Podoba mi się odwaga Adriana!

Rozmowa z byłym trenerem wielu klubów ligowych, m.in. GKS-u Katowice, Widzewa i Pogoni

Adrian Siemieniec triumfujący – czy ten widok zobaczymy w piątek w Kielcach? Fot. Artur Kraszewski / Press Focus

NA KOLEJKĘ ZAPRASZA ARTUR SKOWRONEK

GieKSa w pucharach – kilka lat wstecz taka myśl brzmiałaby mocno egzotycznie. A teraz może się urealnić?

– Jak najbardziej! Przy tak zwariowanym sezonie i tak spłaszczonej tabeli jest to całkiem możliwe. Oczywiście sentymentalnie kibicuję GKS-owi i Rafałowi Górakowi (półtorej dekady wstecz panowie współpracowali w sztabie Ruchu Radzionków – dop. aut.), ale nie tylko o to chodzi. Ten zespół – dzięki swej stabilności, powtarzalności i konsekwencji – po prostu zasłużył sobie na bycie do końca w grze o tak wysoką stawkę.

Na dodatek jest przykładem, że można zbudować silną drużynę na bazie rodzimych piłkarzy!

– GieKSa swoją tożsamość buduje od lat; również przez dobre transfery, zazwyczaj będące nie uzupełnieniem, a wzmocnieniem składu. Ci, którzy przychodzą, są świetnie „wklejani” w istniejące struktury, rozwijając siebie i drużynę. To nie jest przypadek, że Bartek Nowak mocno dziś puka do kadry.

A można debiutować w reprezentacji w wieku 32 lat?

– Dlaczego nie? Jeżeli selekcjoner uczciwie patrzy na sprawę, obserwuje na co dzień ligę i dyspozycję poszczególnych piłkarzy, to widzi doskonale, że Bartek zapracował na szansę, bez spoglądania w jego PESEL. Takie jest moje odczucie.

GieKSa jedzie do Poznania. Co się tam zdarzy?

– Jakoś mi pachnie remisem. Rafał Górak nastawia swoich piłkarzy na wysoki pressing i Katowiczanie są w stanie strzelić gola na Bułgarskiej. Lech, moim zdaniem, ma największą siłę ofensywną w lidze, ale w tyłach często popełnia błędy, a Bartek Mrozek niekoniecznie będzie w stanie wszystko wyłapać. Na dodatek gospodarze mają znacznie większe ciśnienie niż GieKSa, która nie ma nic do stracenia i może myśleć wyłącznie pozytywnie, bez stresu i presji.

Wiem, że oba zespoły grają odmiennym systemem w defensywie, ale... zaryzykuję pytanie: jako trener wolałby pan w obronie Skrzypczaka, Mońkę i Gurgula, czy Czerwińskiego, Klemenza i Jędrycha?

– Dobre (śmiech)! Najlepiej mieć miks tych dwóch linii. Widzę niewielkie różnice w tym, jak ta linia obrony może funkcjonować w jednym i drugim systemie. Podobny jest pomysł na wykorzystanie centralnych stoperów oraz bocznych obrońców w jednym przypadku, a wahadłowych w drugim. Jedyną przewagą tria Lecha jest chyba to, że to są młodsi piłkarze.

Za plecami Lecha znajduje się Jagiellonia, która jedzie do Kielc, i Górnik, który gra na Legii. Które zadanie trudniejsze?

– Górnik jest na fali – co pokazał także w Bydgoszczy. Ale będzie mieć trudno w stolicy z racji tego, że Legia cały czas jest w tarapatach i wciąż musi się sprężać, żeby na dobre odskoczyć od strefy spadkowej. Jaga też ma megaciężkie wyzwanie, ale... bardzo kibicuję Adrianowi (Siemieńcowi – dop. aut.), bo podoba mi się jego konsekwentne stawianie na proaktywny sposób gry. I odwaga w promowaniu młodych piłkarzy w kluczowym momencie sezonu też mi się podoba. Wierzę, że Jagiellonia się przebudzi i... być może to ona właśnie sięgnie po tytuł mistrzowski!

Poza GieKSą pracował pan też w klubach, które dziś – niespodziewanie – są dużo niżej od niej. Któryś z nich spadnie?

– Jestem spokojny o pracę trenera Vukovicia i wartości ofensywne, które preferuje. Widzew ma ustabilizowane tyły, potrzebuje za to właśnie przebudzenia z przodu. To nie jest proste, bo w tym miejscu tabeli i momencie sezonu presja jest ogromna. Ale jakość, jaką ma do dyspozycji Vuković w szatni, się obroni. Myślę, że zobaczymy to już w tę sobotę z Bruk-Betem.

Ale i tak chyba za dużo grzybów w łódzkim barszczu, prawda? Przesadzono z liczbą transferów?

– Z perspektywy czasu można tak to ocenić. Wiem, że to na papierze są nazwiska, które coś kiedyś wygrały i mają potencjał na przyszłość, ale najpierw trzeba z nich stworzyć zespół. Przy czym powtórzę: jestem spokojny o pracę Vukovicia. W tym trudnym momencie zjednoczy drużynę i utrzyma ekstraklasę.

Może kosztem Pogoni, w której – mam wrażenie – też zadziałał syndrom zachłyśnięcia się nowym trenerem i zakontraktowanymi gwiazdami. Zgodzi się pan z tym?

– Fakt, to nieco podobny temat. Bardzo dużo tam jakości, bardzo dużo obcokrajowców. Natomiast kiedy przyszedł dołek, ta Pogoń – która naprawdę nieźle funkcjonowała, wygrywała, punktowała – nie potrafi sobie z nim poradzić i jest w moim odczuciu bardzo mocno zamieszana w grę o utrzymanie. Patrząc z perspektywy szkoleniowej, nie działa tam kilka rzeczy.

Mianowicie?

– Nie chcę niczego oceniać, krytykować, ale wydaje mi się, że brakuje powtarzalności; zdecydowania w tym, jak ma pracować strukturalnie, systemowo, zadaniowo każdy z piłkarzy i każda z formacji, żeby zawodnicy łapali pewność siebie i pokazywali właśnie tę jakość, którą – jak już powiedzieliśmy – mają.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Artur Skowronek. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się