Pół wieku rywalizacji
Widzew i Górnik to kluby, które mają ważne miejsce w historii polskiego futbolu.
Po drodze do zwycięstwa w Pucharze Polski w 1985 roku Widzew pokonał w półfinale Górnika wynikiem 4:3 w dwumeczu. Fot. Archiwum PZPN
Rywalizacja tych zespołów jest jednak stosunkowo młoda – nie mają wszak przedwojennej historii, a po raz pierwszy miały okazję zetknąć się ze sobą dopiero w roku 1975, bo w okresie powojennym aż przez trzydzieści lat krążyły po całkiem innych orbitach. Gdy Górnik po raz pierwszy został mistrzem Polski w 1957 roku, Widzew przegrał rywalizację o awans do III ligi ze Stalą Radomsko i Dziewiarskim KS…
Do pierwszego spotkania tych zespołów doszło 10 sierpnia 1975 roku na obiekcie ŁKS-u w Łodzi. Nikt z obecnych na stadionie nie zdawał sobie sprawy z tego, że właśnie zmienia się w Polsce piłkarska epoka. Górnik miał już za sobą krajowe sukcesy i europejską epopeję z przełomu lat 60-70, Widzew parł do przodu z entuzjazmem przodowników pracy i już za dwa lata miał skutecznie postawić się samemu Manchesterowi City, czyli drużynie, z którą Górnik przegrał wiedeński finał Pucharu Zdobywców Pucharów w roku 1970.
Boniek nie zdążył
Widzew rozpoczął ten mecz w składzie: Burzyński – Kubicki, Janas, Chodakowski, Możejko – Błachno, Pyrdoł, Kostrzewiński – Dawid, Grębosz, Gapiński. Kostrzewińskiego zmienił w przerwie Kowenicki, a Grębosza, który w trakcie sezonu okazał się lepszym stoperem niż napastnikiem, Zbigniew Benkes (było dwóch braci o tym nazwisku). Nie zdążył na mecz Zbigniew Boniek, którego latem ściągnięto z Bydgoszczy, ale PZPN guzdrał się z formalnościami i zadebiutował on dopiero tydzień później w meczu z Szombierkami w Bytomiu.
W zespole Górnika widzowie zobaczyli Fischera, Kwaśnego, H. Wieczorka, Bindka, Jondę, Deję, Szołtysika, Kurzeję, Gzila, Szarmacha i Popowicza, a potem także Kuczyńskiego i Gorzawskiego. Z całym szacunkiem dla wymienionych, nie był to ten Górnik, do którego kibice się parę lat wcześniej przyzwyczaili. Zainteresowanie budziła obecność w składzie Zygfryda Szołtysika, który wrócił właśnie do Zabrza po sezonie w Valenciennes we Francji. Miał 33 lata i szefowie Górnika zaproponowali mu pracę szkoleniowca zespołu juniorów. Szołtysik zaprotestował, bo czuł się jeszcze na siłach grać w ekstraklasie i miał rację – w Górniku grał jeszcze trzy sezony, a w II-ligowej Concordii Knurów nawet do roku 1984. Mecz skończył się bezbramkowym remisem, a najważniejszym wydarzeniem była obrona przez Stanisława Burzyńskiego „jedenastki” strzelanej przez Adama Popowicza. Można sobie wyobrazić wściekłość działaczy z Zabrza, bo przecież Widzew kilka tygodni wcześniej sprzątnął Zabrzanom Burzyńskiego sprzed nosa, gdy ten odchodził z Arki, ale po drodze na Górny Śląsk zatrzymał się w Łodzi.
Ciekawiej było natomiast w rewanżu 13 marca 1976 roku, a więc nieco ponad 50 lat temu. Górnik przystępował do tego sezonu jako siódma drużyna ekstraklasy 1974/75, Widzew był ligowym beniaminkiem, ale teraz zajmował wyższe miejsce w tabeli – szóste wobec dziewiątej pozycji Górnika. Faworytem był więc Widzew, ale Górnik był tego dnia nie do pokonania. Przewaga zabrzan była przygniatająca i już do przerwy mogli oni prowadzić różnicą trzech bramek, jak czytamy w gazetowym opisie meczu. Andrzej Szarmach i Adam Popowicz zdołali tym razem pokonać Burzyńskiego i Górnik wygrał 2:0.
W Górniku wrócił do składu leczący jesienią kontuzję Jerzy Gorgoń, a debiutował w zespole mający dokładnie 15 lat i 356 dni Joachim Hutka, najmłodszy piłkarz Górnika w historii. Widzew miał już w składzie Zbigniewa Bońka i Zbigniewa Rozborskiego, który w Bałtyku i w Górniku jeszcze nie dojrzał, ale stał się później istną podporą Widzewa, rozgrywając przez osiem sezonów 213 meczów, w tym 82 kolejne. Jedenaście dni po tym spotkaniu w meczu Polska – Argentyna Chorzowie zagrało aż pięciu jego uczestników: widzewscy debiutanci Burzyński, Janas i Boniek oraz weterani z Zabrza Gorgoń i Szarmach. Drogi obu klubów zaczęły się rozjeżdżać – ekspansywny Widzew szybko prześcignął Górnika, któremu wszystko podawano na tacy. Od 1977 roku Widzew grał już o europejskie puchary, a Górnik w sezonie 1978/79 walczył po spadku o powrót do ekstraklasy. Przegrał między innymi z Concordią w Piotrkowie 1:3, z czego nie ma co się śmiać, bo Concordia zajęła czwarte miejsce w końcowej tabeli. Zabrzanie wyjeżdżali jednak z Piotrkowa zadowoleni, bo wybierali się gdzieś za granicę i w zakładowym sklepie tamtejszej huty szkła zaopatrzyli się w kryształy po promocyjnych cenach.
Tylko raz grali o wysoką stawkę
Tak zaczęła się ponad 50-letnia historia rywalizacji Górnika z Widzewem. 75 meczów w ekstraklasie, dwa w I lidze (na drugim poziomie), pięć w rywalizacji o Puchar Polski. 31 wygranych przez Widzew, 30 zwycięstw Górnika, 21 remisów. Górnik jest tym zespołem, z którym Widzew w swojej historii grał najczęściej. Czy to wystarczy, by rywalizację tej pary nazwać ligowym klasykiem?
Brakuje w tym zestawie meczów o stawkę. Bezpośrednio o tytuł mistrza Polski drużyny Widzewa i Górnika grały tylko raz, w sezonie 1984/85. Przed ostatnią kolejką, w której miało dojść do meczu Widzewa z Górnikiem w Łodzi, Górnik miał 40 punktów (bramki 36-15, czyli plus 21), Legia również miała 40 (35-18, czyli plus 17), a Widzew 38 (33-15, plus 18). Widzew miał na tytuł szansę… jedną na tysiąc, bo musiałby wygrać z Górnikiem różnicą co najmniej dwóch goli i liczyć na porażkę Legii w Szczecinie. Po meczu wydarzenia na boisku w Łodzi interpretowano w ten sposób, że grano „szportowo” – jak mawiał były trener Widzewa Jacek Machciński – do momentu, gdy okazało się, że Legia prowadzi w Szczecinie. Losy obu rywali zależały od postawy Widzewa, który szybko oddał uzyskane w pierwszej połowie prowadzenie po golu Jerzego Leszczyka, a wynik na 2:1 poprawili Ryszard Cyroń i Ryszard Komornicki. Nie ma co zastanawiać się teraz, co działo się za kulisami. Takie były czasy – nikogo to nie dziwiło i nie gorszyło, a skoro wszyscy „kupowali” mecze, to mistrzem został i tak najlepszy zespół – jak to filozoficznie ujął jeden z ligowych trenerów.
Spodziewając się mistrzowskiej fety, z Zabrza przyjechała grupa około 2 tysięcy kibiców. Goście dotarli na stadion już trzy godziny przed meczem, a ponieważ o sektorach dla przyjezdnych nikt jeszcze wówczas nie słyszał i każdy siadał gdzie chciał, zajęli miejsca „pod zegarem”, czyli tam, gdzie zwykle siadali widzewscy „ultrasi”. Nie było wyjścia – gospodarze musieli przenieść się na drugą stronę stadionu, ale skończyło się wszystko pokojowo i z mistrzostwa cieszyli się wszyscy, bo przecież Legia została wykiwana.
A Widzew pocieszył się szybko, bo trzy dni później zdobył Puchar Polski po pokonaniu GKS-u Katowice w Warszawie. Mecze półfinałowe właśnie z Górnikiem były zacięte: 3:0 dla Widzewa w Łodzi i 3:1 dla Górnika w Zabrzu. Tu na pewno grano „szportowo”..
Z reguły mecze Widzewa z Górnikiem są widowiskowe i pada w nich wiele bramek. Najwyższa wygrana Widzewa to 6:1 w maju 1980. To jedyny mecz w historii Widzewa, w którym do przerwy zespół zdobył pięć goli, w tym cztery między 30 a 43 minutą. We wrześniu 1997 Widzew wygrał 5:0, a dwa gole strzelił Marek Szemoński, który właśnie przeniósł się do Łodzi z Górnika. W Zabrzu mieli do niego pretensje, bo w Łodzi mocno „nadawał” na swój macierzysty klub. Górnik z kolei aż sześciokrotnie wygrywał z Widzewem 4:0.
XXI wiek nie jest już „złotą erą” dla obu klubów – oba spędziły sporo czasu poza ekstraklasą. W sezonie 2009/10 Widzew zajął pierwsze miejsce w I lidze, Górnik był drugi. Oba zespoły wróciły do ekstraklasy, ale emocji nie było (3:0 i 1:0 dla Widzewa w bezpośrednich meczach), bo drużyna z Łodzi miała w końcowej tabeli 16 punktów przewagi nad Górnikiem i 18 nad trzecią Sandecją.
Kibice na pewno nie mieliby nic przeciwko temu, gdyby niedzielny mecz był tak emocjonujący, jak ostatnie spotkanie tych zespołów. 25 września 2025 Górnik wygrał 3:2. Dwukrotnie prowadził, Widzew odrabiał straty. Tylko może niech nie gra w bramce Widzewa Veljko Ilić, który tamten mecz mocno zawalił.
Wojciech Filipiak
Bramkarz Widzew Veljko Ilić nie popisał się podczas jesiennego meczu z Górnikiem. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
