Polska koszykówka potrzebuje reform

Rozmowa z Marcinem Gortatem, byłym reprezentantem Polski, który zaliczył ponad 800 meczów na parkietach NBA

Blisko setka dzieciaków trenowała pod okiem Marcina Gortata na Stadionie Śląskim. Fot. Facebook Fundacja/Marcina Gortata MG13

Na Stadionie Śląskim odbył się kolejny Marcin Gortat Camp. To przedsięwzięcie od lat cieszy się ogromnym zainteresowaniem dzieciaków. Jaką macie receptę na sukces?

- Jako sportowiec mam po prostu odpowiedzialność, by przekazać swoją wiedzę młodzieży. Choć najmłodsi mogą nie pamiętać moich występów, przyciąga ich prestiż wygrania campu oraz niesamowite nagrody. Największą jest wyjazd na Florydę. To fantastyczna, pięcio- lub sześciodniowa wycieczka, w jej trakcie zwycięzcy zobaczą NASA, Disneyland, Universal Studio i oczywiście mecz NBA. Pierwsze campy były blisko 20 lat temu, więc niektórzy nasi MVP są już rodzicami i przyprowadzają swoje dzieci. Wśród uczestników naszych campów mamy graczy ekstraklasy, mistrzów Polski i reprezentantów kadr młodzieżowych.

Pierwszy camp odbył się w roku 2008 w Łodzi. Obecna edycja ma już numer 19...

- Moje campy na przestrzeni lat przeszły ogromną ewolucję. Kiedyś uczyliśmy tylko kozłowania czy podawania, a dziś kładziemy ogromny nacisk na aspekt edukacyjny. Rozmawiamy o walce z hejtem, motywacji, depresji, odpowiedniej diecie oraz o tym, że telefony i iPady nie są rozwiązaniem na życie. Dzisiaj robimy znacznie więcej niż tylko koszykówka.

W tym roku do campu dołączyły dwa duże nazwiska. Rafał Juć to skaut NBA, pracował m.in. przy sprowadzaniu Nikoli Jokicia do Denver, a Robert Skibniewski to były reprezentant Polski, ostatnio trener ŁKS-u.

- Bardzo się cieszę z tych wzmocnień. Zarówno Rafał, jak i Robert, byli bardzo chętni i gotowi do pomocy, za co należą im się niskie ukłony.

Jak pan ocenia kondycję polskiej koszykówki? Czy ostatnie sukcesy naszej reprezentacji coś poprawiły w tym względzie?

- Jesteśmy w tym samym miejscu, w którym byliśmy. Mecze kadry nie mają na to wpływu. Błędy są popełniane gdzieś indziej, nie na poziomie kadry. Nie kreujemy kolejnych talentów, które mogą występować na arenie międzynarodowej, już nie wspomnę o NBA. Dlatego polska koszykówka potrzebuje wielu zmian. Mój camp jest tylko i wyłącznie początkiem, małym ziarenkiem w całym procesie. I ten proces powinien być wykonany jak najszybciej.

W sobotę rusza play off pierwszej ligi. Jak pan ocenia szanse ŁKS-u? W nazwie klubu jest pana nazwisko. Poczyniono ogromne zakupy, zwolniono trenera, w klubie zapanował chaos...

- Myślę, że ŁKS nie wywalczy awansu. Tam się wiele rzeczy posypało. Zapadały decyzje, które nie są dla mnie zrozumiałe. Nie chciałbym, żeby mój klub obrócił się w żart. Owszem, w nazwie jest moje nazwisko, ale to dlatego, że tam działa moja akademia. Ja z tym klubem nie mam nic wspólnego.

W fazę play offu wchodzi także NBA. Co dalej z Jeremym Sochanem?

- Jego sytuacja jest bardzo trudna. Najbliższe miesiące pokażą, ale boję się, że może go w NBA zabraknąć. Za słabo się prezentował, miał problemy z kontuzjami, w niektórych sferach, elementach koszykarskich nie widać rozwoju... To wszystko składa się w całość. Sochan faktycznie zaczynał od wysokich lotów, ale potem wszystko zaczęło się rozsypywać.

Rozmawiał Piotr Płatek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się