Powinni się szanować!

Rozmowa z 23-krotnym reprezentantem Polski, byłym piłkarzem m.in. Stomilu Olsztyn i Legii Warszawa, mistrzem Polski z 2002 roku

Rada dla zawodników Legii jest prosta – nie podchodzić pod trybunę. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA SYLWESTER CZERESZEWSKI

Ostatnia kolejka obfitowała w wiele sędziowskich kontrowersji. W zasadzie nie wiadomo już, kiedy piłkarz zagrywa ręką w sposób niedozwolony, a kiedy nie. Nie wiadomo też, kiedy mamy do czynienia z faulem. Zgadza się pan, że jest zbyt duże zamieszanie z interpretacją niektórych przepisów?

– Zdecydowanie tak! Nie ma ujednolicenia tych przepisów. Sam już nie rozumiem, kiedy ręka jest uznawana za uniesioną. Raz jest trafiona i jest karny, a raz nie. Mimo obecności VAR-u jest za dużo zamieszania. Sędziowie z niego korzystają, ale potem jest następny mecz, niby podobna sytuacja, a inna decyzja. Za naszych czasów tych karnych było mało, a jak już były, to nie budziły takich kontrowersji.

Technologia miała pomagać, a wygląda na to, że trochę przeszkadza…

– Z jednej strony tak, ale uważam, że VAR jest bardzo dobrym pomysłem, ponieważ futbol jest coraz szybszy. Często są zamieszania, sędziowie czegoś nie dojrzą, więc korzystają z technologii. Jednak w ostatnim czasie zrobił się taki młyn, że w każdej kolejce dwie czy trzy decyzje są kontrowersyjne i decydują o wyniku meczu.

Przechodząc do tabeli – w grze o czołowe miejsca uczestniczy wiele zespołów. Na razie liderem jest Jagiellonia, która w niedzielę pojedzie do Radomia. Jej przewaga nie jest jednak duża. To dobre dla ekstraklasy i jej rozwoju, że zmagania są tak wyrównane?

– Tak. Co roku są jakieś zespoły, które typowane są na dalsze miejsca, a dzisiaj są w czołówce. Teraz można wskazać choćby na Wisłę Płock, Górnika Zabrze czy Cracovię, która jest blisko podium. Jagiellonia na razie najlepiej się prezentuje, ale ostatnio zremisowała 0:0 w Krakowie, więc wszędzie może być trudno o trzy punkty. Tak będzie do końca rozgrywek. Nawet do ostatniej kolejki mistrz może nie być jeszcze wyłoniony.

W takim razie Jagiellonia jest aktualnie głównym kandydatem do końcowego triumfu?

– Tak, bo cały czas trzyma poziom. Teoretycznie faworytem powinien być aktualny mistrz, czyli Lech, ale on co roku wygrywałby ligę, gdyby mecze trwały dwa razy po 30 minut. Poznaniacy nie potrafią cierpieć, liczą na indywidualne umiejętności, na to, że Mikael Ishak coś strzeli. Mają za duże przestoje jak na taki potencjał kadrowy. Jagiellonia w ostatnim meczu może nie zachwyciła, ale zachowała dobry styl.

W strefie spadkowej wciąż znajduje się Legia Warszawa. Na razie zmiana trenera na Marka Papszuna nie przynosi oczekiwanych efektów. Remis z GKS-em Katowice był 12. spotkaniem bez zwycięstwa, co stanowi nowy niechlubny rekord klubu.

– Wszyscy mówią, że Legia jest w kryzysie, a ja uważam, że na dziś takie są jej możliwości (śmiech). Dla mnie Legia, Arka Gdynia i Termalica to trzy zespoły, które grają najgorzej i gdybym miał typować spadkowiczów, wskazałbym właśnie je. Legioniści są na adekwatnym dla siebie miejscu. Każdy widzi, co się dzieje. Porażka z Koroną, „cud” w Gdyni, na GieKSie też różnie mogło być. Zawsze mnie bawi, gdy ktoś mówi, że piłkarze Legii mają walczyć. To prawda, ale potrzeba też trochę jakości… Wystarczy popatrzeć, jak oni stwarzają sobie sytuacje. Wiem, że Mileta Rajović nie wykorzystał rzutu karnego z Koroną, ale nie można wszystkiego zwalać na brak napastnika. Gdzie są pomocnicy? Każdy z nich powinien wygrać Legii dwa czy trzy mecze w sezonie. Przy takim budżecie nie tylko snajper decyduje o wyniku.

A jak skomentowałby pan zachowanie kibiców stołecznej drużyny, którzy skierowali groźby do zawodników?

– Tego jeszcze nie było! Groźby zdarzały się zawsze, ale nie w tak oficjalnej formie. Dziś kibicom pozwala się na zbyt wiele. Widać to choćby po tym, co wydarzyło się ostatnio na meczu Radomiaka. Piłkarze też powinni wyczuwać takie sytuacje – nie podchodzić pod Żyletę, niezależnie od wyniku. Stanąć na środku boiska, podziękować i zejść do szatni. Trzeba się szanować! To są ludzie, którzy mają dziewczyny, żony, dzieci, rodziny… Oni powinni to ustalić w szatni, żeby się nie kompromitować pod tym płotem. Ja bym sobie na to nie pozwolił, odwróciłbym się i po prostu nie podchodził. Wiem, że to drużyna jako całość powinna podejść, ale w ten sposób oni okazują brak szacunku dla samych siebie.

Widzew Łódź ostatnio przełamał się z Wisłą Płock, teraz czeka go mecz z Cracovią. Oczekiwania były jednak chyba dużo większe po wydaniu aż tylu milionów.

– Łodzianie zagrali dobrze i zasłużenie wygrali w Płocku. Mają duży potencjał, ale kolejna zmiana trenera byłaby kompromitacją zarządu, bo jednak trochę ich było przez ostatnie pół roku. Słusznie mówi właściciel Robert Dobrzycki, że najważniejsze jest utrzymanie i to okres przejściowy. Po dwóch porażkach zapaliła się lampka ostrzegawcza, bo Widzew wylądował w strefie spadkowej, ale ostatnio zaprezentował się z dobrej strony, zwłaszcza w ofensywie. Jednak już po pierwszej kolejce sezonu miałem wrażenie, że ktoś z grona Pogoń, Widzew albo Legia może w tym roku spaść (śmiech).

Rozmawiał Miłosz Cebo

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się