Poziom idzie w górę

Rozmowa z byłym reprezentantem Polski, sześciokrotnym mistrzem kraju z Wisłą Kraków, mającym na koncie 372 występy w ekstraklasie, także w barwach Ruchu Chorzów i Polonii Warszawa, dziś ekspertem Canal+.

Capita jest uwielbiany w Radomiu i ceniony w całej Polsce. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA MARCIN BASZCZYŃSKI

Na początek trudno nie zapytać o Ruch, którego jest pan praktycznie wychowankiem, choć pierwsze kroki były w Pogoni Nowy Bytom. W Chorzowie debiutował pan w ekstraklasie i zdobył swoje pierwsze trofeum – Puchar Polski. Jest pan zaskoczony szybką dymisją trenera Dawida Szulczka i trzecim powrotem na ławkę Niebieskich Waldemara Fornalika?

– Zawsze najtrudniej wraca się do miejsc, z którymi jest się emocjonalnie związanym. Może to nie jest dobry przykład w przypadku następcy Dawida (śmiech), ale miałem wrażenie, że akurat on nie był sobą w Ruchu. Niebiescy nie prezentowali jego charakteru, a on mi się kojarzy z mądrą, poukładaną grą. Miałem nadzieję, że w Chorzowie zrobi coś więcej, a drużyna będzie miała swój styl. Tego jednak nie było.

No to zajmijmy się ekstraklasą, która pańskim zdaniem jest...

– Bardzo nieprzewidywalna, ale ciekawa i coraz lepsza. Coraz ciekawsi piłkarze są sprowadzani do ligi, więc poziom też idzie w górę, a co najważniejsze – coraz większe jest zainteresowanie kibiców ekstraklasą. Pojawiło się też kilku nowych trenerów, z nowym spojrzeniem. Zobaczymy, jak sobie poradzą na dłuższym dystansie, na razie wygląda to obiecująco.

Poziom podnieśli obcokrajowcy, bo dziś już trudno byłoby napisać, że kluby ściągają zagraniczny szrot.

– Kluby zatrudniają dyrektorów sportowych, mają po kilku skautów, którzy dobrze wywiązują się ze swych zadań. To są bardzo ważne funkcje, działania długoplanowe.

Dobrym przykładem jest Raków, który w poprzednim sezonie był bardzo skuteczny w obronie i w zdobywaniu punktów z jednym czy dwoma Polakami w składzie, a teraz jest ich czterech-pięciu i częstochowska drużyna gra gorzej. Przypadek?

– Znamy trenera Marka Papszuna, wiemy, jak długo musi wdrażać swoje pomysły, a teraz ma do przebudowy cały zespół. Taktyka gry tego szkoleniowca wymaga zrozumienia. To wszystko musi zaskoczyć. Karol Struski jest nową postacią w środku pola. Tomek Pieńko dopiero się pojawił i na razie dostał połówkę. Michael Ameyaw, Ariel Mosór i Kacper Trelowski już się przebili do jedenastki. Oni już stanowią o sile tej drużyny, więc myślę, że wkrótce nie będzie narzekań na Polaków.

Trzy serie za nami i gdyby ktoś postawił na płockiego lidera, radomskiego wicelidera i będące też na podium Pasy, to niezłą kasę by zgarnął! 

– Zawsze były wyskoki beniaminków, teraz trafiło na Wisłę Płock. Zobaczymy, jak długo będzie na czele, jak będzie to wyglądało dalej. Procentuje fajna praca trenera Mariusza Misiury. To ciekawy szkoleniowiec, z ciekawym podejściem do zawodu. Życzę mu powodzenia. Natomiast Radomiak jest na pewno zaskoczeniem, choć tam zawsze dużo się dzieje. W Radomiu jest klimat, który służy ściągniętym tam południowcom. Urzędowymi językami są chyba hiszpański z portugalskim, polskiego się najmniej używa. No więc zebrał się tam zespół doświadczonych piłkarzy, którzy cieszą się grą w piłkę.

I mają angolską gwiazdę, prawdziwego geparda z Luandy, o którego szybkości przekonał się ostatnio kapitan Rakowa, Zoran Arsenić.

– Gwiazdę, którą sami odkryli. W Radomiu co jakiś czas potrafią pokazać takiego piłkarza jak Capita. To, jak na nasze warunki, świetny piłkarz.

Przeciętny start zespołów pierwszej czwórki ostatniego sezonu można tłumaczyć pucharami? Przecież to dopiero początek sezonu...

– Na pewno nie zmęczeniem, natomiast każdy z trenerów naszych pucharowiczów przygotowuje zespół w dłuższej perspektywie. Mając tak wyrównane kadry, trzeba mieć pod napięciem wszystkich piłkarzy. Tak trenerzy starają się robić, co ma odzwierciedlenie w wynikach. Na razie nie ma tragedii. Coś na początku nasze eksportowe zespoły straciły, ale na dystansie zaczną odrabiać, bo jak mnie nauczyła ekstraklasa – początki zawsze mają to do siebie, że ktoś mocniej odskoczy czy ktoś inny będzie niespodzianką.

Przekładanie meczów. Nikt w Europie tego nie robi, tymczasem idzie czwarta seria, a odwołanych meczów jest już kilka.

– Gdy ja grałem, to nie przekładaliśmy meczów. A graliśmy wszystko w zasadzie bez zmian. Przyczyna? Dzisiaj nie ma takiej stabilizacji w klubach. Okienka transferowe otwarte są długo. Zawodnicy dołączają w ostatniej chwili i potrzebują czasu, by się wkomponować, zgrać. Dalekie wyjazdy pucharowe, noclegi przed i po powrocie uniemożliwiają spokojne przygotowania. Ale umówmy się – jeden, dwa mecze na początku sezonu nie robią problemu, bo jak się ekstraklasa na dobre rozpędzi, to już nie będzie sensu przekładania meczów. I tylko Piast jest rzeczywiście największym pechowcem, bo nie dość, że słabo zaczął sezon, to jeszcze nie może wejść w normalny rytm meczowy.

Piastunki firmują słaby początek śląskich drużyn, bo i Raków podciągniemy do tego grona.

– Górnik wcale nie zaczął słabo, zapunktował, więc jest w porządku. A reszta? Oczekiwania w regionie są jak zawsze spore. Wyjąwszy Raków, który siedzi na tym cyplu śląskim i nie jest biednym klubem, to region raczej nie opływa w dostatki, nie przelewa się tutaj, więc nie robi się spektakularnych transferów. Bardziej liczy się na zespołowość, ale tak trudno rywalizuje się z najlepszymi. Jednak mężczyzn ocenia się, jak kończą, więc liczę, że i na Śląsku się poprawi.

W okrojonej czwartej serii na mecz kolejki wysuwa się pojedynek Legii z GKS-em?

– Na pewno. Doceniam pracę trenera Rafała Góraka w Katowicach, ale mam duże wątpliwości, czy odpowiednio została wzmocniona ofensywa GKS-u. Tu jest dużo do poprawy. Jakby wyciągnąć Bartka Nowaka, to atak wygląda bardzo blado. Poza tym kadrowe straty były duże, a nowi potrzebują dużo czasu, by zaskoczyć, choć zapewne trener Górak liczył, że szybciej to nastąpi.

Co jeszcze pan poleca?

– Mecz Jagiellonia – Cracovia zapowiada się bardzo interesująco. Pasy lubią grać z kontrataku, Jaga jest kreatywna, będzie chciała rozbić krakowską obronę. Hit będzie w Łodzi, gdzie wysoko aspirujący Widzew podejmie Wisłę. Zapowiada się bardzo ciekawe widowisko. I jeszcze walka o prymat na Wybrzeżu, czyli mecz Arki z Pogonią. Wydawało się, że beniaminek z Gdyni lepiej poradzi sobie na początku. To bardzo pragmatycznie grający zespół, z nastawieniem na ochronę własnego pola karnego, za to mający problemy z kreowaniem gry. Natomiast w Pogoni cały czas są jakieś zawirowania. Jeśli Efthymios Koulouris szybko wróci do gry, a jest to w naszej lidze bardzo ciekawa postać, to Duma Pomorza mocno ruszy do przodu. W ekstraklasie nadchodzi moment, gdy trzeba już zbierać punkty i nie myślę tylko o czołówce.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

Marcin Baszczyński. Fot. Press Focus