Potencjał wykorzystany
Rozmowa z Jackiem Nawrockim, m.in. byłym trenerem kadry kobiet i PGE Skry Bełchatów, obecnie selekcjonerem reprezentacji Polski U-18
Jacek Nawrocki nie obawia się o przyszłość polskiej kadry mężczyzn. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
- Głównym źródłem sukcesu jest ogromny potencjał, jaki ta dyscyplina ma w naszym kraju. Jest bardzo wysoka jakość zawodników na treningu, gdzie rywalizacja między nimi jeszcze bardziej rozwija ich pod względem techniczno-taktycznym, ale także mentalnym. Z tego, co zaobserwowałem, jest także ogromna konsekwencja w realizowaniu taktyki, która daje w newralgicznych momentach efekty. Staranność gry w bloku oraz w systemie blok-obrona – to są te rzeczy, które rzucają mi się w oczy w pierwszej kolejności. Przy takich zwycięstwach, klimat w reprezentacji jest fantastyczny.
W porównaniu z poprzednimi latami zabrakło w kadrze choćby Mateusza Bieńka, Bartosza Kurka, Marcina Janusza czy Norberta Hubera, jednak zmiennicy – tacy jak wyróżnieni miejscem w dream teamie ME Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak – stanęli na wysokości zadania.
- To tylko potwierdza głębię naszego składu. Szczególnie wyróżnił bym Marcina Komendę, który miał bardzo duży udział w tym sukcesie. Znam go bardzo dobrze, pracowałem z nim ponad 10 lat temu, jeszcze przed objęciem żeńskiej reprezentacji. Pokazał, że jest kompletnym rozgrywającym, potrafił wykorzystać potencjał tej drużyny. Gdyby ona miała innych zawodników w składzie, to także umiałby to zrobić. Marcin jest rozgrywającym, który potrafi dopasować się do możliwości zespołu i przyjemnie się z nim gra. On miał na swojej pozycji dużą konkurencję, przebijał się przez reprezentacje młodzieżowe, potem zbierał szlify w lidze. Dla mnie jest to facet, który może prowadzić grę w tej drużynie.
A jak na tle Polaków wypadła reszta Starego Kontynentu?
- Nie wszystkie czołowe zespoły wystąpiły w najsilniejszych składach. Dobrze było to widać po naszym finałowym rywalu – Francji, w której zabrakło m.in. Jeana Patry’ego, Kevina Tille i Earvina N’Gapetha, a szansę dostało wielu młodych graczy. którzy jeszcze w ubiegłym roku wystąpili na mistrzostwach świata U-19 i wygrali z nami finał. Oni są zmuszeni do zmian pokoleniowych i to było widać. Wynik Włochów (odpadli w ćwierćfinale – przyp. red.) to oczywiście niespodzianka, ale było widać, jaką siłę miała wcześniej ta drużyna z liderem Michieletto. Jego nie do końca pewna dyspozycja spowodowała, że Włochom trudno było zastąpić brak takiego gracza.
Nam w najbliższych latach obniżenie poziomu chyba nie grozi? W tym roku choćby prowadzona przez pana reprezentacja U-18 wywalczyła złoto mistrzostw Europy.
- Zdecydowanie nie, u nas te procesy następują bardzo płynnie i bez uszczerbku na jakości. Wystarczy rzucić okiem na naszą ligę – mamy jeszcze kilku nieobecnych, którzy grają na podobnym poziomie. Mamy kapitalny potencjał i to głównie dzięki m.in. systemowi szkolenia i coraz mocniejszej lidze. To widać gołym okiem, jak ten poziom rozgrywek cały czas rośnie. Ja też pełnię funkcję w wydziale szkolenia związku i jestem w radzie certyfikacyjnej akademii siatkarskich. Tam są rozmowy o siatkówce na bardzo wysokim poziomie, a to potem przenosi się na szkolenie zawodników. Ale też nie można pominąć zasług pierwszej reprezentacji i sztabu trenerskiego, bowiem zawsze na końcu trzeba ten potencjał spuentować.
W ME sporą niespodziankę sprawili Finowie, zdobywając brązowy medal. Zaskoczony jest pan ich tak dobrą grą?
- Nie była to dla mnie wielka niespodzianka. Poziom w Europie mocno się wyrównuje. Wiele drużyn gra ustalonym systemem, a najlepszym tego odzwierciedleniem jest reprezentacja Finlandii. Mało kto wie, że ja co roku rywalizuję z Finami w sparingach przed mistrzostwami Europy czy świata, gdyż to jest określony system grania, który przyjęli kilka lat temu w młodszych rocznikach. Trudno się rywalizuje przeciwko nim, bo grają szybką piłkę opartą na treningu siłowym, ale także na dobrym przyjęciu. To już było widać po seniorskiej reprezentacji, która zdobyła medal.
Polscy siatkarze od czterech lat regularnie przywożą medale z najważniejszych imprez. Czy nie obawia się pan, że kibice i eksperci zaczną traktować sukcesy jak obowiązek, a w drużynę wda się rutyna?
- Jeśli kibice czy eksperci zaczną podchodzić do tego, że medal jest naszym obowiązkiem, to przestanie być to przyjemnością dla drużyny. Najważniejsze byśmy nie wpadli w rutynę oczekiwań. Pamiętajmy, że świat nie śpi. Jeżdżąc z młodzieżowymi reprezentacjami na różne turnieje widzimy, co się dzieje. Nie tylko we Francji czy we Włoszech, ale także w Iranie oraz winnych krajach azjatyckich siatkówka staje się bardzo mocną dyscypliną.
(mic)
Biało-czerwoni od lat dominują na światowych parkietach. Fot. Press Focus
