Pokrzywdzeni przez arbitra
Damian Sylwestrzak w trzech kontrowersyjnych sytuacjach podjął decyzję na korzyść Legii, choć równie dobrze mógł ukarać jej zawodników!
W tej sytuacji Radovan Pankov powinien zobaczyć czerwoną kartkę. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
GKS KATOWICE
Katowiczanie w piątek zremisowali z Legią Warszawa, choć takim wynikiem ten mecz nie musiał się zakończyć. Gospodarze bowiem mieli sporo okazji, żeby wyjść na prowadzenie. Ponadto sędzia Damian Sylwestrzak oraz jego asystenci nie sprzyjali miejscowym swoimi decyzjami. W każdej kontrowersyjnej sytuacji to Warszawianie mogli odetchnąć z ulgą, a według nas, gdyby arbiter podjął odmienne decyzje, ekipa Marka Papszuna nie mogłaby się poczuć mocno pokrzywdzona.
Trzy tezy
Podczas pomeczowej konferencji prasowej trener GieKSy Rafał Górak zwrócił uwagę na decyzje arbitra. – „Rzucam” trzy tezy: rzut karny na Szkurinie, rzut karny po dośrodkowaniu Wasielewskiego, gdy Kun powiększył obrys ciała i dotknął piłki łokciem, oraz czerwona kartka za faul Pankova na Nowaku. To są sytuacje, nad którymi będę się jeszcze zastanawiał. To nie zmieni wyniku meczu, natomiast to są sytuacje mocno kontrowersyjne – stwierdził szkoleniowiec Katowiczan.
Dokonajmy więc analizy wspomnianych zdarzeń, odpowiadając na pytanie, dlaczego GieKSie należały się dwa rzuty karne, a ponadto powinna grać w przewadze.
Wyprostowaną nogą w goleń
Zacznijmy od najprostszego, czyli od brutalnego faulu Radovana Pankova na Bartoszu Nowaku. Na kilkanaście minut przed ostatnim gwizdkiem obaj zawodnicy ruszyli wślizgiem po piłkę. Żaden z nich w nią nie trafił, Pankov za to trafił w nogi Nowaka. Nie ma znaczenia zamysł serbskiego defensora, bo liczy się skutek. A był on taki, że wyprostowaną nogą trafił w goleń ofensywnego pomocnika GKS-u.
Szczęśliwie Nowak, który zachował czujność i chciał uchronić rywala od poważniejszej kontuzji i ugiął nogi przed kontaktem z Pankovem, wyszedł z tego starcia bez obrażeń. Sędzia błyskawicznie pokazał defensorowi Legii żółtą kartkę, po czym dłuższą chwilę zastanawiał się przy monitorze VAR, czy nie należała się za to czerwień. To oznacza, że arbitrzy w wozie VAR (Tomasz Musiał i Paweł Sokolnicki) zauważyli, że ta sytuacja może zasługiwać na ukaranie czerwonym kartonikiem. Tymczasem sędzia Sylwestrzak z jakiegoś niezrozumiałego powodu stwierdził, że Pankov może mecz dokończyć.
Wyciągnięty łokieć
Druga sytuacja – ręka Patryka Kuna. W 24 minucie przy stanie 0:0 Marcin Wasielewski próbował zagrać w pole karne. Piłka miała dotrzeć do sprytnie urywającego się defensorom Ilji Szkurina, ale nie dotarła, bo odbiła się od łokcia lewego obrońcy Wojskowych, który stał w „szesnastce”. Przesłanki ku temu, by odgwizdać rzut karny były oczywiste. Kun powiększał obrys ciała. A to jeszcze nie wszystko, ponieważ powtórki wykazały, że lewy obrońca wykonał ruch do piłki, jakby właśnie w taki sposób chciał ją zablokować. Nie znamy oczywiście intencji Kuna, ale w praktyce wyglądało to na celowe zablokowanie piłki ręką. Tymczasem Musiał i Sokolnicki w wozie VAR przewinienia nie widzieli. Nie widział tego też sędzia boczny Marek Arys, który był blisko zdarzenia.
Mamy wrażenie, że w takich sytuacjach sędziowie wyciągają decyzje z maszyny losującej. Jeden arbiter powie, że był karny, drugi, że nie. Prosta prawda jest jednak taka, że Kun wyciągnął łokieć, piłka trafiła go w rękę, przez co GieKSa straciła szansę na gola. To brzmi jak kwalifikacja do rzutu karnego.
Faul przed linią bramkową
No i wisienka na torcie, czyli rzadko spotykana sytuacja, w której napastnik jest powstrzymywany przez bramkarza kilka metrów przed bramką. Szkurin w 32 minucie, gdy Legia wygrywała 1:0, przyjął piłkę na linii piątego metra. Futbolówka minęła Kacpra Tobiasza, a Białorusin gonił ją, żeby dobić do bramki. W tym czasie Tobiasz wyciągnął ręce, zahaczając snajpera i powodując jego upadek. Przez to Szkurin nie był w stanie trafić czysto w piłkę i zdobyć gola. Sytuacja była niecodzienna, ale fakty są takie, że gdyby nie rozpaczliwa interwencja Tobiasza, Szkurin z pewnością trafiłby do siatki. Golkiper uchronił zespół przed utratą gola, ale… nawet nie dotknął piłki. Dotknął natomiast rywala, przeszkadzając mu i po prostu go faulując. Ani sędzia Sylwestrzak, ani ludzie w wozie VAR nie zareagowali.
Czy więc GieKSa może czuć się pokrzywdzona? Tak! Mogła wygrać z Legią, a nie tylko zremisować. W teorii mogła zdobyć co najmniej dwa gole więcej. Decyzje arbitrów uniemożliwiły jej jednak równą walkę z Warszawianami.
Kacper Janoszka
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ GKS Katowice – Legia Warszawa 1:1 (1:1)
0:1 – Biczachczjan, 26 min (głową, asysta Kun), 1:1 – Galan, 45+3 min (głową, asysta Nowak)
GKS: Strączek 5 – Czerwiński 6 (86. Gruszkowski niesklas.), Jędrych 6, Klemenz 3 (34. Kuusk 5) – Wasielewski 6, Milewski 6, Kowalczyk 7, Galan 6 – Wdowiak 4 (68. Markovic 6), Szkurin 4 (46. Zrelak 5), Nowak 6. Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Kudła, Błąd, Kokosiński, Rasak, Rogala, Swatowski, Łukasiak.
LEGIA: Tobiasz 5 – Piątkowski 5, Pankov 5, Kapuadi 4 (89. Leszczyński niesklas.) – Krasniqi 5, Kapustka 6 (90. W. Urbański niesklas.), Szymański 5, Kun 6 – Biczachczjan 7 (77. Żewłakow niesklas.), Colak 4 (59. Rajović 4), K. Urbański 3 (59. Chodyna 4). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Hindrich, Adamski, Arreiol, Jędrzejczyk, Kovacik.
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław) – 3. Asystenci: Adam Kupsik (Poznań) i Marek Arys (Szczecin). Czas gry 93 min (48+51). Widzów 14279. Żółte kartki: Wdowiak (39. faul), Czerwiński (80. faul) – Kapustka (59. faul), Kapuadi (71. faul), Pankov (76. faul).
