Podnieśli się po ciosie

ŁKS pokazał Polonii Bytom, że sezon w 1. lidze będzie dla niej wymagający.

Fabian Piasecki (przy piłce) zaliczył dublet w starciu z Polonią. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

W przedweekendowym wydaniu Sportu Wojciech Filipiak wyliczył, że piątkowy mecz ŁKS-u z Polonią Bytom był 62. starciem tych zespołów w historii. Okazało się, że rywalizacja zakończyła się historycznym zwycięstwem łodzian 5:0, ponieważ do tej pory żaden z meczów tych drużyn nie zakończył się aż pięciobramkową przewagą którejkolwiek ze stron. Do tej pory najwyższym zwycięstwem w tych spotkaniach pochwalić się mógł ŁKS, który w 1974 roku pokonał Polonię 3:0. Pod tym względem podopieczni Szymona Grabowskiego dokonali czegoś wielkiego, tym bardziej że kolejkę wcześniej sami ponieśli porażkę 0:5 w starciu z Wisłą Kraków. 

- Jak w życiu dostajesz w pysk i upadasz, to twoim obowiązkiem jest podnieść się i walczyć dalej. Wszyscy ludzie związani z ŁKS-em mieli trudny tydzień, więc cieszymy się, że dziś daliśmy im swoją grą trochę radości – powiedział po spotkaniu opiekun łódzkiej drużyny.

Nie chciało mi się biec

Jednym z zawodników, który przyczynił się do zwycięstwa ŁKS-u, był Fabian Piasecki. Napastnik, który przez lata związany był z zespołami z województwa śląskiego, tym razem był katem bytomskiej Polonii... Urodził się we Wrocławiu, ale jako nastolatek przeniósł się do Górnika Zabrze, w którym zadebiutował w ekstraklasie. Grał też w Zagłębiu Sosnowiec, Rakowie Częstochowa, a ostatnie 1,5 sezonu spędził w Piaście Gliwice. Od końcówki czerwca jest zawodnikiem ŁKS-u i już zdążył udowodnić, że władze klubu nie popełniły błędu, podpisując z nim kontrakt. W pierwszym meczu ze Zniczem zapewnił ekipie Szymona Grabowskiego trzy punkty, wpisując się na listę strzelców. Z kolei w piątek zaliczył dublet. Szczególnie jego druga bramka zrobiła ogromne wrażenie na kibicach, bo atomowym uderzeniem z dystansu pokonał Axela Holewińskiego. Trener ŁKS-u po meczu podkreślił wagę analizy rywala. - Mój asystent Michał Zapart doskonale rozpracował bramkarza gości – stwierdził. Z kolei Piasecki do trafienia podszedł z przymrużeniem oka. - Nie chciało mi się już dalej biec i uderzyłem – powiedział z uśmiechem na ustach snajper, który w trzech kolejkach uzbierał trzy gole.

Plan na mecz

Powodów do uśmiechu nie mają natomiast zawodnicy Polonii. W pierwszych dwóch meczach zaprezentowali się bardzo dobrze, wygrywając z Górnikiem Łęczna (3:0) i Chrobrym Głogów (1:0). Tym razem otrzymali pierwszy, bardzo bolesny cios, który pokazał im, że rywalizacja w 1. lidze będzie bardzo wymagająca. - Nie da się wygrać meczu, notując tak dużo małych, prostych strat, które nie zawsze wynikają z podań, ale też z aspektu mentalnego. Wierzę, że z każdym meczem i z każdym treningiem będziemy zyskiwali na jakości. Moglibyśmy pokusić się o jedną bramkę, która i tak nic by nie zmieniła. Jakość przeciwnika i plan rywali na mecz zdecydowały o tym, że mecz zakończył się takim wynikiem – tłumaczył porażkę trener Polonii Łukasz Tomczyk.

(kaj)

OCENA MECZU

◼  ŁKS Łódź – Polonia Bytom 5:0 (1:0)

1:0 – Krykun, 42 min, 2:0 – Hinokio, 57 min, 3:0 – Piasecki, 70 min, 4:0 – Piasecki, 73 min, 5:0 – Balić, 86 min

ŁKS: Bobek – Loffelsend, Rudol, Craciun, Głowacki (19. Książek) – Ernst (67. Wysokiński), Kupczak, Hinokio (82. Szczepański) – Młynarczyk (67. Balić), Piasecki (82. Lewandowski), Krykun. Trener Szymon GRABOWSKI.

POLONIA: Holewiński – Szymusik (64. Espinach), Krzyżak, Azackij – Apolinarski (54. Michalski), Łabojko, Gajda, Wołkowicz (64. Zieliński) – Sarmiento (54. Kwiatkowski), Wojtyra, Andrzejczak (54. Arak). Trener Łukasz TOMCZYK.

Sędziował Damian Krumplewski (Mrągowo). Widzów 8412. Żółte kartki: Kupczak, Craciun – Wołkowicz.