POSTAĆ KOLEJKI
PABLO RODRIGUEZ
Rodriguez nasłuchujący komplementów płynących zewsząd w jego kierunku. Fot. Paweł Jaskółka/Press Focus
Proszę państwa, oto on. Oto człowiek renesansu. Jednostka wybitna. Piłkarz kompletny, piłkarz olśniewający. Pablo Rodriguez zapisał się w annałach dziennika starszego niż Górnik Zabrze tym, że dostał dawno już u nas niewidzianą dychę za występ w meczu Ekstraklasy! Ale nie mogło być inaczej.
Hiszpan był węglem, który spalała poznańska lokomotywa, by rozpędzić się i swym wielotonowym ciężarem zmiażdżyć położone na torach kieleckie scyzoryczki. Wynik 6:1 – a Rodriguez z dubletem i hat-trickiem asyst. Strach myśleć, co by było, gdyby Rodriguez był na boisku dłużej niż do 68. minuty... Lechici chcieli jak najszybciej podnieść się po laniu 0:4 od Bayeru Leverkusen i zrobili to w kapitalnym, godnym mistrza stylu. Hiszpan zresztą na miano postaci kolejki zasłużył nie tylko zachowaniem boiskowym, ale też... tym okołoboiskowym. Bo gdy złamania żuchwy doznał pomocnik Korony Ondrej Lingr, Rodriguez zareagował natychmiastowo i szybkim biegiem pomógł paniom medyczkom zanieść torbę ze sprzętem do poszkodowanego. – Gdy ktoś potrzebuje pomocy, powinniśmy od razu reagować. Szacunek i koleżeństwo są najważniejsze. Najpierw jesteśmy ludźmi, a potem piłkarzami – powiedział ładnie 25-latek, którego na murawie nie sposób pomylić z kimś innym. Charakterystyczny wąsik to jedno, ale oprócz tego gra z plastrem na nosie a la Marcin Mięciel! Czy to klucz do sukcesu?
(PTub)
