obsłużony podaniem przez Jakuba Bierońskiego.

Ta niewykorzystana okazja mogła się zemścić w ostatniej akcji meczu. Po szarży Jana Majsterka dograna spod końcowej linii futbolówka dotarła do Dariusza Pawłowskiego, który mając dużo czasu i miejsca na oddanie strzału z 12 metra, ostemplował słupek. Kilka centymetrów zadecydowało więc ostatecznie o tym, że drużyna Dariusza Banasika umocniła się w czołówce tabeli, a warszawianie nadal muszą się nerwowo oglądać za siebie.


Bramka „z czapy”

- Przegraliśmy mecz, którego nie musieliśmy przegrać - podsumował spotkanie trener gości [Rafał Smalec]. - Myślę, że pierwsza połowa była zdecydowanie ciekawsza od drugiej, którą brutalnie nazwę „rąbanką”. Niestety dla nas, daliśmy się „przewalczyć” przeciwnikowi w grze jeden na jeden i to wpłynęło na obraz gry. Nie mogliśmy się utrzymać przy piłce w fazie atakowania. Mimo wszystko stworzyliśmy sobie stuprocentową okazję do zdobycia bramki, ale kolejny już raz w tym sezonie jej nie wykorzystaliśmy, a w dodatku straciliśmy bramkę „z czapy”. To jest dla nas bardzo bolesne. W ostatniej akcji mogliśmy zdobyć punkt, ale piłkarskie szczęście ostatnimi czasy się nas nie trzyma.


Brak wrażeń estetycznych

W zupełnie innym nastroju na konferencji prasowej zameldował się szkoleniowiec tyszan. - Jesteśmy bardzo zadowoleni - stwierdził Dariusz Banasik. - Przede wszystkim z wyniku, bo 3 punkty zostały w Tychach. Spodziewaliśmy się, że ten mecz może mieć taki przebieg i taki charakter, bo wiemy, że ciężko o płynną, kombinacyjną grę. Warunki i stan boiska nie pozwalają na to. Jestem szczególnie zadowolony z pierwszej połowy, w której dosyć mocno stłamsiliśmy przeciwnika. Graliśmy wysokim pressingiem i odbieraliśmy piłkę. Dochodziliśmy do sytuacji i stwarzaliśmy zagrożenie oraz zdobyliśmy bramkę po stałym fragmencie gry. Dopisało nam trochę szczęście, ale bramka to zawsze bramka. Druga połowa była już bardziej nerwowa i szkoda, że nie skontrowaliśmy, bo mieliśmy parę okazji, ale cieszę się, że zespół do końca nie dopuszczał przeciwnika do zagrożeń. Jedynie w ostatniej akcji meczu przytrafiła się nam taka sytuacja, w której piłka odbiła się od słupka.

Jerzy Dusik