Pozbierali się
Stal Rzeszów wygrała trzecie spotkanie z rzędu. Czy można już mówić o marszu w górę tabeli zespołu skazywanego na spadek?
Sean Goss (z prawej) dobrze odnalazł się w stolicy Podkarpacia. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Tabela na zapleczu ekstraklasy już tradycyjnie jest tak spłaszczona, że dwie wygrane lub przegrane są w stanie zupełnie odmienić los i pozycję drużyny. Pozytywnie przekonują się o tym w Rzeszowie. Po dwóch wysokich porażkach, dwóch remisach oraz przegranej 0:1 z Ruchem, Stal osiadła na dnie tabeli, a co mniej cierpliwi zaczęli podnosić głosy, że misja Marka Zuba na Podkarpaciu zakończyła się. Działacze nie pierwszy raz uzbroili się w cierpliwość i znów… mieli rację. Wygrane z Puszczą (1:0) oraz Polonią Warszawa (2:1) wywindowały Rzeszowian na dwunaste miejsce w tabeli, a w międzyczasie przecież jeszcze wyeliminowali Podbeskidzie w Pucharze Polski (3:0).
Irlandzkie wzmocnienie
Pożar został ugaszony, a niemały udział miał w tym Sean Goss, strzelec zwycięskich bramek w obu ligowych meczach. Ta ostatnia była w dodatku wyjątkowej urody. Gospodarze przejęli piłkę na połowie przeciwnika, trafiła ona do Szymona Pukały, który szybko oddał futbolówkę Gossowi, a ten popisał się kapitalnym uderzeniem zza pola karnego. Bramkarz Polonii wyszedł w górę, ale nie zdołał obronić lecącej w okienko piłki.
Mierzący 191 centymetrów środkowy pomocnik do Rzeszowa trafił latem z AS Trencin, ale w swoim CV ma takie kluby, jak... Manchester United, Glasgow Rangers, QPR czy Motherwell. Ten piłkarski obieżyświat ma paszport Irlandii Północnej, na świat przyszedł w Niemczech, a pierwsze piłkarskie kroki stawiał w angielskim Exeter. W dorobku ma 73 mecze w szkockiej Premiership, 42 w angielskiej League One czy 18 w greckiej ekstraklasie.
– Sprowadzamy zawodnika, który ma wnieść do zespołu jakość, doświadczenie i boiskową odpowiedzialność. Na jego pozycji potrzebujemy piłkarza, który nie tylko dobrze wykonuje swoje zadania, ale też wpływa na sposób funkcjonowania całej drużyny. Wierzymy, że będzie dla nas bardzo ważną postacią i realnym wzmocnieniem – mówił po podpisaniu kontraktu Jarosław Fojut, dyrektor sportowy Stali. Inwestycja jak widać szybko zaczęła się spłacać.
Co przekonało go do Stali? - Mówiąc najkrócej, przedstawiona wizja klubu. To może być ekscytujący czas, biorąc pod uwagę cele, które klub chce osiągnąć. Dla mnie to nowe wyzwanie i bardzo się cieszę, że tutaj jestem. Zawsze trzeba mierzyć jak najwyżej i nie inaczej jest ze mną. Chcę awansować i to jest główny cel wszystkich w klubie. Cokolwiek innego nas po prostu nie będzie satysfakcjonować – mówił odważnie 30-letni Sean Goss. Do tego droga bardzo daleka, ale jeśli on oraz klub utrzymają obecną dyspozycję?
Impas Jonathana
Kończy się natomiast najprawdopodobniej krótka przygoda ze Stalą Jonathana Juniora. Brazylijski napastnik wpisał się na listę strzelców w inauguracyjnym meczu z Chrobrym Głogów (1:5), dołożył asystę w Mielce (1:1), ale od piątej kolejki stracił miejsce nawet na ławce. Wszystko z powodu oferty jaka pojawiła się dla niego z Japonii (200 tys. dolarów). Stal jej nie zaakceptowała, zawodnik chciał odejść i się obraził. Co dalej z piłkarzem i czy możliwe jest jeszcze rozwiązanie tej sytuacji? - Zupełnie szczerze jestem poza tematem. Nie ma Jonathana i tyle. Mamy Michała Musika i Szymona Salamona i na tym się teraz koncentrujemy – stwierdził Marek Zub, co jednoznacznie wskazuje na to, że były gracz m.in. Kotwicy Kołobrzeg raczej już w Rzeszowie nie zagra.
Szkoleniowiec na konferencji po meczu z Czarnymi Koszulami pojawił się w błękitnej marynarce z białymi rakietami tenisowymi. - Interesuję się tym sportem, lubię sobie pograć, kibicuję kilku tenisistom, którzy powoli kończą swoje kariery, mój faworyt to Stan Wawrinka. To takie małe odniesienie, może akurat obejrzy tę konferencję? Barwy niebieskie-białe jednak przede wszystkim – odparł będący w dobrym humorze 62-latek. Jeśli w niedzielę wygra w Opolu z Odrą, ten zapewne będzie jeszcze lepszy.
Mariusz Rajek
