Powinniśmy mieć trenerów od napastników!
Rozmowa z Kamilem Wilczkiem, byłym snajperem m.in. Piasta oraz Broendby i FC Kopenhaga, ostatnim samodzielnym polskim królem strzelców ekstraklasy
Kamil Wilczek ma receptę na podszkolenie napastników. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
- Na pewno miło, bo był to wyjątkowy sezon, pierwszy w roli napastnika. Wcześniej grałem w środku pomocy, ale gdy przyszedł trener Angel Garcia, przesunął mnie na pozycję snajpera i udało mi się od razu zrobić króla strzelców! Moja kariera po tym sezonie przyspieszyła, więc z sentymentem wracam do tamtych czasów.
Od tego czasu minęło już ponad dziesięć lat, ale żaden Polak nie został samodzielnym królem strzelców naszej ligi. Z czego to wynika?
- Myślę, że trochę za mało czasu poświęcamy napastnikom. Wielokrotnie już to mówiłem, że jeżeli mamy trenerów od bramkarzy, to tak samo powinniśmy mieć trenerów od napastników. To jest tak samo praca indywidualna, jak u golkiperów i trzeba poświęcić czas, żeby ci napastnicy łapali pewność siebie i poprawiali pewne zachowania na boisku. Myślę, że to ma duży wpływ na to, czy napastnik strzela bramki. Sam jestem tego przykładem, ponieważ miałem trenerów-specjalistów od gry w ataku, którzy mi pomagali i dzięki nim robiłem postęp.
Aktualnie współliderami klasyfikacji strzelców są Karol Czubak i Tomas Bobček, którzy mają po 15 goli. Debiuty nie są łatwe, ale Polak w swym premierowym sezonie w ekstraklasie wypada bardzo dobrze.
- W premierowym sezonie jako napastnik zdobyłem tytuł króla strzelców, więc wierzę, że Karol Czubak też da radę i przełamie tę niemoc polskich snajperów, bo takich potrzebujemy.
Liga jest mocno wyrównana i nieprzewidywalna w tym sezonie. Czubak jest w stanie to osiągnąć?
- Ma tyle samo bramek, co Bobček, więc szanse są duże. Wszystko w jego nogach i nogach kolegów z drużyny! To ważne, ile mu sytuacji wypracują. Obaj to zawodnicy, którzy potrafią odnaleźć się w polu karnym i zdobywać bramki. Niech dają jak najwięcej radości swoim kibicom.
Podoba się panu gra Czubaka? Jest szczególnie mocny w jakimś elemencie gry?
- Tak jak wspomniałem, dobrze odnajduje się w „szesnastce” i ma nosa do bramek. Ale nie oglądałem aż tylu meczów Motoru, żebym mógł go w stu procentach scharakteryzować. Strzela sporo goli i widać, że pole karne to miejsce, w którym się najlepiej czuje.
Przy takiej formie powołanie do reprezentacji Polski to coś naturalnego? Za wielu polskich zawodników z ligi nie jeździ na zgrupowania kadry…
- Wpływ na to ma duża liczba zawodników zagranicą, a nie to, że polska liga wygląda tak, a nie inaczej. Jeżeli zrobi króla strzelców, to na pewno ma duże szanse, żeby to powołanie dostać, ale to już pytanie do trenera Jana Urbana, jakich zawodników będzie potrzebował i czy akurat Karol wpasuje się w to zapotrzebowanie.
Ma też duże szanse na kolejny wyjazd zagraniczny. Pierwszy do Belgii był mocno nieudany.
- Na pewno ma możliwość, żeby wyjechać. Jednak ekstraklasa jest teraz mocno rozwojowa i wielu zagranicznych piłkarzy przyjeżdża do Polski, więc można realizować się także w naszym kraju. A to, że nie wyszło mu w jednym klubie nie oznacza, że mu nie wyjdzie w innym miejscu. Ja też po dobrym okresie gry w Polsce wyjechałem do Włoch i wyglądało to słabo. Później zmieniłem klub, poszedłem do Danii i było zdecydowanie lepiej. Wiele rzeczy ma na to wpływ, czy w danym miejscu wychodzi, czy nie.
Gdzie jeszcze szukać dobrego polskiego napastnika? Jest Sebastian Bergier w Widzewie Łódź, do kraju wrócił też Karol Angielski, ale on w barwach Pogoni akurat nie strzela. Szału nie ma…
- Zanim zacząłem grać jako napastnik, też nikt na mnie nie stawiał… Zawsze ktoś się wybije i pojawia na rynku (śmiech). Ktoś może przyjść z niższej ligi, wrócić do Polski. Nie zapominajmy o Mariuszu Stępińskim, który jest niezłym napastnikiem, wartością dodaną do ekstraklasy. Tych napastników jest kilku, pytanie tylko, kiedy - czy w ogóle... - wystrzeli.
Rozmawiał Miłosz Cebo
