Potrafimy i lubimy grać

Rozmowa z Sebastianem Lemieszkiem, prezesem Avii Świdnik

Sebastian Lemieszek pełni funkcję prezesa Avii od lipca zeszłego roku.

PUCHAR POLSKI

Świdnik jest gotowy na wielkie piłkarskie święto? Walka o półfinał Pucharu Polski elektryzuje miasto?

- Jest to wydarzenie sportowe na skalę półwiecza w naszym mieście. Atmosferę już mocno czuć, zarówno u nas w klubie, jak i na mieście. Staramy się marketingowo tę chwilę wykorzystać, jak tylko się da. Bardzo mocno promujemy to wydarzenie, zapraszamy wszystkich partnerów do współpracy. Jest to także ogromne wyzwanie organizacyjne. Złapał mnie pan akurat przy płycie boiska, która cały czas jest przygotowywana. Trochę wyzwań jeszcze przed nami, ale pracujemy nad tym, aby w dniu meczu być gotowi na sto procent.

Szkoda chyba tylko, że takie mecze gramy o 13.30 w czwartek…

- Niestety, na to nie mamy większego wpływu, jest to związane z brakiem u nas oświetlenia. Będzie zamontowane w tym roku. Ten mecz musiał mieć taką godzinę ze względu na dość wczesny zachód słońca. Musimy też brać pod uwagę dogrywkę czy rzuty karne. Na rozegranie meczu w weekend raczej nie pozwoliłby napięty terminarz rozgrywek ekstraklasy.

W miniony weekend powróciliście do rozgrywek ligowych. Wygrana 2:0 ze Stalą Kraśnik pozwoliła utrzymać pozycję lidera 4. grupy III ligi, więc widać, że forma jest.

- Jak najbardziej, przepracowaliśmy bardzo mocno okres przygotowawczy. Wzmocniliśmy skład, bo choć jesteśmy liderem, to czujemy oddechy KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Chełmianki. Będziemy robić wszystko, aby do końca sezonu utrzymać pierwsze miejsce, taki jest nasz cel.

Rozumiem, że awans do II ligi to absolutny priorytet Avii w tym sezonie i nie zamieniłby pan tego nawet na występ na PGE Narodowym?

- To jest chyba zbyt podchwytliwe pytanie (śmiech). Przed sezonem założyliśmy sobie cel, jakim jest awans do II ligi i bardzo chcemy go zrealizować. To jest zadanie nadrzędne, natomiast nie byliśmy na tyle odważni, aby postawić sobie za cel ćwierćfinał Pucharu Polski. Nie chcę też jednak powiedzieć, że ten sukces nas zaskoczył, bo jest wynikiem ciężkiej pracy, jaką zespół wykonuje od wakacji. Musimy sobie teraz poradzić z walką na dwóch frontach, w czwartek zrobimy wszystko aby wygrać, wiemy jednak, że jeszcze 13 kolejek ligowych przed nami i wiemy, o co toczy się gra.

Macie pomysł jak ograć Raków? Wicemistrzowie Polski czasami gubią się, gdy muszą przejąć inicjatywę.

- Jesteśmy zespołem, który potrafi i lubi grać w piłkę. To nie zdarza się często na czwartym poziomie rozgrywkowym. U nas jest inaczej, co udowodniliśmy w meczach z Ruchem Chorzów i Polonią Bytom. Liczymy, że to będzie typowo piłkarski mecz. Jasne, że mamy ogromny respekt dla Rakowa, szanujemy jego sukcesy, może nawet podziwiamy. Wiem też, że istnieje taka korespondencyjna walka pomiędzy szkoleniowcami obu drużyn – Wojciechem Szaconiem i Łukaszem Tomczykiem. Trener Rakowa do tej pory nie wspomina dobrze meczów w Świdniku, bo z racji czerwonej kartki nie będzie teraz mógł być na ławce rezerwowych. Takie gierki słowne też są oczywiście częścią meczów piłkarskich, więc liczymy na podtrzymanie dobrej passy trenera Avii.

Miał pan okazję obejrzeć niedzielne 4:3 Lecha z Rakowem?

- Niestety nie, oglądałem wtedy mecz siatkówki, bo Avia to również ta dyscyplina sportu.

Avia jest w dobrym położeniu, bo ma wszystko do wygrania, a Raków może jedynie przegrać, bo każdy wymaga od niego pewnego awansu.

- To jest kolejny mecz, w którym nie mamy nic do stracenia. Możemy po prostu znów udowodnić, że potrafimy grać w piłkę. Avia jest zespołem nastawionym ofensywnie, szczególnie jeśli spojrzymy na nasze „dziesiątki”. Nie wiem, jaki plan na ten mecz będzie miał trener, zresztą nawet gdybym wiedział, to nie chciałbym tego zdradzać. Spróbujemy Raków zaskoczyć ciekawymi zagraniami taktycznymi. Na pewno drużyna ma już coś przygotowane.

Kilka lat temu piękną historię w Pucharze Polski napisali Błękitni Stargard. W drużynie II-ligowca, który doszedł do półfinału, roiło się od zawodników, którzy łączyli grę z pracą. Mamy podobne historie w Avii?

- Nie, u nas czegoś takiego nie ma. Podchodzimy do tego bardzo profesjonalnie, nasi zawodnicy nie pracują i mogą się w pełni skupić na piłce. Piłka nożna jest ich jedynym źródłem utrzymania. Na poziomie III ligi jeszcze się to zdarza, znam wielu piłkarzy, którzy poza grą w piłkę są aktywni zawodowo, a trenują popołudniami. My taką drogą nie chcemy jednak podążać, aspirujemy wysoko i wymagamy od zawodników pełnego poświęcenia się piłce.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się