Pora na trzeci awans

Jakub Arak w końcówce pierwszej połowy, jego zmiennik Kamil Wojtyra, tuż przed końcem drugiej części – tak beniaminek jesienią zgasił Znicz na własnym stadionie.

Poloniści – tu Grzegorz Szymusik – równie mocno marzą o ekstraklasie, jak ich kibice! Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

POLONIA BYTOM

Już ponad siedem miesięcy czekają na domowe zwycięstwo zawodnicy z Pruszkowa. Tej wiosny zgromadzili ledwie osiem „oczek”. Choć więc Poloniści wyprzedzili ich w tabeli za ten rok... dopiero w poniedziałek, wygrywając z imienniczką ze stolicy, nie brak Bytomianom pozytywnego nastawienia przed sobotnią wyprawą na Mazowsze. - Zespół z meczu na mecz jest inny, choć tak naprawdę moi zawodnicy, mimo wielu niekorzystnych wyników, wiary w siebie i w baraże nigdy nie stracili – zapewniał uśmiechnięty Wojciech Mróz po ostatniej, zwycięskiej, potyczce.

Między złością a radością

- Owszem, wiary nie straciliśmy, choć przez kolejne tygodnie wiele było w nas złości – przyznaje obrońca Niebiesko-czerwonych, Grzegorz Szymusik, który bramkę z rzutu karnego w meczu z Czarnymi Koszulami celebrował wymowną cieszynką zapowiadającą powiększenie się rodziny. - Teraz wreszcie pojawiła się radość i uśmiech. I z uśmiechem wciąż walczymy o nasze marzenia – dodaje nasz rozmówca.

Fatamorgana w realnym kształcie

„Marzenia” to chyba najczęściej powtarzane przez Bytomian słowo. - Najważniejsze, że te mecze będą o coś. O marzenia? Owszem, ale przede wszystkim o punkty. Lubimy takie spotkania pod napięciem – podkreśla szkoleniowiec Niebiesko-czerwonych. - Choć w Pruszkowie, podobnie jak wieńczące sezon starcie w Mielcu, będą inne niż potyczki z Wisłą czy Polonią Warszawa.

Inne, bo dla wspomnianych rywali – Znicza i Stali – to będą gry „o być albo nie być” w pierwszej lidze. Dla Polonii – o wspomniane baraże, które przez wiele tygodni kiepskich wyników mocniej przypominały fatamorganę niż realny cel.

Presja okiełznana

Wciąż jednak baraże mieli z tyłu głowy. - I to tak mocno, że kiedy wchodziłem na boisko w spotkaniu z Warszawianami, powiedziałem chłopakom: „Panowie, remis nam nic nie daje”. Jestem pewien, że gdyby nie moje trafienie w końcówce, pewnie poszlibyśmy va banque, przy jakimś stałym fragmencie posyłając nawet naszego bramkarza w pole karne gości – mówi bohater końcówki poniedziałkowego starcia, Lucjan Zieliński. Zapewnia, że duża stawka – czyli powrót do gry o baraże – z pewnością jemu i kolegom nie zaszkodzi. - Przecież od trzech lat sezon w sezon gramy o wielką stawkę! Wywalczyliśmy w tym czasie dwa awanse, a ten trzeci – do ekstraklasy i to w roli beniaminka – byłby czymś wspaniałym! - Zielińskiemu trudno powstrzymać emocje.

Wakacji jeszcze nikt nie planował

Strzelec tego złotego" gola jest przecież jednym z niewielu Polonistów, którzy pamiętają jeszcze trzecioligowe wyprawy do Gubina, Gorzowa, Nysy czy Brzegu. Nic dziwnego, że tegosezonowe wyjazdy na Reymonta w Krakowie czy na Tarczyński Arenę we Wrocławiu zostawiały zupełnie inne wspomnienia, no i rozbudzały apetyty na jeszcze więcej! - Nie chciałbym tylko „dokańczać” sezonu, ale jeszcze przez parę chwil dobrze się bawić w tej lidze i w tych rozgrywkach – Zieliński zdecydowanie odrzuca sugestię, że jego zespół w zasadzie nie ma już o co grać. - Zapewniam, że chcemy zakończyć sezon z 9 punktami w trzech ostatnich meczach. Nie wiem, co nam to da, ale na wszelki wypadek nikt jeszcze w szatni wakacji nie planował!

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się