Powrót Sochana!
San Antonio pokonało Washington. Po kilkumeczowej odstawce do składu ekipy z Teksasu wrócił reprezentant Polski.
Jeremy Sochan znów na boisku! Fot. Facebook San Antonio Spurs
Po wielkim finale NBA Emirates Cup finaliści wrócili już na ligowe boiska. San Antonio Spurs poradzili sobie we własnej hali z Wizards, najsłabszą drużyną rozgrywek. Gospodarze prowadzili niemal przez cały mecz, z wyjątkiem 22 sekund na początku trzeciej kwarty. Najlepszym zawodnikiem zwycięzców był Dylan Harper. 19-latek zdobył 24 punkty (rekord kariery), trafił 3 trójki, miał 5 zbiórek. - Moje rzuty będą coraz bardziej regularne. Niezależnie od tego, czy to przed meczem, czy w dzień wolny chodzę do sali i rzucam, po prostu staram się być konsekwentny i poprawiać swoje wyniki - opowiadał po meczu.
Po kilku spotkaniach siedzenia na ławie na parkiet wrócił Jeremy Sochan. Nasz rodak dostał 15 minut - zakończył mecz bez punktów, oddał tylko jeden rzut, miał 2 zbiórki, asystę, przechwyt i blok.
Polakowi spory akapit poświęcił w meczowej relacji Sports Illustrated. "Jeremy Sochan zagrał w sumie zaledwie cztery minuty w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a Mitch Johnson uniemożliwił mu grę w kluczowych meczach Pucharu NBA, przeciwko Lakers, Thunder i Knicks. W meczu z Washington Sochan był pierwszym zawodnikiem, który wszedł z ławki rezerwowych. Rola Sochana w drużynie zmieniała się przez cały okres jego pobytu w San Antonio, co nie jest łatwe dla młodego zawodnika. W czwartek w pierwszych minutach gry pokazał trochę rdzy i być może kilka błędów, które doprowadziły do jego wypadnięcia z rotacji. W drugiej połowie pokazał jednak twardą i wszechstronną defensywę, do której wybrało go San Antonio. Krył na wielu pozycjach, wymusił kilka fatalnych pudeł i wyglądał na idealnego kandydata do gry u boku Wembanyamy. Sochan nie zdobył punktów, ale prawdopodobnie był zadowolony z samego powrotu na boisko. Zobaczymy, czy uda mu się wywalczyć stałe miejsce w rotacji w przyszłości" - czytamy w Sports Illustrated.
Co ciekawe, podobnie jak Polak, mecz na ławce zaczął Victor Wembanyama. Francuz w 18 minut zdobył 15 punktów, miał 8 zbiórek, 4 asysty i 4 bloki.
Do gry swoich rezerwowych odniósł się po meczu trener Mitch Johnson. - Przy naszym systemie gry nie ma miejsca na oszczędzanie energii. W defensywie chodzi o wywieranie presji, a także bieganie po boisku. To wyczerpujące i myślę, że jesteśmy tego świadomi. Musimy zaufać naszym zawodnikom i ważne, aby każdy był w stanie się rozwijać - przyznał szkoleniowiec.
Wyniki. Charlotte - Atlanta 133:126, Indiana - New York 113:114, Phoenix - Golden State 99:98, Brooklyn - Miami 95:106, Oklahoma City - LA Clippers 122:101, San Antonio - Washington 119:94, Milwaukee - Toronto 105:111, New Orleans - Houston 133:128 po dogrywce, Dallas - Detroit 116:114 po dogrywce, Denver - Orlando 126:115, Utah - LA Lakers 135:143.
(pp)
