Prewencyjne zawieszenie

Benfica w Madrycie będzie musiała sobie radzić bez Gianluki Prestianniego.

W rewanżowym starciu nie dojdzie do pojedynków Gianluki Prestianniego z Viniciusem Juniorem. Fot. IPA/SIPA USA / Press Focus

LIGA MISTRZÓW

UEFA zdecydowała o tymczasowym zawieszeniu Argentyńczyka po incydencie, do którego miało dojść podczas pierwszego meczu pomiędzy portugalskim klubem a Realem. Sprawa dotyczy zarzutów o rasistowskie zachowanie wobec Viniciusa Juniora. I chociaż to zajście wciąż jest badane przez odpowiednie organy dyscyplinarne, to zawodnik został prewencyjnie zawieszony. – Wierzę w to, co powiedział „Vini. On nigdy w przeszłości, przenigdy nie oskarżył żadnego rywala o rasizm. Na 100 procent słyszał, jak Prestianni to mówił, powtórzył nam to wiele razy – podsumował sprawę Thibaut Courtois, bramkarz Królewskich.

Bez Mourinho na ławce

Benfica będzie miała zatem mniejszą siłę rażenia bez 20-letniego napastnika. Jednak to nie jest jedyna strata portugalskiego klubu na to decydujące starcie. Na ławce zabraknie także trenera Jose Mourinho, który w pierwszym spotkaniu obejrzał czerwoną kartkę. Zastąpi go asystent, Joao Tralhao. „The Special One znany jest jako kontrowersyjna postać, dlatego nie wiadomo, czy zasiądzie on na trybunach Estadio Santiago Bernabeu. Jeśli tak, to będzie to powrót szkoleniowca na ten obiekt po niemal 13 latach. W mediach pojawiają się jednak informacje, że 63-latek może obejrzeć spotkanie z hotelu, a komunikował będzie się telefonicznie ze swoim sztabem trenerskim.

Faworytami w tej rywalizacji będą Królewscy, którzy mają jednak tylko jednobramkową przewagę z pierwszego meczu. Decydującego gola strzelił wspomniany Vinicius Junior. Jednak ostatni mecz Realu był kompletnie nieudany, Osasuna pokonała go w lidze 2:1 i z tego meczu może czerpać Benfica.

Bitwa o… honor

Nikt nie spodziewał się takich scen w Stambule. Galatasaray zmiażdżył Juventus w drugiej połowie i wygrał aż 5:2. Sprawa awansu wydaje się rozstrzygnięta. Włoski klub musiałby rozegrać świetne spotkanie, żeby odrobić straty i przechylić szalę awansu na swoją stronę. Wysoka przegrana zmieniła także podejście trenera Luciano Spallettiego. Włoski szkoleniowiec wcześniej publicznie wspierał zawodników, teraz jest wobec nich mocno krytyczny i wymaga wyraźnej poprawy. Jeszcze bardziej podkreśliła to weekendowa porażka z Como (0:2), która przedłużyła passę bez zwycięstwa do pięciu spotkań. – Naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Jeśli wrócimy do formy mentalnej, możemy rywalizować z każdym. W przeciwnym razie, jeśli jesteśmy w takiej formie jak teraz, nie ma co liczyć na żadne rezultaty – mówił na konferencji Spaletti.

Włoski trener chwilę pomyślał i postanowił jeszcze bardziej dobitnie to podkreślić. – Jeśli ten poziom jest taki, jak teraz, nie można aspirować do żadnych celów – ocenił. Nie ma wątpliwości, że to starcie będzie piekielnie trudne, a Stara Dama walczy o resztki honoru. Tylko tyle im zostało po kompromitacji w Turcji.

Promyk nadziei

Po przeciętnych tygodniach, w których PSG przeplatało słabe spotkania z dobrymi, w Paryżu w końcu nastały lepsze czasy i pojawił się promyk nadziei na udany sezon. Podopieczni Luisa Enrique odzyskali pozycję lidera w Ligue 1, a także odwrócili wynik w pierwszym spotkaniu z Monaco. Przegrywali już 0:2 po dublecie Folarina Balogun, ale wzięli się za odrabianie strat. W rezultacie zwyciężyli 3:2 i są w lepszej pozycji przed rewanżowym starciem.

Miłosz Cebo

Faza play off – rewanże
Środa: Atlanta – Dortmund (18.45, 0:2), Juventus – Galatasaray (21.00, 2:5), PSG – Monaco (21.00, 3:2), Real – Benfica (21.00, 1:0)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się