Polski walec toczy się przez Europę
Polacy, dwukrotnie ogrywając Łotyszy, wykonali olbrzymi krok w stronę Mundialu w Katarze.
Polska stała się nową siłą europejskiego basketu. Fot. Facebook Kosz Kadra
Po dwóch okienkach reprezentacyjnych polska kadra jest jedną z ledwie trzech drużyn narodowych na Starym Kontynencie, która nie przegrała jeszcze meczu. Pozostajemy niepokonani obok takich potęg jak Hiszpania czy Turcja. Z tej trójki tylko Polska ma cztery wygrane, rywale mają bilans 3-0. Świat jest pod wrażeniem wyczynu Biało-czerwonych: „Polska zmiata rywali i z kompletem zwycięstw wjeżdża do drugiej rundy!” - krzyczy tytuł w portalu FIBA.
Polacy, dwukrotnie ogrywając Łotyszy, wykonali olbrzymi krok w stronę Mundialu w Katarze. Wszystko wskazuje na to, że w drugiej rundzie (tu trafimy z zaliczeniem dotychczasowych gier do grupy z Niemcami, Chorwatami i Izraelem) zaczniemy z kompletem wygranych z pierwszej fazy. Od razu jako lider. Naprawdę niewiele będzie wtedy potrzebne do upragnionego awansu.
Po drugim wygranym spotkaniu z Łotwą trener Igor Milicić nie ukrywał zadowolenia. - Wiedzieliśmy, że kto wygra zbiórki, wygra całe spotkanie. Jestem z tego elementu bardzo dumny. Dominowaliśmy w tym elemencie, to dało nam dużo pewności siebie. Bardzo ważne zwycięstwo dla nas, jedno z najważniejszych w drodze do Kataru - podkreślał szkoleniowiec.
Absolutnym wygranym zgrupowania został Dominik Olejniczak. Punkty, zbiórki i potężne wsady – środkowy polskiej kadry nie kalkulował, bezlitośnie demolując obręcze rywali. Olejniczak imponował nie tylko siłą, ale i boiskowym IQ. „Fenomenalny!” – krótko podsumował jego grę Marcin Gortat. Prestiżowy serwis Basketnews.com, nawiązując do przydomka legendarnego „Polish Hammera”, nazwał Olejniczaka „dosłownie polskim młotem”.
– Możemy być dumni. Wsparcie kibiców w Gdyni dało nam niesamowitą energię – cieszył się sam zawodnik.
Gdy po piątkowym dreszczowcu w Rydze obawiano się, że nasza gra zależy wyłącznie od duetu Jordan Loyd – Mateusz Ponitka, niedzielny rewanż pokazał pełną paletę barw Biało-czerwonych. Zobaczyliśmy solidnie dyrygującego Kamila Łączyńskiego, harującego przez 39 minut Michała Sokołowskiego oraz grającego bez kompleksów młodego Jakuba Urbaniaka. Swoje cenne minuty dołożyli rezerwowi: Żołnierewicz, Garbacz i Witliński. A przecież w odwodzie wciąż są Aleksander Balcerowski, rozgrywający życiowy sezon w Hiszpanii, oraz Igor Milicić Jr, będący na celowniku klubów NBA.
Jeszcze niedawno nasza kadra miała opinię drużyny, która „pęka” pod presją – jak w pamiętnym meczu z Finlandią w kwalifikacjach olimpijskich. Dziś to Polacy są królami thrillerów. Wygrane końcówki w Hadze i Rydze pokazują nową mentalność zespołu. Kluczowa okazała się naturalizacja Jordana Loyda – jego „zimna krew” uspokaja całą drużynę w najtrudniejszych momentach. Emocji nie kryją nawet legendy. Po decydującym trafieniu Loyda w Rydze, 90-letni Ludwik Miętta-Mikołajewicz napisał na Facebooku: „W takich końcówkach tkwi urok koszykówki!”.
Polska koszykówka rzadko kiedy miała tak solidne powody do optymizmu. Katar 2027 jest coraz bliżej!
(pp)
