Pożegnanie z legendą

Jesus Navas po raz ostatni wystąpił na stadionie Sevilli.

Kibice mieli okazję podziękować 39-letniemu obrońcy. Fot. PAP/EPA

HISZPANIA

W sobotę z boiskiem pożegnał się Jesus Navas. 39-latek kilka miesięcy temu zapowiedział, że wraz z końcem roku chce zakończyć karierę. Słowa dotrzymał i właśnie zagrał swój ostatni mecz na stadionie Ramona Sancheza Pizjuana. Sevilla grała u siebie z Celtą i wygrała 1:0. Navas zszedł z murawy w 71 min, przy owacji na stojąco. Gdy publiczność żegnała się z klubową legendą, Navas nie mógł powstrzymać łez. Dziękował kibicom, co chwilę chowając zapłakaną twarz w dłonie. Na zakończenie wieloletniej kariery w Sevilli pocałował murawę i zszedł na ławkę rezerwowych, gdzie został do końca spotkania. Po ostatnim gwizdku Navas był niesiony na rękach przez partnerów z zespołu.

Zasłużony dla Hiszpanii

Jesus Navas z Sevillą był związany od dziecka. W tym klubie się wychował i grał w nieprzerwanie do 2013 r. Wtedy na cztery lata przeniósł się do Manchesteru City. W 2017 r. powrócił do Hiszpanii, znów meldując się w Sevilli, w której do końca kariery pełnił ważną funkcję. W bieżącym sezonie, gdy tylko był piłkarzem pierwszego składu, występował w roli kapitana.

Dla Navasa ostatni mecz na stadionie Ramona Sancheza Pizjuana teoretycznie może nie być ostatnim w La Lidze. Sevilla do końca 2024 roku rozegra jeszcze jedno spotkanie. W najbliższą niedzielę zmierzy się z Realem Madryt na wyjeździe. Wtedy 39-latek może zostać oficjalnie pożegnany nie tylko przez kibiców z Sewilli, ale także przez fanów z innego zakątka Hiszpanii. W końcu Jesus Navas jest legendą całej hiszpańskiej piłki. Z narodową reprezentacją sięgał po mistrzostwo świata i dwukrotnie po mistrzostwo Europy. Ostatnie trofeum zdobył w tym roku – na Euro w Niemczech zagrał w czterech spotkaniach, w tym w dwóch od pierwszej minuty.

Na Bliski Wschód!

Zanim trybuny stadionu Santiago Bernabeu doczekają się niedzielnego meczu z Sevillą i pożegnania Navasa, Real wyjedzie do Kataru, żeby zagrać w finale Pucharu Interkontynentalnego. „Królewscy” w weekend poznali swoich przeciwników w zmaganiach, które w kalendarzu zastąpiły Klubowe Mistrzostwa Świata (pod tą nazwą zorganizowany zostanie klubowy turniej na przełomie czerwca i lipca 2025 roku, w którym wezmą udział 32 zespoły, a regulamin zmagań będzie zbliżony do mundialu). Podopieczni Carlo Ancelottiego zmierzą się z meksykańską Pachucą, czyli z ostatnim triumfatorem Pucharu Mistrzów CONCACAF.

Trzeci remis

Włoski szkoleniowiec „Los Blancos” chciał, żeby jego zespół przed wylotem do Kataru wygrał w lidze i w dobrych humorach wyruszył po kolejne trofeum. Zaznaczał, że sobotnia rywalizacja z Rayo Vallecano jest niezwykle ważna. Tymczasem jego piłkarze już po kilkudziesięciu minutach musieli odrabiać dwubramkową stratę. Najpierw Thibauta Courtoisa w 4 min zaskoczył Unai Lopez, a w 36 min na listę strzelców wpisał się Abdul Mumin. Dopiero w tym momencie Real się obudził.

Mimo fantastycznego trafienia Fede Valverde oraz goli Jude’a Bellinghama i Rodrygo madrytczycy nie byli w stanie wygrać z ekipą ze stołecznej dzielnicy Puente de Vallecas. Ostatni cios należał do zawodnika Rayo, Isiego Palazona, który zapewnił swojej drużynie remis 3:3. Co ciekawe, był to trzeci z rzędu mecz tych drużyn, który zakończył się remisem. W poprzednim sezonie Real w obu rundach dzielił się punktami z Rayo. Mimo słabego wyniku Carlo Ancelotti poszukiwał pozytywów. – Od 0:2 do 3:2 graliśmy bardzo dobrze. Tworzyliśmy multum okazji i wyszliśmy na prowadzenie. Kiedy rywale wyrównali, dalej staraliśmy się wygrać. Trzeba jednak rozróżniać style remisów. Podziały punktów w meczach z Mallorcą (18 sierpnia, 1:1 – red.) i Las Palmas (29 sierpnia, 1:1 – red.) były inne. Wtedy byłem zdenerwowany. Teraz nie jestem, bo widziałem drużynę – stwierdził włoski szkoleniowiec.

Na potknięciu „Królewskich” skorzystał inny stołeczny zespół, Atletico. Podopieczni Diego Simeone pokonali w niedzielę ekipę Getafe 1:0 i wyprzedzili Real o jedno „oczko”. „Los Colchoneros” wygrali sześć ostatnich ligowych meczów. Do ich świetnego bilansu należy dodać także dwa zwycięstwa w Pucharze Króla oraz trzy wygrane w Lidze Mistrzów. Atletico jest rozpędzone i w sobotę będzie chciało udowodnić swoją wartość z Barceloną.


◾  Valladolid – Valencia 1:0 (1:0)

1:0 – Tuhami (20)

◾  Espanyol – Osasuna 0:0

◾  Mallorca – Girona 2:1 (1:1)

0:1 – van de Beek (7), 1:1 – Larin (20), 2:1 – Larin (51)

◾  Sevilla – Celta 1:0 (0:0)

1:0 – Bueno (65)

◾  Rayo – Real M. 3:3 (2:2)

1:0 – U. Lopez (4), 2:0 – Mumin (36), 2:1 – Valverde (39), 2:2 – Bellingham (45), 2:3 – Rodrygo (56), 3:3 – Palazon (64)

◾  Atletico – Getafe 1:0 (0:0)

1:0 – Sorloth (69)

◾  Alaves – Athletic 1:1 (0:1)

0:1 – Gomez (10), 1:1 – Jordan (67)

◾  Sociedad – Las Palmas 0:0

◾  Villarreal – Betis 1:2 (0:1)

0:1 – Roque (32), 0:2 – Lo Celso (47), 1:2 – Baena (55)

Mecz Barcelona – Leganes zakończył się po zamknięciu numeru.

1. Barcelona

17

38

50:19

2. Atletico

17

38

31:11

3. Real M.

17

37

37:16

4. Athletic

18

33

27:16

5. Mallorca

18

27

18:21

6. Villarreal

16

26

28:27

7. Sociedad

17

25

16:11

8. Osasuna

17

25

22:25

9. Betis

17

24

20:21

10. Girona

17

22

23:25

11. Sevilla

17

22

18:23

12. Celta

17

21

25:28

13. Rayo

16

20

18:19

14. Las Palmas

17

19

22:27

15. Getafe

17

16

11:14

16. Alaves

17

16

19:28

17. Leganes

16

15

14:23

18. Espanyol

16

14

15:28

19. Valladolid

17

12

12:34

20. Valencia

15

10

13:23

1-4 – LM, 5 – LE, 6 – LK, 18-20 – spadek

 Kacper Janoszka

Puchar Interkontynentalny

Baraż: Pachuca – Al Ahly 0:0, 6:5 w karnych

Środa, 18 grudnia, godz. 18.00

Finał Real Madryt - Pachuca