Potrzebowaliśmy pozytywnego bodźca
Rozmowa z Janem Urbanem, selekcjonerem reprezentacji Polski
Jan Urban skutecznie odpowiedział zmianami personalnymi i zmianami ustawienia na zły scenariusz meczu. Fot. PAP/Leszek Szymański
Był moment w tym meczu, w którym serce podeszło panu do gardła?
- Aż tak nie. Ale rzeczywiście były momenty, kiedy byłem przejęty tym, co się dzieje na boisku. Bo mogli nas rywale skontrować, i to dwukrotnie: podwyższając na 2:0, a później wychodząc ponownie na prowadzenie przy wyniku 1:1. Mówiłem jednak, że to będzie bardziej otwarty mecz niż zamknięty. Albańczycy dobrze się czują w defensywie, ale po naszym bardzo dobrym początku, kidy zespół gości nie mógł wyjść z własnej połowy – i szkoda, że w tym okresie nie strzeliliśmy bramki - po naszych niecelnych podaniach zaczęli dochodzić do głosu i pokazali tę wartość, jaką mają naprawdę, a nie tę z pierwszych 15 minut.
A propos tych niecelnych zagrań: dużo było u nas niefrasobliwości w rozegraniu piłki od tyłu. No i ten błąd Bednarka, skutkujący golem na 0:1. A mimo to odwracamy wynik tego spotkania. Co panu to mówi o tej drużynie?
- Na pewno trzeba pogratulować zespołowi, bo był taki moment spotkania, gdzie nie wyglądało to dobrze. Potrzebowaliśmy pozytywnego bodźca, żeby znowu wrócić do meczu.
Dał go Oskar Pietuszewski zmianą w przerwie?
- Wydaje mi się, że zarówno Filip Rózga jak i Oskar mieli momenty dobre, ale również i niepotrzebne straty. Już w przerwie zastanawialiśmy się na przejście na grę czwórką z tyłu, natomiast chcieliśmy zobaczyć po tej zmianie, jak będzie wyglądać nasza gra.
Ta zmiana na czwórkę w końcu nastąpiła. To było „szukanie szerokości” dla Oskara Pietuszewskiego, który musi mieć z czego się rozpędzić?
- Owszem. Ale przede wszystkim chciałem, żebyśmy byli większą ilością zawodników w środkowej strefie. Od tej pory już nie musiał jeden ze środkowych obrońców wyskakiwać wysoko do pomocnika w środku i to już wyglądało zdecydowanie lepiej. Choć były i złe momenty, gdzie zbyt łatwo pozwoliliśmy się kontrować. Natomiast tak to czasami po prostu wygląda. Ważne, że gramy w finale baraży. To na pewno będzie zupełnie inne spotkanie, inaczej będziemy musieli je zagrać. Teraz będzie kilka dni na przeanalizowanie naszej sytuacji. Dojdzie nam Nikola Zalewski, to też jest taki dodatkowy zastrzyk umiejętności i jakości.
Utykając, schodził z boiska Kuba Kamiński. Coś poważnego?
- Ranni żołnierze po bitwie zawsze są. Mam nadzieję, że w piątek nie dowiem się, że któraś rana jest zbyt duża i nie pozwala na grę przeciwko Szwecji.
Za TVP notował (DaL)
