Premiera wypadła obiecująco

„Nowy” Hubert Hurkacz pewnie awansował do drugiej rundy Australian Open. Niestety, równie pewnie odpadł drugi z Polaków, Kamil Majchrzak.

Dobra gra „Hubiego” cieszy polskich kibiców nie tylko w Australii. Fot. PAP / Marcin Cholewiński

Rok temu Hubert Hurkacz dotarł w Melbourne do ćwierćfinału i było to jak dotychczas jego najlepsze osiągnięcie w Australian Open, ale potem sezon nie ułożył się po jego myśli. Do obecnej edycji pierwszego w tym roku Wielkiego Szlema 27-letni wrocławianin wszedł „na nowych papierach” – cały na czerwono dzięki Adidasowi, z nową rakietą Wilsona zamiast Yoneksa, po uciążliwej kontuzji kolana, wreszcie z nowymi trenerami, Chilijczykiem Nicolasem Massu w boksie i „zaocznym” konsultantem Ivanem Lendlem.

- Wszystko się zmieniło, zaczynając od trenerów. Przez pięć i pół roku byłem z Craigiem Boyntonem, to bardzo duża zmiana. Jest też nowy sprzęt. Trochę czasu zajmuje przyzwyczajenie się i wejście na swój najwyższy poziom, więc jest jeszcze sporo zapasu – przyznał „Hubi” już po zwycięstwie w 1. rundzie z Holendrem Tallonem Griekspoorem.

Rośnie z meczu na mecz

Premiera „nowego Hurkacza” - jeszcze w sierpniu nr 6. na świecie, dziś 17. - miała miejsce co prawda dwa tygodnie temu, podczas drużynowego United Cup w Sydney, ale to Melbourne jest sprawdzianem na ostro. I trzeba przyznać, że pierwsza potyczka, z zawsze niewygodnym Griekspoorem (40. ATP) – panowie mieli bilans 2-2 – wypadła obiecująco. „Hubi” pokazał, że rośnie z meczu na mecz, każdy kolejny w tym sezonie jest lepszy. Trzy sety, bez... tie-breaka, 14 asów, niecałe dwie i pół godziny na korcie, tylko jedna strata podania i „spokojne” 7:5, 6:4, 6:4.

Jedyny moment słabości w meczu Polak miał w drugim secie, gdy Holender odrobił stratę przełamania, a chwilę później doprowadził do 4:4. W dwóch kolejnych gemach Hurkacz oddał mu jednak tylko trzy punkty i partia również padła jego łupem. W trzecim secie „Hubi” miał inny problem, z wykończeniem dzieła - wykorzystał dopiero szóstą piłkę meczową. - Cieszę się z tego zwycięstwa. Zawsze z Tallonem mamy bardzo zacięte pojedynki, więc to, że tym razem były tylko trzy sety, jest na plus - skomentował.

Sinner jeszcze daleko

Kolejnym rywalem będzie w czwartek Serb Miomir Kecmanović. 51. tenisista w rankingu toczył we wtorek 3,5-godzinny bój na pełnym pięciosetowym dystansie z rodakiem Dusanem Lajoviciem. Tenisista rodem z Belgradu ma na koncie tylko jeden tytuł (w 2020 r. w austriackim Kitzbuhel), najdalej w AO dwukrotnie docierał do 4. rundy, tydzień temu grał w półfinale w Adelajdzie. Hurkacz pokonał go dwa lata temu w 2. rundzie w Toronto.

W 3. rundzie zwycięzca zagra z rozstawionym z numerem 13. Duńczykiem Holgerem Rune albo z Włochem Matteo Berrettinim, a w 1/8 finału potencjalnie czekać będzie lider listy ATP i broniący tytułu Włoch Jannik Sinner. Ale do tego jeszcze daleko.

Rewanż Hiszpana

Niestety, gładko przegrał Kamil Majchrzak. 29-letni piotrkowianin, który przebił się w Melbourne przez kwalifikacje, nie miał wiele do powiedzenia z Pablo Carreno Bustą. 33-letni Hiszpan (182. ATP), kiedyś nr 10 na świecie, wziął rewanż za ubiegłoroczną porażkę w challengerze w Poznaniu i w dwie godziny w trzech setach rozwiał marzenia Polaka. Majchrzak miał szanse, zwłaszcza w pierwszym secie, gdy łącznie nie wykorzystał trzech okazji na przełamanie.

Dla „Szumiego”, który z powodu 13-miesięcznego zawieszenia (skażona niedozwolonym środkiem odżywka) poprzedni sezon zaczynał bez rankingu, powrót do drabinki wielkoszlemowej po ponad dwóch latach to mimo wszystko optymistyczny prognostyk na najbliższą przyszłość i rychły powrót do Top 100.

(t)

14 ASÓW
zaserwował Hubert Hurkacz w meczu z Tallonem Griekspoorem