Polityko, oddaj piłkę!
Z DRUGIEJ STRONY – Piotr Tubacki
Jednym z największych atutów sportu jest to, że można o nim porozmawiać przy rodzinnym stole. Kluby piłkarskie nie znają poglądów politycznych, podobnie jak reprezentacja. Kibicują i „prawaki”, i „lewaki”, i każdy inny, kogo tam sobie umieścimy na wykresie sympatii wyborczych. Trudno się w tej materii pokłócić w kontekście POPiS-owych idiotyzmów – no, chyba że zasiadamy obok skończonego idioty, który wszędzie widzi spisek Jarka albo Donalda. To jednak zawiewa już lekkim psychiatrykiem, ale na szczęście takie jednostki należą do rzadkości.
Jednakże sport dzisiaj jest biznesem globalnym i wykracza daleko poza domową izbę oraz to, czy jakiś anonimowy Brazylijczyk w ekstraklasie jest transferem dobrym, czy złym. Widać to szczególnie w przypadku meczów międzynarodowych, gdzie bardzo często mierzą się ze sobą nacje o tak chorobliwie wrogim wręcz nastawieniu zakorzenionym w dekadach historii, że napięcie panujące w atmosferze pozwala naładować telefon bez ładowarki. W Europie nie zawsze to odczuwamy. Tutaj swoje przepracowaliśmy i na ogół jest spokojnie – z tego powodu tak wielkim szokiem było dla wszystkich to, co zaczęło się kilka lat temu na Ukrainie. Jasne, że były pewne afery bałkańskie itp., ale korzystając z pewnego uproszczenia, można stwierdzić, że do tej pory XXI wiek w Europie był okresem dobrym i stabilnym.
Na świecie bywa jednak różnie i to właśnie „różnie” od zawsze niestety miało wpływ na sport – element życia, który z zasady i natury powinien być apolityczny i koncentrować się na regułach fair play oraz wzajemnym szacunku. Polecam serdecznie kapitalny tekst Michała Zichlarza ze strony 9 dzisiejszego wydania, który przypomniał, jak to drzewiej przy okazji różnych piłkarskich mistrzostw świata bywało. Pokazuje on, że choć hasło o niełączeniu polityki z futbolem brzmi zachęcająco, w praktyce jest niemożliwe do zrealizowania.
Widzimy, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Nie będziemy tutaj tego analizować, nie jesteśmy katowicką „Geopolityką”, lecz katowickim „Sportem” i w tym kontekście stwierdzimy jedno – na nieszczęście te wydarzenia będą miały ogromny wpływ na tegoroczny mundial. Niektórzy mówią, że to III wojna światowa (a w zanadrzu jeszcze Tajwan...). Iran walczy z USA, a przecież na amerykańskiej ziemi ma grać mecze grupowe. Miało być święto piłki nożnej, spotkanie różnych kultur, pielęgnacja radości i swobody... a nie wiadomo, co będzie i czy w ogóle będzie. Irański bojkot jest bardzo prawdopodobny i trudno przewidzieć, jakie poniesie za sobą konsekwencje. Do tej pory w przypadku XXI-wiecznych mistrzostw świata najwięcej mówiło się o... korupcji. Teraz tematem numer jeden jest wojna. Globalna polityka psuje wielkie wydarzenie.
Na koniec ciekawostka związana z udziałem Iranu w MŚ 2026, totalnie odcinając się od obecnego konfliktu. 26 czerwca miał zagrać w Seattle swoje spotkanie z Egiptem. Derby islamu, można by rzec. Prześmiesznie zrobiło się wówczas, gdy okazało się, że jeszcze przed losowaniem grup w mieście zaplanowano... dzień dumy osób LGBT, obchodów którego częścią miał być mecz mundialu. No i trafił się mecz Iranu z Egiptem, którym – cóż – niespecjalnie spodobała się odgórnie narzucona inicjatywa.
Trochę jaja jak berety. Trochę śmiech przez łzy.
Polityko, oddaj nam piłkę nożną!
