Podwyżka mimo porażki

Mikel Arteta nie zapisał w swoim CV triumfu w Lidze Mistrzów, jednak... i tak świetnie wyszedł na awansie do finału.

Obserwowanie świętujących rywali boli, choć... czasem może się opłacać! Fot. PAP/EPA

Kazimierz Mochlinski z Budapesztu

Żaden klub w historii europejskiej piłki nie zagrał tylu meczów w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych i Lidze Mistrzów bez zdobycia głównego trofeum. Arsenal ma tych spotkań już 226 i zdecydowanie wyprzedza inne zespoły, które jeszcze smaku triumfu nie posmakowały. Atletico Madryt – trzykrotny finalista – tych gier ma na koncie 192. A potem – Dynamo Kijów (184), Galatasaray (169) i Olympiakos (166). Nikt jednak z Kanonierami równać się nie może. Powtórzmy – 226 meczów i 0 (ZERO!) pucharów z wielkimi uszami w klubowych gablotach!

Pora przyciąć gałęzie

Mikel Arteta jako zawodnik spędził 18 miesięcy w Paryżu, grając w barwach PSG. To wtedy – niemal ćwierć wieku temu – poznał tam Gabriela Heinze, bocznego obrońcę reprezentacji Argentyny, którego teraz „przygarnął” w Arsenalu jako swego asystenta. I nie ma wątpliwości, że miał Heinze spory wkład w pierwszy od ponad dwóch dekad tytuł mistrzowski, no i oczywiście w awans do finału LM.

Swoją drogą, te historyczne zbieżności i zbitki są niezwykłe. Poprzedni finał, w 2006, Kanonierzy grali – i przegrali – w Paryżu. Teraz ulegli drużynie z Paryża. PSG zaś – jak już wspominaliśmy w zapowiedzi – sezon zamknęło klamrą gier z Londyńczykami. Zaczęli Francuzi od wygranego – rzutami karnymi – Superpucharu Europy w starciu z Tottenhamem, skończyli zwycięstwem – rzutami karnymi! – w finale Pucharu Europy z Arsenalem.

Mikel Arteta po meczu podkreślał, że jego główne uczucie to ból, z którym będzie się przez jakiś czas borykać. – Reszta Europy będzie się rozwijać, nie mam wątpliwości. Żeby dorównać, musimy też „rosnąć”. Ów ból będzie do tego dobrą motywacją – podkreślił. Teraz na kilka dni chce zaszyć się z rodziną i... rozważać, jakie zmiany potrzebne są w szatni, by wykonać następny krok. Świadomość, że z niektórymi przyjdzie się być może rozstać, pogłębia tylko jego ból. – Milion podziękowań nie starczy, by oddać to, co czuję – mówił podopiecznym po końcowym gwizdku w szatni na Puskas Arenie. A potem dodał – w swoim stylu, jeśli pamiętacie opowieść o drzewie – że czasami trzeba przyciąć gałęzie.

Kuszenie Wengera

Artetę natomiast – mimo porażki – czeka nagroda za awans do finału LM. Obecnie zarabia 10 mln funtów rocznie plus... 5 mln funtów jako ekstrapremię za każdą kwalifikację do Champions League. Tu nie chodzi wyłącznie o prestiż; chodzi o ogromne pieniądze wypłacane za to przez UEFA. Teraz klubowi właściciele – amerykańska rodzina Kroenke – właściwie już zdecydowali, że należy się Hiszpanowi stuprocentowa podwyżka. Tak, będzie zgarniać rocznie 20 mln funtów! Jak długo? Nie wiadomo. Wspomniani Amerykanie bardzo nie lubią roszad na menedżerskiej ławce. Obecny w Budapeszcie w loży VIP-ów Arsene Wenger wielokrotnie kuszony był przez PSG; on sam się wahał, ale – namawiany przez właścicieli – nigdy nie podjął decyzji o przeprowadzce! Rok w rok za to wchodził z Kanonierami do fazy grupowej LM, dzięki czemu premiami z europejskiej federacji Kroenke spłacali kolejne raty za nowy stadion!

Ból... Mówił o nim Arteta, odczuwali wszyscy w londyńskiej ekipie. Szczególnie Viktor Gyoekeres. Grano przecież w Budapeszcie, z którego w 1956 roku, po inwazji sowieckiej tłumiącej wolnościowy zryw Węgrów, uciekał jego dziadek. Viktor urodził się i wychował w Szwecji, ale ojczyznę przodków zawsze wspomina ze wzruszeniem. I bardzo chciał na tej ziemi wygrać. Nie udało się...

Amatorzy

Słówko jeszcze o innym Kanonierze. David Raya jako szesnastolatek przyjechał z Katalonii do Blackburn Rovers. Wysłany został zeń do drużyny Southport na północno-zachodnim krańcu Anglii. To miejsce lepiej znane jest z golfa; to tu odbędą się już niedługo mistrzostwa Wielkiej Brytanii w tej dyscyplinie. Piłka nożna jest tu na drugim planie, drużyna futbolowa nosi przydomek Piaskarze – ze względu na wydmy i piękną plażę. To zespół czysto amatorski. Jest więc Raya jednym z trzech graczy w historii Ligi Mistrzów, który wystąpił w jej finale, mając wcześniej epizod amatora w CV! Poprzednim takim zawodnikiem był Chris Smalling, który – nim trafił do Manchesteru United i w finale CL siedział na ławce m.in. obok... Tomasza Kuszczaka – zaliczył okres gry w drużynie Mainstone. Natomiast jedynym triumfatorem Ligi Mistrzów z amatorskim wpisem w życiorysie (Welling United) był Steve Finnan. Zrobił to w szeregach Liverpoolu, w pamiętnym i dla nas – ze względu na „Dudek Dance” – finale z roku 2005. Polak był bohaterem tego meczu, Finnan – wręcz przeciwnie. Wyszedł wtedy na murawę w wyjściowym składzie, w przerwie pozostał w szatni i – już bez niego – z 0:3 zrobiło się nagle 3:3. Wkład w to miał żaden, ale medal ma do dziś!

Real zawsze powraca

Mnóstwo tu mamy o Anglikach, a przecież wygrali Francuzi! Więc wspomnijmy o dwóch wielkich francuskich gwiazdach sprzed lat: Thierrym Henrym i Patricku Vieirze. Obaj w sobotę... trzymali kciuki za swych następców w Arsenalu! Vieira, były kapitan Kanonierów, wysyłał SMS-y motywacyjne do obecnego nosiciela opaski, Martina Odegaarda. Z kolei Henry, wielki napastnik, był w kontakcie z Bukayo Saką. Mimo ich starań, Londyńczycy jednak zeszli z murawy pokonani...

I jeszcze jednak ciekawostka. Weekend w Budapeszcie zdominowały oczywiście Arsenal i PSG, ale niespodziewanie mocne piętno odcisnął też w tym miejscu... Real. Od niedawna wiemy, że jest nowy kandydat w wyborach prezydenta klubu. Nazywa się Enrique Riquelme, który rzucił wyzwanie Florentino Perezowi. Ten drugi właśnie zatrudnił na trzy lata Jose Mourinho, chcąc kupić uwagę i sympatię kibiców. Riquelme postawił na działania zupełnie niestandardowe. W Budapeszcie co rusz spotkać można było autobusy oklejone jego wizerunkiem, nazwiskiem i herbem Królewskich! A przy okazji wdał się w rozgrywkę z kibicami Arsenalu i PSG. „Miejcie przyjemność tego wieczoru, bo potem powróci Real Madryt!” – głosiło jedno z haseł umieszczonych na autokarach. I jeszcze drugie: „Rywale pojawiają się i znikają. A Real powraca zawsze!”. Prawda, że oryginalne?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się