Powód do wyjścia z domu

Szczególną atmosferę starcia GieKSy z Legią czuć było na długo przed rozpoczęciem rywalizacji.

Łatwiej na Arenę Katowice było dostać się komunikacją miejską, która omijała długie korki. Fot. Kacper Janoszka

Nietrudno było w Katowicach poczuć szczególną aurę związaną z meczem GKS-u z Legią Warszawa. Przed rozpoczęciem spotkania kibice otrzymali z klubu jasny komunikat i prośbę o przyjazd na stadion komunikacją miejską. A jeśli już ktoś wybierał się na Nową Bukową samochodem, najlepiej byłoby, gdyby z domu wyjechał z odpowiednim zapasem czasowym. Dlaczego? Bo spodziewano się kilkunastu tysięcy kibiców na trybunach. Mecz z Warszawianami nie jest pierwszym lepszym, nawet jeśli w danym momencie znajdują się w strefie spadkowej. Ewentualne pokonanie Wojskowych nadal wiąże się z prestiżem.

W środku tygodnia odbyła się gala rozdania nagród Złote Buki, w których honorowano najlepszych sportowców GKS-u Katowice w poprzednim roku. Bartosz Nowak otrzymał nagrodę z rąk Janusza Jojko, legendarnego bramkarza GieKSy. Zanim golkiper powiedział, kto wygrał plebiscyt, został zapytany o mecz z Legią. – Gdy tylko słyszy się „Legia”, człowiek od razu jest zmobilizowany – powiedział. Jego słowa powtórzył później Nowak. Mobilizacja nie dotyczy jednak tylko zawodników, ale też fanów. W czwartkowy wieczór byłem na dworcu w Katowicach, który graniczy z Galerią Katowicką, gdzie znajduje się oficjalny sklep GKS-u. Kompletnym przypadkiem znalazłem się w windzie z panem, który trzymał w ręku kilka nowych szalików. – Przygotowania do meczu? – zapytałem. – Ja, ida na Legia. 20 lot żech niy boł na GieKSie, stare szaliki już się niy nadajōm. Trza tyż łobejrzeć nowy stadion – odpowiedział miły pan, uśmiechnięty na myśl o tym, że pójdzie wesprzeć GKS po latach. Legia jest więc magnesem. Znam też przypadek, w którym jeden z kibiców zabrał wczoraj po raz pierwszy na GieKSę (na Blaszok!) swoją ukochaną w ramach walentynkowej wigilii.

Zainteresowanie meczem było ogromne, o czym świadczyły nie tylko komunikaty wysyłane do kibiców na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem. Było to widoczne nawet w… Sosnowcu – przed godziną 19 spod Stadionu Ludowego odjechały trzy autokary pod eskortą policji z kibicami Zagłębia, zaprzyjaźnionymi z ekipą Legii.

O tym, jak wielkim wydarzeniem był piątkowy mecz, mogliśmy się doskonale przekonać dojeżdżając do ulicy Bocheńskiego, która była jedną z nielicznych dróg dojazdowych na Arenę Katowice. Tam można było zrozumieć, dlaczego klub zachęcał do korzystania z autobusów – w korku stanąłem przy Centrum Handlowym Załęże o godzinie 19.13 i nieco ponad dwukilometrowy odcinek pokonałem w godzinę i 20 minut, wchodząc na trybuny wraz z pierwszym gwizdkiem.

Gdy już jednak dojechało się na stadion, można było podziwiać wypełnioną po brzegi arenę przy Nowej Bukowej, która żyła i bawiła się rywalizacją z Legią, licząc na to, że gospodarze wygrają. Na start zaprezentowano mały pokaz pirotechniczny, a później nieprawdopodobny hałas miał dać moc piłkarzom z Górnego Śląska. Podkreślmy też, że fani gości również nie zawiedli i szczelnie wypełnili swój sektor. Czuć było wczoraj atmosferę cudownego, piłkarskiego święta, a przecież o to w futbolu chodzi, na takie mecze czeka się długimi miesiącami. Po to przychodzi się na trybuny, żeby być świadkiem takich chwil. I nawet jeśli ma być to powrót na stadion po 20 latach, takie mecze są właśnie dobrym powodem do wyjścia z domu w chłodny, lutowy wieczór. A jeśli ktoś wpadł na pomysł zabrania drugiej połówki na taką specyficzną randkę, nie mógł być szczególnie zawiedziony. Po takich widowiskach pozostają wspomnienia na lata.

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się