Polski futsal rośnie w siłę
Rozmowa z Tomaszem Kulczyckim, nowym polskim delegatem UEFA ds. futsalu
Tomasz Kulczycki marzy, żeby w Polsce odbyły się mistrzostwa Europy. Fot. archiwum
Nieczęsto zdarza się, że człowiek ze Śląska zostaje delegatem UEFA. Pan właśnie objął takie stanowisko. Jak do tego doszło?
– W Polsce delegata UEFA od futsalu nie było ponad 13 lat, z różnych przyczyn. Ostatnim był Roman Sowiński, były selekcjoner reprezentacji Polski, który zdobywał też jako trener mistrzostwa Polski z P.A. Nova Gliwice. Potem Zbigniew Boniek jako prezes PZPN-u nie odczuwał takiej potrzeby. Choć rozmawialiśmy z nim o tym kilka razy, to z różnych przyczyn nie było jasnej deklaracji i wparcia federacji w tym zakresie. Zajmowałem się wiele lat m.in. futsalem na wielu płaszczyznach w komisji PZPN-u i w śląskim ZPN-ie, zostałem więc rekomendowany na to stanowisko już za prezesa Cezarego Kuleszy z rekomendacji Adama Kazimierczaka, wówczas wiceprezesa PZPN-u do spraw piłki amatorskiej oraz Henryka Kuli, wówczas wiceprezesa ds. finansowych. Pierwszy raz dwa lata temu, ale wtedy nie było miejsca. Nie jest tak, że każda federacja musi mieć własnego przedstawiciela: jest stała określona liczba delegatów i musi zwolnić się miejsce. Na całą Europę jest ich 46 (w dużej piłce jest ich około 370 – przyp. aut). To hermetyczne środowisko, miejsce zwalnia się dopiero z racji wieku – delegatem można być do 70. roku życia. Spokojnie czekałem, tym bardziej, że ponownie dostałem list rekomendacyjny od związku. Okazało się wreszcie, że będzie miejsce. Procedura była skomplikowana, pełna egzaminów – choćby z języka angielskiego – testów i szkoleń. Przeszedłem pozytywną weryfikację i ostatecznie z ponad 60 kandydatów wybrano 11 osób. Wśród nich mnie i wysłano nas jeszcze na końcowe szkolenie teoretyczno-praktyczne do Aten. Był tam turniej preeliminacyjny Ligi Mistrzów i tam uczyliśmy się pracy delegata z naszym mentorem Massimo Nannim, który nas szkolił (były włoski sędzia futsalu – przyp. aut.). Mieliśmy też kontakt z Laurentem Morelem, szefem futsalu w UEFA.
Rzeczywiście procedura jest długa i skomplikowana.
– Po powrocie dostałem informację, że z tych 11 osób wybierają 9, które mają czekać na pierwszą misję i wtedy zostanie wystawiona ostateczna ocena. Czterech z nas – Hiszpan, Duńczyk, Bośniak i ja – pojechaliśmy na takie misje. Tak się złożyło, że Duńczyk ostateczną weryfikację przechodził na turnieju w Gliwicach, Hiszpan był we Włoszech, Bośniak w Rumunii, a mnie, na przełomie października i listopada, wysłano na turniej Ligi Mistrzów do Chorwacji, do Makarskiej. Uczestniczył w nim gospodarz, czyli Makarska Novo Vrijeme, mistrz Chorwacji oraz Sporting Lizbona, Kajrat Ałmaty i wreszcie FK Prisztina, mistrz Kosowa, który wszedł z preeliminacji. To była pierwsza moja misja. Po powrocie dostałem informację o przyjęciu do grona delegatów wraz z listem gratulacyjnym.
Nie jest łatwo takim delegatem zostać. Co daje to PZPN-owi?
– Lepszą łączność z UEFA, większą możliwość pozyskiwania informacji, lobbowania. Nieobecni nie mają racji. Traktuję to także jako dopięcie klamry – w związku z tym, co od wielu lat w polskim futsalu się dzieje. Chodzi mi o sposób, w jaki nasz futsal się rozwija, zmieniając się na lepsze. Moim i nie tylko moim zdaniem widać bardzo dobrą pracę Grzegorza Morkisa, przewodniczącego komisji ds. futsalu. Kadra, którą prowadzi selekcjoner Błażej Korczyński, jest stabilna, mamy cykliczne awanse na mistrzostwa Europy, w styczniu reprezentacja znów na nie jedzie, w rankingu jesteśmy wysoko. Rośnie też futsal kobiecy – dowodem jest obecność naszej reprezentacji na pierwszych mistrzostwach świata na Filipinach, a były tam, przypomnę, tylko cztery drużyny z Europy. Od wielu lat nasze topowe drużyny klubowe grają z powodzeniem w Lidze Mistrzów, a sama ekstraklasa futsalu jest mocna na tle innych federacji. Do tego jako nieliczni w Europie mamy bardzo mocno rozbudowane szkolenie młodzieżowe i mistrzostwa Polski w wielu kategoriach wiekowych dla chłopców oraz dziewcząt. Na tym szkoleniu budowana jest siła naszego młodzieżowego futsalu, który od kilku lat ma bardzo mocną pozycję w Europie. Po rozmowach z innymi delegatami oraz ludźmi z UEFA wiem, że oceniają futsalową Polskę bardzo wysoko: jesteśmy już dla nich top 5 na kontynencie. Zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, bo wszelkie turnieje organizowane w Polsce są wysoko oceniane.
Teraz moim marzeniem jest ściągnięcie do Polski bardzo dużej imprezy – na przykład mistrzostw Europy, może na początek młodzieżowych. Prawda jest taka, że mamy już pod taką organizację wszystko – świetne hale, gdzie można zrobić finał na kilkanaście tysięcy widzów, choćby w Gliwicach, Łodzi czy Katowicach, a także hotele o wysokim standardzie, autostrady, lotniska. Do tego jesteśmy gościnni i jeszcze nam się chce.
Wiem, że piłka zawsze była dla pana ważna.
– Zaczęło się od treningów w Piaście Gliwice, do którego trafiłem jako dziecko. W wieku 15 lat przeniosłem się do klasy sportowej w Zabrzu, w której byli też choćby Marek Szemoński i Rafał Jarosz. Rywalizowaliśmy z Gwarkiem, w którym byli Marcin Kuźba i Kamil Kosowski, o których mogę powiedzieć, że są do dzisiaj moimi kolegami. W wieku 17 lat zerwałem jednak więzadła, a po maturze wyjechałem do Danii. Tam pracowałem przez dwa lata i grałem w amatorskim klubie.
Staram się realizować pasję na wielu polach, futsal jest jedną z nich. Ostatnio miałem przyjemność współorganizować mistrzostwa Polski domów dziecka i rodzin zastępczych, które odbyły się w Katowicach. Życzyłbym sobie, żeby w przyszłości „Sport” objął patronat nad kolejną edycją mistrzostw.
Jestem za.
Rozmawiał Paweł Czado
TOMASZ KULCZYCKI
Rocznik 1976. Wiceprezes Podokręgu Zabrze Śląskiego Związku Piłki Nożnej, członek zarządu Śl. ZPN-u. Były członek Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Wiceprzewodniczący komisji ds. współpracy z samorządem terytorialnym PZPN. Delegat UEFA ds. futsalu.
