Pokerowa zagrywka

Trener Maciej Maciusiak ,wybierając Pawła Wąska do olimpijskiej reprezentacji, dał asumpt do szerokiej dyskusji.

Olimpijskie konkursy w Predazzo pokażą, czy decyzja trenera Macieja Maciusiaka był trafna. Fot. Kacper Kirklewski/PressFocus.pl

SKOKI NARCIARSKIE

Gdy po posiedzeniu zarządu Polskiego Związku Narciarskiego ogłoszono skład polskich skoczków na olimpijskie konkursy w Predazzo, było zaskoczenie, ale też i zrozumienie oraz... irytacja. Tym, że trzecim obok Kacpra Tomasiaka (lider polskich skoczków w tym sezonie) i Kamila Stocha (wiadomo, jego ostatni sezon, do tego w klasyfikacji Pucharu Świata drugi po Tomasiaku) został Paweł Wąsek. Dlaczego? Bo przecież nie poleciał na zawody Pucharu Świata w Sapporo i wydawało się, że właśnie tam rozstrzygnie się rywalizacja o bilet do Włoch między Dawidem Kubackim i Maciejem Kotem. Nie ma też Wąska na mistrzostwach świata w lotach, to były przesłanki, żeby sądzić, że został przez trenera Macieja Maciusiaka skreślony. Dlatego jego decyzja zaskoczyła.

Takie były kryteria

Można ją jednak zrozumieć, jeżeli się cofnąć do pewnych ustaleń przed sezonem. Wtedy sztab szkoleniowy i PZN ustalili kryteria uprawniające do startu w igrzyskach. Zgodnie z nimi pierwsze dwa miejsca miały przypaść najwyżej sklasyfikowanym skoczkom w rankingu FIS prowadzonym od lipca 2024 r., a o trzecim mieli zdecydować trenerzy. Pamiętajmy jeszcze, że wtedy mówiło się, że Polska będzie mogła wystawić czterech reprezentantów. A więc margines powołań byłby szerszy. Niestety, kiepski sezon letni i zimowy spowodował, że w olimpijskim rankingu w czołowej grupie 25 zawodników było tylko dwóch Polaków, co dało nam trzy olimpijskie nominacje.

Do tego namieszał Tomasiak, bo „młokos” ma najlepsze wyniki w tym sezonie, ale we wspomnianym rankingu z Polaków jest dopiero... siódmy. Czy ktoś wyobraża sobie jednak, że on nie pojechałby na igrzyska? Dlatego też prezes PZN, Adam Małysz, pod koniec roku, w obliczu słabych wyników naszych kluczowych zawodników, poinformował, że kryteria kryteriami, ale olimpijczykami zostaną ci, którzy mają najlepsze wyniki.

Wąsek na pewno ich nie miał, choć oprócz Żyły (7. w Wiśle) był najwyżej - po Tomasiaku i Stochu - w pojedynczym konkursie Pucharu Świata (13. miejsce w Zakopanem). Punktował jednak tylko w 7 z 16 zawodów i zdobył 54 pkt. Tyle samo ma Kubacki. Znacznie lepsi od nich są Żyła - 96 i Kot - 76 punktów. Jednak nasi weterani są po prostu w słabej formie. Zestawiając te fakty, to czy można było zignorować, że Wąsek - co prawda wynikami z poprzedniego sezonu - miał prawo czuć się olimpijczykiem z racji najwyższego (16.) miejsca w rankingu FIS? Drugim był Kubacki na 24. miejscu...

Była obietnica?

I tu dochodzimy do zrozumienia postępowania Maciusiaka. Bo może założył, albo i obiecał, że 26-letni Wąsek, najmłodszy i perspektywiczny z grona pretendentów, pojedzie na olimpiadę i dlatego zaplanował dla niego inny tok przygotowań? Dlatego odpuścił mu Sapporo i mistrzostwa świata w lotach, nie pojedzie też, podobnie jak Tomasiak i Stoch, na zawody PŚ w Willingen, żeby był w najlepszej dyspozycji na igrzyska. To ryzykowna, wręcz pokerowa zagrywka i pytanie, czy przyniesie dobry efekt.

Taką tezę potwierdza wypowiedź Adama Małysza dla „PS”. „Dwóch (skoczków – red.) poszło z klucza, a jeden jest jakby decyzją trenera. Takie mamy zasady. Druga sprawa to potencjał i zaangażowanie. Nie wszyscy członkowie zarządu się z tym zgadzali, ale mają takie prawo. A może lepiej zaryzykować i liczyć, że coś wypali, zamiast stawiać na miejsce w dwudziestce czy trzydziestce? Na igrzyska jedzie się po to, żeby startować i zdobywać medale. Czasem trzeba podjąć jakieś ryzyko. Maciek ryzyko już podejmował. W Zakopanem w duetach nie skakał Kamil Stoch, a Dawid Kubacki i też były dyskusje...”.

Będą kibicować...

Irytujące w tym wszystkim jest jednak to, że sprawy powołań do olimpijskiej reprezentacji nie wyjaśniono znacznie wcześniej. Dlatego teraz jest pole do spekulacji, że decyzje o nich kogoś skrzywdziły. Chodzi przede wszystkim o Dawida Kubackiego i Macieja Kota. Choć ci, podobnie jak Piotr Żyła, po decyzji zarządu PZN, ale może wiedzieli już wcześniej (?), dali do zrozumienia, że ją akceptują.

- Wiem jak skakałem od początku sezonu. Nie dałem trenerowi wystarczająco dużo argumentów, żeby dostać kredyt zaufania na igrzyska. Raz taki kredyt dostałem i wróciłem z medalem (brązowym na skoczni normalnej, podczas igrzysk w Pekinie - red.), a teraz ktoś inny go potrzebuje. Dawniej było łatwiej, bo jechało pięciu zawodników, a czterech startowało w kwalifikacjach. Teraz mamy tylko trzech reprezentantów. Będę kibicował chłopakom i trzymał za nich kciuki - stwierdził Dawid Kubacki.

- Coś się kończy, coś się zaczyna. Może uda mi się za cztery lata. Przegrałem sam ze sobą. Co cztery lata mam obniżkę formy i w tym sezonie było podobnie. Nikt mi nie zabroni walczyć. Wróciła mi motywacja do tego, żeby dalej skakać i cieszyć się z tych skoków. Kolejne igrzyska przeleciały, ale na pewno będę kibicował kolegom - to słowa Piotra Żyły.

Z kolei Maciej Kot, po tym jak również nie znalazł się w czwórce startującej w MŚ w lotach w Oberstdorfie, napisał w mediach społecznościowych: „To był dzień z kategorii tych, o których chcesz jak najszybciej zapomnieć. Moje złe decyzje, złe skoki, a do tego rzeczy niezależne ode mnie. Może w końcu przyjdzie czas, że wszystko zacznie grać”.

Jedno nie ulega dyskusji - trener Maciej Maciusiak za swoje decyzje i wyniki naszych skoczków w Predazzo zostanie oceniony i rozliczony po olimpiadzie.

Andrzej Wasik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się