Polak zagra z legendą!

Kamil Majchrzak pokonał pierwszą przeszkodę w Indian Wells i w drugiej rundzie zagra z samym Novakiem Djokoviciem! Szybko w Kalifornii odpadła Magda Linette.

Kamil Majchrzak może być od rywala niższy o głowę, ale serce do walki ma wielkie. Fot. PSNEWZ/SIPA / Press Focus

Znakomicie rozpoczął pierwszy tegoroczny „tysięcznik” ATP - BNP Paribas Open w Indian Wells - Kamil Majchrzak. Piotrkowianin, 57. w rankingu, pokonał w trzech setach potężnie serwującego Francuza Giovanniego Mpetshi Perricarda (54.) 6:3, 1:6, 7:5.

Polak szybko przełamał mierzącego 201 cm Francuza na 2:0 i utrzymał przewagę do końca pierwszego seta. W drugiej partii to rywal zdobył podwójnego breaka, w pełni dominował na korcie i po godzinie wyrównał stan meczu. W decydującym secie Majchrzak stracił podanie na 3:4 i wydawało się, że „atomowy” serwis rywala przekreśli jego szanse. Ale o 20 cm niższy Polak się nie poddał i błyskawicznie odrobił straty! Francuz zaczął się mylić, nawet przy swoim podaniu - obronił jeszcze meczbola przy stanie 5:4, ale przy stanie 6:5 trzecią szansę Polak już wykorzystał. Mpetshi Perricard łącznie popełnił aż 43 niewymuszone błędy, Majchrzak 22.

Był Fritz, będzie„Nole”

30-letni Piotrkowianin drugi raz w karierze jest w głównej drabince kalifornijskiego turnieju. W 2022 roku w drugiej rundzie przegrał z późniejszym triumfatorem, Amerykaninem Taylorem Fritzem. Teraz na tym etapie jego rywalem będzie w sobotę najbardziej utytułowany tenisista w historii, Novak Djoković. Z 38-letnim Serbem Majchrzak zmierzy się pierwszy raz w karierze.

W równolegle rozgrywanym turnieju kobiet już w 1. rundzie odpadła Magda Linette (49. WTA). Poznanianka przegrała w czwartek z Ashlyn Krueger (82.) 1:6, 4:6. Choć ranking przemawiał na korzyść 34-letniej Polki, to o 12 lat młodsza Amerykanka w poprzednim sezonie była już notowana w trzeciej dziesiątce, a w ubiegłym tygodniu dotarła do półfinału WTA 250 w Austin.

Linette w pierwszym secie nie zdołała wygrać nawet jednego gema przy swoim serwisie. W drugiej partii Polka poprawiła podanie, ale w dziewiątym gemie dała się przełamać. Chwilę później Krueger zamknęła spotkanie. Indian Wells nie jest ulubionym turniejem Linette. To był jej dziewiąty występ w głównej drabince, a łącznie uzbierała tylko pięć zwycięstw.

Miło jest tu być

W Kalifornii występują jeszcze dwie Polki. W nocy Magdalena Fręch (36.) mierzyła się z kwalifikantką z Australii Storm Hunter (234.). Natomiast od drugiej rundy - w sobotę - do rywalizacji przystąpi wiceliderka rankingu i rozstawiona z „dwójką” Iga Świątek. Pierwszą rywalką dwukrotnej triumfatorki w Indian Wells (w latach 2022 i 2024) w nocy polskiego czasu miała zostać albo 93. w rankingu Brytyjka Franceska Jones albo kwalifikantka z USA Kayla Day (187.).

Raszynianka - jak większość tenisistek i tenisistów - uwielbia „tenisowy raj” w Kalifornii, jak określana jest marcowa impreza, czemu dała wyraz podczas konferencji prasowej. - Zdecydowanie miło jest tu być. Naprawdę lubię to miejsce. Zawsze też dobrze spędzamy tu czas jako zespół. Cieszę się, że wróciłam - mówiła Świątek.

Iga obniża oczekiwania?

Oto kilka innych ciekawszych fragmentów spotkania z akredytowanymi w Indian Wells dziennikarzami.

Czy mogłabyś podsumować swoje pierwsze dwa miesiące roku?

- Na pewno wyniki nie były takie, jakich bym sobie życzyła, bo w większości turniejów odpadałam gdzieś w okolicach ćwierćfinału, więc dobrze byłoby to poprawić. Ale oczywiście jest wiele czynników, które na to wpływają. Myślę, że w ostatnich tygodniach w Warszawie, kiedy wycofałam się z Dubaju, naprawdę dobrze trenowałam i poprawiłam kilka rzeczy. Australijska część sezonu była dość intensywna. Wygraliśmy United Cup, co jest niesamowite, bo w tym roku moje wyniki w singlu były trochę słabsze, a jednak wygraliśmy jako drużyna, i bardzo się cieszę, bo to było coś z mojej listy celów. W Australian Open przegrałam z Jeleną (Rybakiną, w ćwierćfinale - przyp. red.), która wygrała cały turniej. A potem turniej w Doha był trochę dziwny pod względem mojego poziomu gry. Czasami grałam naprawdę świetnie, ale nie potrafiłam utrzymać tego do końca meczu. Nie mogę się doczekać kolejnych turniejów, żeby coś poprawić. Ale też nie było idealnie, więc nie wywieram na sobie zbyt dużej presji. Czuję, że mogę trochę obniżyć oczekiwania, skupić się na pracy i zobaczyć, jak to się potoczy.

W ciągu ostatnich siedmiu-ośmiu miesięcy wygrałaś wiele turniejów, których wcześniej nie wygrywałaś. Czy to jest inne uczucie - wygrać Wimbledon, Cincinnati, United Cup czy turniej w Korei?

- Myślę, że w tych miejscach - na Wimbledonie i w Cincinnati - czułam się naprawdę świeżo, bez myślenia z tyłu głowy, że „powinnam” coś zrobić. To też pomogło mi czasami grać nawet lepiej. Ale myślę też, że to trochę zbieg okoliczności. Może nie Wimbledon, bo tam faktycznie zmieniłam podejście przed turniejem i trenowałam trochę inaczej, żeby lepiej wykorzystywać umiejętności na trawie. A w Cincinnati nawierzchnia w tamtym roku bardziej mi odpowiadała i od razu potrafiłam to wykorzystać.

Wspomniałaś kilka razy o intensywnym kalendarzu. WTA powołało nową radę touru. Czy widzisz potencjał, żeby wprowadzić dobre zmiany?

- Wszystko, co wcześniej mówiłam, pozostaje aktualne. Rozmawiałam już z niektórymi członkami rady zawodniczek i przedstawicielami graczy w WTA. Wiem, że to jest problem, o którym mówi już większość tenisistek. Powiedziano nam, że będą podjęte pewne kroki, żeby wprowadzić zmiany, tak żebyśmy czuły się bardziej komfortowo.

Kiedy sprawy nie idą dobrze, niektórzy wpadają w panikę i zaczynają wszystko zmieniać. Gdy ty masz trudniejszy okres - czy jest coś, co najpierw sprawdzasz, żeby coś zmienić? Naciąg w rakiecie, buty, sprzęt?

- Nie sądzę, żeby chodziło o sprzęt. Na przykład można mieć za dużo obowiązków poza kortem, nie być w pełni zaangażowanym, mieć problemy mentalne, albo proces treningowy nie jest dobrze ustawiony, treningi są chaotyczne - cokolwiek. Trzeba zobaczyć, gdzie jest problem, i zmienić coś w sobie albo porozmawiać z zespołem, żeby poprawić proces. Ale buty czy rakieta? Gram tą samą rakietą od lat. Moje buty są świetne. Jeśli przegrywam mecz, nie obwiniam o to sprzętu.

(Tom)


Dobrze w Antalyi

Maja Chwalińska i Katarzyna Kawa dobrze spisują się w challengerze WTA 125 na kortach ziemnych w Antalyi (z pulą nagród 115 tys. dolarów). W czwartek obie polskie tenisistki zameldowały się w ćwierćfinale. Kawa (146. WTA) w 1/8 finału była lepsza od Turczynki Ipek Oz (564.) 6:4, 6:0 i w piątek o półfinał spotka się ze Słowenką Tamarą Zidansek (148.).

Chwalińska (134 WTA) w 1/8 finału w godzinę rozprawiła się z Greczynką Despiną Papamichail (159.) 6:2, 6:0 i w ćwierćfinale zmierzy się z turniejową „trójką” i triumfatorką pierwszej imprezy w Antalyi w poprzednim tygodniu Japonką Moyuką Uchijimą (77.). Polki są w dwóch różnych połówkach drabinki, więc ich bezpośredni pojedynek możliwy jest dopiero w finale.

(t)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się