Potrzeba edukacji
KOMENTARZ „SPORTU” - Piotr Tubacki
Nie dziwi mnie, że wiele spotkań pierwszoligowych ma poziom piłkarski... taki sobie. Przyzwyczaiłem się, że tam znaczenie mają przede wszystkim – jak to się ładnie mówi – aspekty wolicjonalne. Jednakże dawno nie widziałem aż tak słabej drużyny, jaką był w piątek w Łęcznej GKS Tychy. Wiadomo, że to drużyna, która od miesięcy gra źle, ale mój szok był spowodowany faktem, że przecież mierzyła się z ostatnim (wówczas) Górnikiem i było to spotkanie z serii być albo nie być. A Tyszanie wyglądali tak... jakby widzieli się po raz pierwszy.
Na mieście mówią, że przy Edukacji pod wodzą Łukasza Piszczka trenują bardzo ciężko i że nowy szkoleniowiec nie oszczędza (nowych w większości) piłkarzy. Ale co z tego, skoro potem wybiegają na boisko i wyglądają... jakby tej edukacji piłkarskiej brakowało im w podstawowym wymiarze. Nie działa nic i choć argument o małej ilości czasu po licznych transferach jest racjonalny, to, kurde, bez przesady. Ile to już tygodni minęło od dokonania większości z nich? Kolejne pytanie brzmi – czyja to wina? Szefostwa? Sztabu? Samych graczy?
Oczekiwałbym, że GKS będzie wyglądał chociaż przyzwoicie, że będą jakieś podrygi nadziei pozwalające zerkać w stronę utrzymania. Ale ich nie ma. Tyszanie robią wszystko, by nie zdać do następnej klasy, a ośla ławka I ligistała się już ich naturalnym środowiskiem.
