Postawił kreskę na kolegach
Theodoros Tsirigotis zaczął przygotowania do wiosny z wiceliderem I ligi, ale nie ułatwia sobie życia w bytomskiej szatni.
Theodoros Tsirigotis nie zapisał się w pamięci kibiców Polonii; wątpliwe, by jeszcze ją podbił... Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
POLONIA BYTOM
Miał być straszakiem i silnym konkurentem dla Jakuba Araka i Kamila Wojtyry w ataku rewelacyjnego beniaminka I ligi, ale wypożyczony we wrześniu z Górnika Zabrze 25-letni Grek okazał się jesiennym niewypałem.
Na Górny Śląsk piłkarz trafił latem w aureoli autora 21 goli dla wicemistrza II ligi greckiej, Iraklisu Saloniki. W sześciu ekstraklasowych meczach Górnika łącznie zaliczył 270 minut, ale zapisał tylko jedną asystę i na polskich boiskach okrzepnąć miał klasę niżej. Ale tam było jeszcze gorzej - „Tsiri” zagrał we wrześniu tylko kwadrans w ligowym spotkaniu Polonii z Miedzią Legnica oraz nieco ponad 70 minut w pucharowej potyczce z Wartą Poznań.
Grek nie przekonał do siebie trenera Łukasza Tomczyka, fana wysokiego pressingu, w którym wszyscy piłkarze zasuwają równo i nawet napastnicy ani przez chwilę nie zbijają bąków. - Musi zacząć więcej biegać… - tłumaczył nam ówczesny szkoleniowiec Niebiesko-czerwonych. Potem zaś Tsirigotis nie wytrzymał obciążeń treningowych, złapał kontuzję i ostatecznie nie wrócił nawet do kadry meczowej rewelacyjnego beniaminka. W tym czasie eksplodowała forma Araka, który trafił do siatki sześć razy w pięciu ostatnich ligowych potyczkach Polonii.
Kto wie jednak, czy największą przeszkodą piłkarza w odegraniu większej roli w drużynie nie jest „postawa pozaboiskowa”… Oddajmy głos dyrektorowi sportowemu Polonii, Tomaszowi Stefankiewiczowi. - Powiedzmy sobie szczerze, Tsirigotis nie wygrał rywalizacji z Arakiem i z Wojtyrą, a jego postawa względem zespołu i poza, którą przyjął, nie pomagała mu. Oczywiście chciałbym, żeby grał i strzelał bramki. Po to w końcu wzięliśmy go z Górnika, po to - jako dyrektor sportowy - pozyskuję zawodników. Wszyscy mieliśmy w tym mieć dobry interes, i wszyscy czujemy rozczarowanie, także w samym zespole. A są w nim zawodnicy, także w roli rezerwowych, którzy potrafią walczyć o miejsce w składzie. Tsirigotis zaś nie podjął tak naprawdę rękawicy, bo uznał, że jemu miejsce w składzie po prostu się należy. Natomiast inni się z tym nie zgodzili i nie oddali mu go za darmo. Tak naprawdę od jego przyjścia zdobywał gole Kamil, a rozstrzelał się Kuba. Więc to nie jest tak, że trener Tomczyk się na niego uwziął, bo nie dawał mu grać. Nie, on po prostu przegrał rywalizację - dobitnie wyłuszcza szef pionu sportowego Królowej Śląska.
Po zmianie trenera w Bytomiu teoretycznie Tsirigotis zyskał „nowe otwarcie” u Patryka Czubaka. Grek zagrał w obu pierwszych sparingach Polonii - łącznie 90 minut z Sigmą Ołomuniec (1:2) i Banikiem B Ostrawa (2:5), ale nie zapisał na swoje konto liczb…
- Nie dostanie dużych szans. Zresztą zawodnik tu nie chce być. Jego dezaprobata i niechęć do bycia w naszym projekcie była tak duża, że ciężko to będzie po prostu „odkręcić”. Zresztą jest pytanie, czy zespół może jeszcze nabrać zaufania do chłopaka, który mocno postawił kreskę na kolegach w szatni. Na razie jest formalnie naszym zawodnikiem, ale będziemy rozmawiać z Górnikiem o tej sytuacji - zapowiada Stefankiewicz.
Tomasz Mucha
