Prawo Pascala
CZADOBLOG - Paweł Czado
Plaża miejska w Santosie, godz. 21. Przed nami ocean, za nami wieżowce. Takich miejsc widziałem już wiele, jednak w tym wypadku jest jeszcze coś pomiędzy. To „pomiędzy” jest istotą tej impresji. Odbywa się tu bowiem mecz piłkarski. Nie jakieś tam kopanie piłki, lecz prawdziwy mecz! Jedenastu bosonogich na jedenastu bosonogich… Krzyki, faule, ale przede wszystkim sprawna gra, klasyczna „joga bonito" po zmroku. Biega tu i sędzia z gwizdkiem, ostrym jak smagnięcie biczem, traktujący swe obowiązki z należytą powagą, są gestykulujący trenerzy z wściekłością komentujący wydarzenia na boisku... Za linią krąży nawet sędzia techniczny ze słuchawką w uchu. Oświetlenie na uklepaną piaszczystą murawę pada od strony drogi i wieżowców, po drugiej stronie złowroga czerń oceanu.
Przyglądamy się temu wszystkiemu z oszołomieniem. Otula nas bowiem coś mistycznego: jakbyśmy uczestniczyli bezwiednie w jakimś świętym rytuale… Problem pojawia się tylko wtedy, gdy ktoś wybije piłkę poza boisko. Wówczas przestaje grać anielska muzyka oddawanych na bosaka kopnięć, zaczyna za to działać prawo Pascala - jeśli wiecie co chcę powiedzieć… Piłka wokół nie ma bowiem zwyczajnie od czego się odbić i wrócić na plac gry. Czasem szukanie tej futbolówki po zmroku nie jest łatwe, trochę czasu jednak schodzi. Niecierpliwość została jednak przez obecnych przegoniona z tego miejsca już dawno i raz na zawsze…
Tak myślę, że nie dogonimy ich nigdy.
Nocny mecz w Santosie. Fot. Paweł Czado
