Poprzeczka ratuje przed dogrywką

Imad Rondić, który na co dzień pełni rolę zmiennika, w Mielcu dał Widzewowi prowadzenie. Fot. Marta Badowska/PressFocus


Poprzeczka ratuje przed dogrywką

Widzew awansował do następnej fazy Pucharu Polski, ale miał sporo szczęścia w ostatnich chwilach starcia ze Stalą.


Awans do ćwierćfinału Pucharu Polski to dla zespołu ekstraklasy żadne osiągnięcie, ale starszym kibicom fakt ten uświadamia, w jak głębokim kryzysie był Widzew w XXI wieku. Drużyna klubu, który wcześniej rywalizował na równych prawach z najlepszymi w Europie, po raz ostatni była na tym szczeblu w krajowych rozgrywkach pucharowych 21 lat temu! Jesienią 2002 roku Widzew pokonał Zagłębie Lubin, a w podwójnym wówczas ćwierćfinale zagrał z II-ligowym Polarem Wrocław. Wygrał 2:0 i 5:3 (w tym drugim meczu trzy gole strzelił walczący teraz z ciężką chorobą Robert Dymowski) i dopiero Wisła w półfinale była nie do przejścia… Mecz dwóch sąsiadów w tabeli ekstraklasy był zacięty i pełen emocji. Nie brakowało efektownych akcji. Coraz więcej klubów rozumie, że do europejskich pucharów jest bliżej tą drogą, niż żmudną walką o ligowe punkty. Teraz zostały wszak już tylko trzy mecze do celu. Na tym szczeblu nie ma już oszczędzania sił najlepszych i wystawiania rezerw, chociaż akurat w Widzewie to dubler strzelił pierwszą bramkę. Imad Rondić wykorzystał bezbłędnie podanie Dominika Kuna, oderwał się od najbardziej doświadczonego gracza mieleckiej drużyny Mateusza Matrasa i do przerwy było 1:0 dla gości, chociaż w końcówce pierwszej połowy szanse na gole dla miejscowych mieli Michał Trąbka i Piotr Wlazło (dwukrotnie), ale przeszkodził im bramkarz Henrich Ravas. Żeby jednak Rondić nie myślał, że będzie miał teraz pewne miejsce w składzie, drugiego, zwycięskiego gola dla Widzewa strzelił Jordi Sanchez, który w 70 minucie zmienił „na szpicy” kolegę. Rondić to siła, determinacja, walka o piłkę do ostatka. Sanchez natomiast to finezja i technika. Prostopadłym podaniem wpuścił go w pole karne Fabio Nunes, a tam znów minął nieszczęśnika Matrasa (12. sezon w ekstraklasie i ponad 350 meczów) jeszcze łatwiej i efektowniej niż Rondić. To dopiero był gol zwycięski, bo na prowadzenie Widzewa Stal odpowiedziała bramką Krzysztofa Wołkowicza, który wykorzystał za bliskie wybicie piłki przez Juana Ibizę po dośrodkowaniu i strzelił w półwoleja. Byłemu zawodnikowi GKS-ów z Katowic i Tychów doświadczenia też nie brakuje: w I lidze debiutował jako 17-latek w 2012 roku, a w poprzednich dwóch sezonach zdobył dla GKS-u Tychy 21 bramek. Debiutując w Stali na poziomie ekstraklasy, strzelił też już gola Legii w Warszawie. Zwycięstwo Widzewa jest zasłużone, bo miał przewagę i oddał więcej strzałów (18-9) niż przeciwnik. Tylko co ma w takiej sytuacji powiedzieć Michał Trąbka, który w piątej minucie doliczonego czasu trafił w poprzeczkę? Końcowy zryw Stali, wzmocnionej w ataku przez bramkarza Konrada Jałochę, nie zmienił wyniku, chociaż do dogrywki brakowało dwóch centymetrów. Dla niego i dla kibiców Stali byłoby pewnie lepiej, gdyby strzelił dwa metry za wysoko. Taki „kiks” mniej by bolał, niż odgłos piłki odbijającej się od poprzeczki w momencie, gdy sędzia brał już powietrze do płuc, by gwizdkiem skończyć mecz. Wojciech Filipiak


Stal Mielec – Widzew Łódź 1:2 (0:1)

0:1 – Rondić, 38 min, [1:1] – Wołkowicz, 69 min, [1:2] – Sanchez, 85 min.

STAL: Jałocha – Gerstenstein (60. Stępień), Esselink (60. Guillaumier), Matras, Pajnowski, Gettinger (89. Ł. Wolsztyński) – Domański, Trąbka, Wlazło, Hinokio (60. Wołkowicz) – Meriluoto (46. Szkurin).

Trener Kamil KIEREŚ.

WIDZEW: Ravas – Zieliński, Żyro, Ibiza, Silva – Nunes (89. Terpiłowski), Kun (62. Pawłowski), Hanousek, Alvarez, Klimek (70. Tkacz) – Rondić (70. Sanchez).

Trener Daniel MYŚLIWIEC.

Sędziował Damian Kos (Gdańsk).

Widzów] 2000.

Żółte kartki: Domański, Wołkowicz, Guillaumier – Hanousek, Silva.