Podjąłem wyzwanie!
Rozmowa z Krzysztofem Maciasiem, napastnikiem klubu Witkowice Ridera oraz reprezentacji Polski
Krzysztof Maciaś walczy o miejsce w w reprezentacji na majowe mistrzostwa świata w Sosnowcu. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Po pobycie w juniorskich zespołach w Kanadzie wróciłeś i masz za sobą sezon w seniorskim zespole Witkowic. Ten pierwszy zawsze jest trudny, prawda czy fałsz?
- Zdecydowanie prawda i doświadczyłem tego na własnej skórze. Realia juniorskie zdecydowanie różnią się od standardów seniorskich. Powiedziałbym tak: niby ten sam hokej, ale to zupełnie coś innego występować w seniorach. Przed wyjazdem do Kanady grałem w juniorach Witkowic i ten proces adaptacyjny nie był dla mnie trudny. Wiele osób w klubie znałem i mogłem się do nich zwrócić z zapytaniem, czy ewentualnie prosić o pomoc. Solidnie przygotowałem się do sezonu, ale w pierwszych meczach wylądowałem na trybunach. To była decyzja trenera i trzeba było się z nią pogodzić. Nie mogłem się załamać i to był test mojego charakteru – tak oceniam z perspektywy czasu. Dostałem szansę gry w trzecim spotkaniu i potem już miałem miejsce w składzie, poza pauzami z powodu komplikacji zdrowotnych.
Czy jesteś zadowolony z czasu spędzonego na lodzie?
- Oczywiście, że chciałoby się grać po 25 minut, a może nawet i więcej. Grać wszystkie przewagi oraz osłabienia, mieć stałe miejsce w formacjach specjalnych. Początkowe wszedłem do czwartej piątki, czasami byłem trzynastym napastnikiem, a w miarę upływu czasu bywało różnie i grałem też w wyższych formacjach. Teraz przed nowym sezonem moim celem jest zdobycie miejsca w ataku odpowiedzialnym za ofensywę.
Z dorobku punktowego (7 goli + 5 asyst) jesteś zadowolony?
- Nie bardzo przykładam wagę do tych liczb. bo nic nie działo się samo. Ten dorobek punktowy jest adekwatny do tego, co prezentowała drużyna, a ona strasznie się męczyła i strzelanie goli wcale nie przychodziło łatwo. Podczas meczów miałem konkretne zadania i starałem się pomagać drużynie. I w sumie cieszyłem się, że mogłem na tyle pomóc, na ile było mnie stać. Ponadto przez kontuzje byłem wyłączony dwa razy z kilku meczów.
No, właśnie czy kontuzje były poważne?
- Niby, nie, ale trudne do zdiagnozowania. Pierwsza pojawiła się podczas listopadowego meczu w Sosnowcu. Pojawiłem się na zgrupowaniu z lekkim bólem kostki, ale po pierwszym meczu już nie dałem rady grać. Kostka puchła i ból nie ustępował, jednak potem wszystko wracało do normy i znów mogłem wystąpić w kilku meczach, ale ból się jednak pojawiał, przerwa i znów powrót do gry. Z kierownikiem od sprzętu doszliśmy do wniosku, że powodem kłopotów jest but. W końcu go zmieniłem i w czasie turnieju olimpijskiego, gdy ekstraklasa pauzowała, zdecydowałem się na grę w pierwszoligowym Berani Żlin. Byłem akurat po kontuzji, chciałem grać i zaliczyłem ciekawe doświadczenie.
Witkowice w minionym sezonie mocno rozczarowały. Dlaczego?
- Rozczarowanie – to chyba najdelikatniejsze słowo. Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Potencjał drużyny był zdecydowanie większy, niż pokazują to wyniki. W pierwszej części sezonu zajęliśmy 11. lokatę, choć ambicje sięgały gry bezpośrednio w ćwierćfinale play offu. W 1. rundzie przegraliśmy z Karlowymi Warami 0-3 i dość szybko zakończyliśmy sezon. Klubowi działacze byli mocno poirytowani...
W końcu zareagowali i dokonali zmiany nie tylko trenera, ale również podziękowali wielu hokeistom. Nie obawiałeś się, że redukcja może i ciebie objąć?
- Mam kontrakt na dwa lata i jeszcze mnie obowiązuje. Jestem młody, starałem się pokazać z jak najlepszej strony, więc byłem w miarę spokojny. Oczywiście, że pilnie nasłuchiwałem wieści z klubu. Od nowego sezonu będę pracował z Francuzem, opiekunem reprezentacji, Yorickiem Trielle i, mam nadzieję, że ta współpraca przyniesie wymierne efekty. Zmiany w drużynie są spore i to jest również olbrzymia szansa nie tylko dla mnie, ale również wszystkich zawodników, którzy przejdą cały okres przygotowawczy. Mam nadzieję, trudny czas Witkowice mają za sobą.
Nim pojawisz się znowu w swoim miejscu pracy, czeka cię seria meczów towarzyskich i mistrzostwa świata w Sosnowcu. Jak postrzegasz ten turniej?
- Nie mogłem doczekać się pierwszego zgrupowania w Bytomiu i zdaje sobie sprawę z rywalizacji o miejsce w reprezentacji na mistrzowski turniej. Podjąłem walkę o to miejsce. Za nami pierwszy dwumecz z Litwą i, w moim przekonaniu, wypadliśmy obiecująco. Rywal nie miał za wiele do powiedzenia. Teraz przed nami kolejne spotkania z bardziej wymagającymi przeciwnikami. Dołożę wszelkich starań, by znaleźć w tym zespole. Jeżeli nie myśli się o zwycięstwach, to lepiej nie uczestniczyć w mistrzostwach. Tylko awans do elity – taki cel nam przyświeca i chcielibyśmy tego dokonać. Oczywiście, że rywali mamy wymagających, ale oni pewnie też czują respekt przed nami. Jednak na razie koncentruję się na meczach towarzyskich, by wypaść w nich jak najlepiej i znaleźć się w reprezentacji oraz zagrać dobry turniej w Sosnowcu.
Rozmawiał Włodzimierz Sowiński
