Połówka zrobiona...
KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek
Zwolennicy postawienia na Oskara Pietuszewskiego w podstawowym składzie mogli czuć się rozczarowani, choć nie byłoby to wielką sensacją, patrząc na popisy 17-latka w FC Porto. Większą na pewno było miejsce w jedenastce dla Filipa Rózgi. Reszta raczej zaskoczeniem nie była. Zaczęliśmy nieźle, od dominacji, ale Albania słynie z bardzo dobrej gry w obronie, która pozwoliła jej dość szybko opanować sytuację. Nie ma się co czarować, pierwsza połowa szybko zamieniła się dla nas w mękę, oczy bolały od patrzenia na nieporadność Biało-czerwonych. Jak na ironię, jedynym, który wyglądał dobrze, nie bał się pojedynków i próbował strzałów był ten, którego nikt albo prawie nikt się nie spodziewał, czyli Rózga.
Przed końcem tej paskudnej pierwszej połowy stało się coś strasznego, po czym mogliśmy sobie tylko przypomnieć scenę z „Piłkarskiego Pokera”, gdy Kmita z Laguną oglądali potyczkę Polski z Albanią z lat 80. Na dobre kilkadziesiąt minut nasz futbol znalazł się w odmętach mniej więcej tamtego mroku. Po przerwie Albańczycy mieli co najmniej trzy setki i chyba tylko oni sami wiedzieli czemu ich nie wykorzystali. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą… Lewandowski z Zielińskim zadali dwa ciosy, które dały nam upragniony finał.
Trener, chcąc sięgać po rzeczy wielkie, musi mieć szczęście i w czwartek Jan Urban je miał. W najbliższy wtorek samo szczęście może jednak nie wystarczyć. Trzeba będzie dać trochę więcej, bo na mundial jednak fajnie byłoby pojechać. Nawet jeśli obecna forma nie wróży nam odegrania w nim większej roli, co najmniej do wtorkowego wieczoru Polskę ogarnie futbolowa gorączka. Na razie jesteśmy po połówce. I nie mamy na myśli tej zrobionej przez Staśka i Mańka.
