Poniewczasie

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Lata 90. były wspaniałe. Tamta wolna, postpeerelowska, amerykanka właściwie we wszystkich dziedzinach życia odcisnęła na naszym społeczeństwie niezatarte piętno. Można powiedzieć, że miała wpływ na charakter i usposobienie Polaków, ze wszystkimi tego konsekwencjami, sprawiała, że ludzi stawali się tacy, a nie inni . Uczyła pomysłowości, przekory, cwaniactwa – w dobrym i w złym tego słowa znaczeniu…

Odcisnęła też piętno na naszym futbolu. Wprawdzie dopiero o następnej dekadzie mówiło się, że w trakcie jej trwania korupcja futbolowa stała się zjawiskiem na skalę przemysłową, dwadzieścia lat temu namówiłem Piotra Dziurowicza żeby o tym opowiedział, ale jednak sznyt lat 90. był pod tym względem niepowtarzalny, rzekłbym nawet - niepodrabialny.

Korupcja futbolowa była jak jad wnikający w tkanki, bo nie chodziło przecież jedynie o ustawione mecze. Piłkarze – w swej masie - nie musieli się starać, nie musieli się rozwijać. Wiadomo, że byli lepsi i gorsi, wiadomo, że lepsi z gorszymi wygrywali, ale co w momencie gdy spotykali się lepsi z lepszymi, albo gorsi z gorszymi? Często mieli świadomość nieczystej gry, a skoro tak – po co się przesadnie starać, po co wypruwać sobie żyły... A jak trzeba było, to i gorsi z lepszymi wygrali… Trudno się dziwić, że potem w Europie nieprzesadnie dobrze nam szło…

Jak to w życiu: byli bardziej pokrzywdzeni i mniej, byli bardziej korzystający i mniej – tak to chyba trzeba ująć. Czasami kończyło się to rozstrzygnięciami, o których mówiła cała Polska, nie tylko futbolowa. W 1993 roku po zdumiewającej ostatniej kolejce cudów, kiedy Legia i ŁKS ścigały się, kto wyżej wygra, a Ryszard Kulesza grzmiał, że „cała Polska to widziała” - zdecydowano się anulować wyniki. W efekcie pierwszej na mecie Legii odebrano tytuł (czekała na niego od 1970, miał być jej piątym), nie przyznano go także drugiemu ŁKS-owi.

Zwolennicy Legii mieli poczucie krzywdy, mają je zresztą do dziś. Naprawdę poważnie rozpatrywano oddanie Legii tytułu mistrzowskiego za sezon 1992/93 - jeszcze po wielu latach. Na tyle poważnie, że w 2007 sprawa trafiła nawet pod obrady walnego zjazdu PZPN. Sprawą przywrócenia stołecznej drużynie tytułu mistrzowskiego za rok 1993 zajmowała się od 2004 roku specjalna komisja! Nie znalazła ona jednak podstaw do zmiany decyzji. Jej wniosek o nieoddawanie Legii tytułu poparło 85 delegatów, 28 wstrzymało się od głosu, a 11 było przeciw.

Dlaczego o tym piszę? Canal+ zrealizował właśnie serial „Niedziela cudów”. Wojciech Kowalczyk, były piłkarz warszawskiej Legii opowiada w nim o tym, jak w przerwie kluczowego meczu z Górnikiem Zabrze w następnym sezonie 1993/94, przy prowadzeniu gości z Zabrza 1:0, wkroczył do szatni działacz PZPN Wit Żelazko i miał stwierdzić: „Spokojnie, macie tytuł mistrzowski. PZPN odda wam to, co zabrał rok temu. Stwierdzono, że wyślą nam sędziego, który tym meczem kończył karierę. Sławomir Redziński pokazał zabrzanom trzy czerwone kartki. Legia zdołała wyrównać i w efekcie zdobyć mistrzostwo…

Szkoda, że te słowa Kowalczyka padają poniewczasie. Szanowałbym piłkarza, gdyby wypowiedział je publicznie już w 1994 roku. Teraz to już tylko „michałki”, które niczego nie zmienią. Odbieranie i przyznawanie tytułów po latach uważam za absurd, takich decyzji nigdy nie podejmowałoby się, mając pełną wiedzę. Zauważam przy tym jednocześnie, że nigdy nie powstała żadna komisja w sprawie oddania tytułu z 1994 roku Górnikowi Zabrze…

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się