Praca i jeszcze raz praca
Cracovia cudem zdobyła punkt w debiucie Bartosza Grzelaka. W grze na razie niewiele się zmieniło.
W sobotnim meczu zawodnicy trenera Bartosza Grzelaka mieli trochę szczęścia. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
CRACOVIA
Nowy trener zaskoczył kilkoma decyzjami. Jest jeszcze sporo do poprawy, ale niektórzy zawodnicy otrzymali czystą kartę.
Powrót do piątki
W ostatnich tygodniach w grze Pasów było sporo mankamentów. Rzeczy po imieniu nazwał po porażce w Częstochowie Luka Elsner - wtedy jeszcze szkoleniowiec drużyny - który przyznał, że są słabi w obu polach karnych. Rozwijając tamte słowa, można napisać wprost: jak ma stracić, to straci, a jak ma strzelić, to nie strzeli. Bartosz Grzelak porównał początek pracy pod Wawelem do pilota, który jednocześnie musi sterować statkiem powietrznym i go naprawiać. 47-latek sprowadzony ze Szwecji postanowił wrócić do ustawienia z trzema środkowymi obrońcami i wahadłowymi. Piłkarze szoku nie przeżyli, bo jeszcze jesienią za Elsnera był to system startowy w defensywie. Nie mogli być zdziwieni także kibice, ponieważ było to pożądane ustawienie Dawida Kroczka, a także - jeszcze bardziej patrząc wstecz - Jacka Zielińskiego. W debiucie Grzelaka nie udało się zachować czystego kąta, choć dużą winę za to, że piłka wpadła do siatki, ponosi Sebastian Madejski. Na indywidualne błędy, zwłaszcza bramkarza, który jest jak saper, nowy szkoleniowiec miał i będzie miał najmniejszy wpływ.
Dyrygent na ławce
W pomocy i ataku Grzelak bardziej zaskoczył. Pod nieobecność pauzującego za czerwoną kartkę Amira Al-Ammariego murowanym kandydatem do gry w środku pola był Mateusz Klich. Były reprezentant pojawił się na murawie po godzinie od rozpoczęcia. W wyjściowym składzie znaleźli się natomiast Karol Knap - w tym roku przemianowany na lewego obrońcę i głównie tam występujący - i Maxime Dominguez, z którego usług Elsner korzystał ostatnio zdecydowanie rzadziej. - Oczekiwaliśmy tego, że w pierwszej połowie będzie dużo walki w pomocy. Moja analiza była taka, że w pierwszych 60 minutach będzie chodziło o walkę, a w ostatnich 30 o grę. Jak Mateusz Klich wszedł na boisko, to mecz inaczej już wyglądał. Pojawił się w dobrym momencie, pod względem taktycznym się więc udało - ocenia Bartosz Grzelak. Doświadczony zawodnik najpierw wykazał się sprytem, przesuwając piłkę o kilka metrów do przodu, a potem posłał ją dalekim podaniem na głowę Kahveha Zahiroleslama. Boiskowe cwaniactwo i umiejętności miały tu duże znaczenie. Szkoleniowiec zaryzykował, ale bez Klicha mogłoby nie być tego remisu.
Pudła Bułgara
Cracovia nie zdobyła gola z akcji i jak do tego doszło, trzeba zapytać Martina Minczewa i Jeana Batouma. Zwłaszcza Bułgar, wracający po kontuzji, mógł spokojnie powiększyć swój dorobek o dwa trafienia. Krakowianie w wielu meczach nie potrafili stwarzać sytuacji. W dwóch ostatnich - pod wodzą innych trenerów - było lepiej, ale zaprezentowali marną skuteczność. Batoum jest mocno krytykowany przez kibiców, kilku zagrań także nie wykorzystał. Grzelak pochwalił go za absorbowanie obrońców poprzez bieganie za ich plecami.
Michał Knura
