Pod pełną kontrolą
Dopiero w czwartym meczu mundialu przyszło nam się cieszyć ze zwycięstwa Biało-czerwonych, którzy planowo pokonali Algierczyków, stawiając krok ku Pucharowi Prezydenta IHF.
Damian Przytuła nie jest zbyt sentymentalny, ale mecz z wicemistrzami Afryki powinien zapamiętać na długo... Fot. Paweł Bejnarowicz / Press Focus
MISTRZOSTWA ŚWIATA MĘŻCZYZN
Uważam, że w każdym z dotychczasowych spotkań zagraliśmy bardzo dobrze co najmniej w kilku aspektach, a z rundy głównej wyrzuciły nas własne błędy – powiedział trener Marcin Lijewski, wciąż nie mogąc przeboleć „przeprowadzki” z Danii do Chorwacji, gdzie w niewielkiej miejscowości Porecz rozgrywany jest od wczoraj „turniej pocieszenia” z udziałem zespołów, które w fazie grupowej uplasowały się na czwartych miejscach. Jego stawką jest 25. miejsce i Puchar Prezydenta IHF, ale żeby po niego sięgnąć, trzeba wygrać swoją grupę, a następnie finał z najlepszą drużyną drugiej grupy.
Dmuchanie na zimne
Dla reprezentacji państwa, które swego czasu święciło sukcesy, zadanie to może wydawać się łatwe, lecz selekcjoner wolał dmuchać na zimne. – Z Algierczykami czeka nas piekielnie trudny mecz. Rywale prezentują zupełnie inny styl, to bardzo silny, fizyczny zespół. Będzie ciężko, zwłaszcza że mamy swoje problemy – dodawał „Lijek”, mając na myśli urazy, jakich nabawili się liderzy kadry, Arkadiusz Moryto (kostka) i Kamil Syprzak (mięsień). Kapitan zespołu oraz czołowy obrotowy zasiedli więc na trybunach najmniejszej areny mistrzostw świata i ze spokojem obserwowali przebieg rozgrywanego w otoczce sparingu spotkania.
Jastrzębski trzyma poziom
Mecz z aktualnym wicemistrzem Afryki toczył się pod dyktando naszego zespołu i już jego początek pokazał, kto będzie rządził na boisku. Dwa pierwsze gole były dziełem świetnie usposobionego Piotra Jędraszczyka, który nie tylko trafiał do siatki, ale też rozrzucał piłkę do partnerów. Po 5 minutach było 3:1, a po kwadransie 11:5. Bezpieczne prowadzenie to również efekt bardzo dobrej postawy Marcela Jastrzębskiego, naprawiającego błędy kolegów z defensywy. Bramkarz Orlen Wisły Płock zatrzymał 9 z 23 rzutów, a kilka jego interwencji było wprost spektakularnych. Do tego dochodziła bezkompromisowa postawa Damiana Przytuły. Nasz lewy rozgrywający czuł się bardzo pewnie, rzucał z niemal każdej pozycji i głównie dzięki niemu Biało-czerwoni zbudowali bezpieczną przewagę. Już po 30 minutach mieli tyle samo bramek, co w zremisowanym spotkaniu z Czechami. Rywale próbowali nas gonić, lecz sporo ich prób było blokowanych. Mogliśmy się obawiać, że największym zagrożeniem będzie najskuteczniejszy dotąd Ayyoub Abdi, ale prawy rozgrywający szybko został zmieniony i rolę egzekutora wziął na siebie Elyas Bouadjadja, który tylko do przerwy trafił 5 razy.
Setna bramka Przytuły
Okazało się, że trener Algierczyków swojego asa oszczędzał na drugie 30 minut i był to dobry manewr. Choć wydawało się, iż rywale nie będą w stanie nam poważnie zagrozić, postanowili podkręcić tempo i nawiązać walkę o korzystny rezultat. Bezpieczna przewaga pozwoliła trenerowi Lijewskiemu rotować składem. Pierwsze minuty na turnieju otrzymał Kacper Ligarzewski, który po przepuszczeniu 11 z 13 rzutów, ustąpił miejsca Adamowi Morawskiemu (0/7) i rywale zdołali niebezpiecznie skrócić dystans. Najbliżej byli w 43 minucie (22:25). Trener Lijewski nie reagował, bo wierzył, że jego podopieczni na więcej im nie pozwolą. Miał rację, a przyspieszenie rozgrywania akcji i poprawa skuteczności pozwoliła kontrolować spotkanie. Rzadko mylił się rozgrywający 50. mecz w reprezentacji Przytuła, który w 50 minucie kapitalnym rzutem z dystansu zdobył 100. bramkę w narodowych barwach, udowadniając przy tym, że jest jednym z „żołnierzy” selekcjonera. Na miano MVP zapracował jednak Jędraszczyk. – Myślę, że nie ma innej opcji, jak wygrać cztery mecze i zdobyć Puchar Prezydenta. To jest nasz cel i musimy go zrealizować. Musimy udowodnić naszą siłę – podkreślił środkowy rozgrywający Gwardii Opole.
– Ten mecz był bardzo trudny i to z wielu powodów. Najtrudniejsze było przygotowanie się do niego po rozczarowaniu, jakie przeżyliśmy w niedzielę, przegrywając ze Szwajcarią. Naprawdę chcieliśmy być w innym miejscu, ale zabrakło nam szczęścia. Wielkie dzięki moim zawodnikom, że się podnieśli, zresetowali i wygrali pierwszy mecz. Było to dla nich podwójnie trudne, tym bardziej jestem zadowolony ze zwycięstwa – powiedział Marcin Lijewski. W dwóch kolejnych meczach grupowych jego podopiecznym powinno być znacznie łatwiej. Kuwejt i Gwinea są bowiem znacznie słabsze od Algierczyków, a oglądając ich mecz, aż zęby bolały.
Marek Hajkowski
◼ Polska - Algieria 38:32 (19:14)POLSKA: Jastrzębski, Ligarzewski, Morawski - Wojdan 3, Paterek 6, Jędraszczyk 8/1, Rogulski 4, Przytuła 7, Czapliński 3, Olejniczak 1, Gębala 3, Bis, Czuwara 1, Pietrasik, Marciniak 2, Adamski. Kary: 4 min. Trener Marcin LIJEWSKI.
ALGIERIA: Zemouchi, Ghedbane - Saker 2, Abdi 6/1, Berkous 6, Zennadi 5, Naim 1, Daoud, Boughaba, Bouadjadja 6, Bounab 2, Hacene-Djaballah, Khermouche 1 (CZK, 44 min - atak na twarz), Boulesha, Chehri 3, Abrous. Kary: 6 min. Trener Farouk DEHILI.
Sędziowali: Cristian Lemes i Mathias Sosa (Urugwaj). Widzów 168.
Przebieg meczu: 1:0 (2), 5:4 (7), 8:4 (10), 11:5 (15), 13:8 (19), 15:9 (23), 16:11 (26), 19:14 (30), 22:18 (37), 25:21 (42), 28:24 (47), 32:27 (53), 34:30 (57), 38:32 (60).
