Porządek zamiast „jarmarku”
Czy w najbliższych godzinach poznamy nazwisko nowego trenera Igi Świątek? Kim powinien być i jakie mieć cechy? Jego główne zadanie to wprowadzenie spokoju w histerycznym boksie tenisistki.
W sztabie Igi Świątek wszyscy mają coś do powiedzenia i już nie wiadomo, kto jest najważniejszy... Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus
Iga Świątek rozstała się z Wimem Fissette’em 23 marca po tym, jak odpadła w drugiej rundzie „tysięcznika” w Miami. Najcenniejsze zwycięstwo pod kierunkiem pracującego niespełna półtora roku Belga odniosła w lipcu ubiegłego roku, kiedy wygrała najbardziej prestiżowy turniej na świecie – Wimbledon.
Choć powodów zakończenia współpracy nie zdradzono, można zakładać, że główną przyczyną był brak sukcesów w ostatnich miesiącach. Z wypowiedzi siedzącego w boksie Polki trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka wynika też, że tenisistka nie była zadowolona z coachingu Belga w trakcie zmieniającej się sytuacji na korcie.
Zmień coś…
– Nie chcę nikogo oceniać, ale w trudniejszych momentach, o których sama mówiła, potrzebowała więcej wsparcia i wskazówek. Jeśli nie zawsze je otrzymywała, prosiła innych członków zespołu, żeby również się odzywali i coś od siebie dodawali – przyznał Ryszczuk w rozmowie z „Faktem”, tłumacząc chaos komunikacyjny w boksie Świątek.
Gdy w Miami z rąk wymykało jej się zwycięstwo z Magdą Linette, Fissette krzyknął do podopiecznej jedynie „Zmień coś!”. Komentująca to spotkanie w stacji Tennis Channel była amerykańska tenisistka Chanda Rubin po słowach Fissette’a dywagowała: – Czy to nie trener powinien pomóc ci dojść do tego, co należy zmienić?
Nie potrzebuje nikogo?
Prawdopodobnie za kilkanaście godzin (?) dowiemy się, kto będzie nowym trenerem Igi. Bo raczej trudno spodziewać się, że za radą Wojciecha Fibaka Świątek nie sięgnie po żadnego fachowca tenisowego… – Przecież Iga dokładnie wie, jak wygrać mecze z Jeleną Rybakiną, Aryną Sabalenką, Eliną Switoliną, Jessicą Pegulą czy jakąkolwiek inną rywalką. Sztab, z którym współpracuje, ma doskonały. Na razie może się obyć bez trenera stricte tenisowego – twierdzi pierwszy Polak w top 10 singlistów.
Faktem jest, że w przypadku najlepszych zawodników rola trenera tenisowego przeszła ewolucję – dziś to jedna z wielu osób w sztabie i zdarza się, że wcale nie ta najważniejsza.
Na przykład w sztabie wicelidera rankingu Jannika Sinnera Australijczyk Darren Cahill jest bardziej coachem niż trenerem czysto tenisowym. Za techniczny warsztat Włocha odpowiada przede wszystkim jego rodak Simone Vagnozzi. – Kluczowe jest, czy zawodnik może sobie pozwolić na utrzymanie zespołu, który kosztuje przykładowo ponad pół miliona dolarów rocznie. Specjalizacje trenerskie bardzo się zawęziły i jeśli zawodnik ma środki, to stara się obudować fachowcami z różnych dziedzin – podkreśla Tomasz Iwański, były reprezentant Polski w Pucharze Davisa i przez cztery lata szkoleniowiec Kamila Majchrzaka.
Jak prezes firmy
Świątek „środki” na pewno posiada – jedne z największych wśród tenisistek WTA. Jak wyglądać mógł „nabór” na trenera, zdradził kiedyś wspomniany Cahill, wcześniej trener Lleytona Hewitta, Andre Agassiego czy Simony Halep. Australijczyk ceni sytuację, w której z potencjalną propozycją do szkoleniowca bezpośrednio odzywa się zawodnik, a nie jego agent. – To poprawia cały proces o tysiąc procent. Zawodnik musi być trochę jak prezes firmy, który prowadzi nabór. Należy zadać wiele pytań, starać się wyciągnąć jak najwięcej informacji od trenera. Dowiedzieć się, jak radzi sobie w różnych sytuacjach. Nawet jeśli tenisista na kogoś się nie zdecyduje, to sama rozmowa z kandydatem o tym, jak widzi jego grę, gdzie dostrzega pole do poprawy, stanowi darmowe porady – powiedział Cahill w podcaście Tennis Insider Club, prowadzonym przez byłą francuską tenisistkę Caroline Garcię.
Iwański sugeruje jednak nieco inny scenariusz. – Nie wierzę, że Iga zaczęła poszukiwania trenera w dniu, w którym zwolniła Fissette’a. To się zaczęło znacznie wcześniej. W cały proces na pewno włączeni byli menedżerowie, ale również sami zawodnicy, którzy przez lata kariery wypracowują swoje kontakty – zaznacza obecny wiceprezes AZS-u Łódź.
Okiełznać ten bałagan
Iwański uważa, że Świątek nie musi się skupiać na tych wyjątkowo słynnych trenerach i z „nazwiskiem”. Nowy coach będzie czwartym, którego czeka współpraca m.in. z psycholog Darią Abramowicz i Ryszczukiem. – Biorąc pod uwagę, że Iga nie zamierza dokonać innych zmian w sztabie, potrzebny jest człowiek, który będzie się umiał dogadać z ludźmi dookoła niej i będzie umiał uporządkować pewne rzeczy, bo w ostatnim czasie w jej grę wkradło się sporo bałaganu – ocenia Iwański, który do trzeciego miejsca w rankingu doprowadził Rosjankę Nadię Pietrową.
Na ważny i powiązany z tym element zwraca uwagę Paweł Strauss. Mieszkający w Oslo szlifierz juniorskich talentów takich jak Casper Ruud, Thomas Enqvist, Robert Lindstedt czy Jonas Bjoerkman przekonuje, że tenisiści odnoszą sukcesy, gdy grają swobodnie, na luzie i odczuwają radość z tego, co robią.
– W grze Igi w ostatnich miesiącach tej radości nie było widać. Jest spięta, popełniane błędy powodują jej frustrację i wzrost negatywnych emocji. Do tego team jej nie pomagał w takich momentach. Tam nie było spokoju i luzu, a podczas meczów zawodniczce powinna podpowiadać jedna osoba. I powinien nią być główny trener. Natomiast w sztabie Świątek panuje totalny „jarmark”. Tam wszyscy krzyczą i nie wiadomo, kto jest najważniejszy. Iga do nich też krzyczy, a to nie sprzyja dobrej grze – analizuje Strauss.
Według doświadczonego szkoleniowca trudno mówić o konkretnych nazwiskach trenerów, którzy mogliby pomóc polskiej tenisistce. – Powinien być to jednak ktoś, kto zaprowadzi porządek w całym teamie i przede wszystkim wprowadzi spokój podczas meczów – podkreśla Strauss.
Szybkie efekty?
Trenera szuka też Hubert Hurkacz. 29-letni Wrocławianin po siedmiu przegranych meczach z rzędu rozstał się z Chilijczykiem Nicolasem Massu, z którym pracował od listopada 2024. – U Huberta widziałbym kogoś, kto naprawdę dobrze grał w tenisa, kto był w swojej grze odważny. Potrzebny jest człowiek z autorytetem, który będzie go umiał przekonać do zmian taktycznych – przekonuje Iwański.
Najbliższy turniej z udziałem sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej rozpocznie się 13 kwietnia w Stuttgarcie. – W przypadku zawodników, którzy tenisowo i fizycznie prezentują wysoki poziom, a do takich należy zaliczyć Igę i Huberta, pozytywne efekty mogą przyjść bardzo szybko. Czasem niewiele trzeba, aby wszystko wskoczyło na właściwe tory – uważa Iwański.
(ToM, PAP)
