Prawdziwa miłość nie wybacza nigdy

CZADOBLOG - Paweł Czado

Przekonuję się właśnie, że żadna miłość nie jest bezwarunkowa. Wydawało mi się, że właśnie takim uczuciem darzę mundiale, że to uczucie krystaliczne, trwałe i właśnie bezwarunkowe. Niestety; ideał nie istnieje. Obecny mundial, choć nie dotarł nawet do połowy, choć zajmujących meczów, wspaniałych akcji i niespodziewanych scenariuszy w nim przecież mnóstwo, ma w sobie skazę, która sprawia, że nawet ja - jego najgorętszy zwolennik, fan, miłośnik - zaczynam w złowrogim milczeniu zaciskać pięści. Żeby przeżywać te wszystkie wspaniałości trzeba bowiem mieć jeszcze czas, żeby odetchnąć, żeby zrozumieć te wszystkie bombardujące nas zewsząd impulsy. Miłośnik taki jak ja, nie ogranicza się - przynajmniej nie chce ograniczać - do najlepszych momentów. On chce przeżyć i zrozumieć wszystko, dosłownie wszystko, najmniejszy nawet fragmencik mundialu. Każde kolejne starcie rodzi przecież przeróżne skojarzenia, uzmysławia kulturowe konteksty, zaskakujące odniesienia, rozbudza ciekawość wzajemnymi zależnościami… A z każdym starciem pojawiają się kolejne niezwykle opowieści, które człowiek chce poczuć, przeżyć, zrozumieć i doceniać. 

Wiadomo oczywiście, że nigdy nie uda się przeżyć wszystkiego, jednak od czterech dekad staram dążyć się do ideału, czyli nie odpuszczać transmisji żadnego meczu. Ilość spotkań w obecnej edycji sprawia, że czuję się wręcz jak… pasterz, na którego gna rozpędzone stado owiec. Jedną, dwie za rogi może złapie (czytaj: zobaczy mecz), ale pięć innych w tym czasie zawsze mu umknie… Przez lata miałem romantyczne podejście, zawsze wierzyłem naiwnie, że organizatorom naprawdę zależy, by odbiorca na całym świecie mógł przeżyć wszystko, przeżyć ten mundial jako całość i czuć tę więź w sposób trwały. Niestety - wszystko przemija i choć nadal kocham mundial, to mundial już jednak nie kocha mnie… Zawsze personifikowałem tę ideę, ale życie jest brutalne i nie znosi naiwności. Tu przecież nie chodzi o miłość, tu chodzi o… łapczywość. A kto nie potrafi się dostosować (najlepiej - zapłacić), jest zbędny. 

„Nie musisz zobaczyć wszystkich meczów, kogo obchodzi, że to fizycznie niemożliwe? To jedynie twój problem”. Mogę więc tylko zgrzytać zębami i żałować, że podejście handlowe bierze górę. „Miłość ci wszystko wybaczy” - śpiewała jeszcze przed wojną Hanka Ordonówna. Przykra pomyłka w tych założeniach! Moja miłość tego, jak przepoczwarza się mundial, z pewnością nie wybaczy. Warto pamiętać, że zawiedziona miłość zmienia się często w nienawiść. Oczywiście wierzę, że jednak uda mi się nie nienawidzić mundiali. Że zanim do tego dojdzie, wszyscy ci sprytni handlarze w garniturach wymrą. Że ktoś pójdzie po rozum do głowy i uratuje wszystko, co jest naprawdę wartościowe. Sam nie zgadzam się, żeby mistrzostwa wyglądały tak w przyszłości. Nawet nie chodzi mi o ilość uczestników i regulamin, choć są te zagadnienia dalekie oczywiście od doskonałości. Chodzi przede wszystkim o natężenie. Tempo fazy grupowej jest, przyznacie, wariackie. Dwa, najwyżej trzy mecze na dobę - to rozumiem. Jednak więcej to jedynie wariactwo.

Czy do ratowania idei, która sprawdzała się przez tyle lat, będzie potrzebny jakiś oddolny ruch społeczny? Rewolucja? Nie mam pojęcia. Myślę jednak, że... nie można tego wykluczyć.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się