Potrzeba nam więcej polskiej krwi!
Rozmowa z Arturem Kurasiewiczem, prezesem Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich w Ameryce oraz klubu Stal Mielec Nowy Jork
Od 2025 roku jest pan prezesem Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich w Stanach Zjednoczonych. Proszę powiedzieć, z jakimi problemami borykacie się tutaj, za oceanem. A może się... nie borykacie, bo to przecież wymarzona amerykańska ziemia?!
- Największy problem, z jakim się mierzymy, to brak dopływu świeżej krwi z Polski. Dawniej nasz związek zrzeszał kilkadziesiąt polonijnych klubów, teraz zostało koło dziesięciu.
Mało...
- Bardzo mało! Wszystko przez to, że – jak mówię – nie ma dopływu polskich graczy, jak to było w minionych latach. W klubach brakuje ludzi z polskimi korzeniami, a każda z tych polonijnych ekip chciałaby grać takimi właśnie piłkarzami.
Pan jest nie tylko prezesem Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich, ale też prezesem Stali Mielec Nowy Jork, prawda?
- Dokładnie. Czemu Stal? Jestem urodzony i wychowany w Mielcu, grałem w Stali w trampkarzach u trenera Płanety. Skończyłem grać w wieku 14 lat. Gdy miałem 18 lat, wyjechałem do Stanów i założyliśmy tutaj z grupą kolegów z Mielca amerykański odpowiednik naszej Stali (Stal Mielec New York istnieje od 2004 roku – przyp. red.). Wszystko w ramach tęsknoty za ukochanym klubem.
Jak w Nowym Jorku funkcjonujecie jako Stal Mielec NY?
- Mogę powiedzieć, że jesteśmy ostatnimi Mohikanami, bo grają u nas sami Polacy. Pod tym względem jesteśmy w całych Stanach Zjednoczonych wyjątkiem. Bazujemy na synach albo dzieciach zawodników, którzy grali u nas dwadzieścia parę lat temu. Filtrujemy wszystkie college i high schoole pod kątem polskich nazwisk. Mamy algorytm ustawiony na końcówki -icz albo -ski i w ten sposób staramy się szukać, werbować zawodników. Do tego kolega sprowadzi kolegę czy znajomego i na tej zasadzie działamy.
Czy Vistula Garfield z pobliskiego New Jersey to klub zawodowy?
- Nie, ale bardzo dobrze pracuje z młodzieżą, bo ma ponad 30 drużyn w różnych kategoriach wiekowych. Jego młodzież bierze nawet udział w rozgrywkach MLS. Ale jeśli chodzi o seniorów, to - tak jak Stal Mielec NY - działa na zasadzie amatorskiej.
Artur Kurasiewicz. Fot. Michał Zichlarz
Może przyjście Roberta Lewandowskiego do MLS coś by w tym temacie zmieniło?
- Na pewno w Chicago (uśmiech). Robert Lewandowski był w Nowym Jorku 11 listopada zeszłego roku na podświetleniu Empire State Building. Jak przyjechał, to był szał, w rejon drapacza chmur i konsulatu nie można się było dostać. To nazwisko rozpala każdego w Ameryce.
Była okazja do spotkania z kapitanem reprezentacji Polski?
- Nie, bo konsulat RP nie zaprosił nikogo z naszego Związku Polonijnych Klubów Piłkarskich, nad czym ubolewam. U nas na treningi Stali Mielec NY 90 procent chłopaków przychodzi w koszulkach z nazwiskiem Lewandowski na plecach!
Rozmawiamy w Nowym Jorku, na stadionie MetLife. Jak - pana zdaniem - Amerykanie odbierają toczące się mistrzostwa świata? Bo u nas słychać utyskiwania, że nie bardzo rozumieją soccer, nie wiedzą o co chodzi. Ja na miejscu przekonuję się, że tak nie jest, ale chclałbym usłyszeć pana zdanie na ten temat.
- Gdyczytam komentarze na różnych platformach społecznościowych, że Amerykanie nie wiedzą, co to jest spalony, to ludzie kochani...
Może tak było w 1994 toku, podczas pierwszego amerykańskiego mundialu, ale nie teraz, prawda?
- Dokładnie tak. Wtedy trzeba było tłumaczyć, co to jest spalony. Teraz w grupach ćwiczących dzieci od 4. do 12. roku życia piłka nożna jest najpopularniejszym sportem w Stanach Zjednoczonych. Rodzice, chodząc na mecze swoich pociech, musieli się nauczyć przepisów, m.in. dowiedzieli się, co to jest spalony, więc dajmy spokój, naprawdę! To dopiero faza grupowa, a ja już mogę powiedzieć, że te mistrzostwa są rewelacyjne!
Jak długo mieszka pan w USA?
- Od 1992 roku.
A komu pod nieobecność Polaków Polonia tutaj kibicuje?
- Jak nie ma naszych, to zbieramy się w grupie Polaków urodzonych albo w kraju, albo już tutaj i wspieramy Amerykanów. Choć ja trzymam też kciuki za europejskie drużyny.
Rozmawiał w New Jersey Michał Zichlarz
Piłkarze Stali Mielec NY trenują co czwartek w McCarren Park. Fot. Stal Mielec NY/Facebook
