Pod kopułą afrykańskich upałów
Trudno nie odnieść wrażenia, że w stolicy Węgier wszystkie drogi prowadzą... na Puskas Arenę.
Puskas Arena nocą. Prawda, że piękna? Fot. Kazimierz Mochlinski
Kazimierz Mochlinski z Budapesztu
LIGA MISTRZÓW
Jadąc z lotniska (na potrzeby czarterów oddano kibicom nawet terminal towarowy!) do centrum specjalną linią autobusową, w tym tygodniu zwaną „Champions Express”, mijasz stadion, który w sobotni wieczór skupi na sobie uwagę całego futbolowego świata. Dobry widok na ten obiekt mają także ci, którzy do Budapesztu – na jego główny dworzec, Keleti – przybywają pociągiem. Krótko mówiąc – nie sposób przeoczyć okazałej budowli, wznoszącej się ponad poziom okolicznych zabudowań dużo bardziej, niż choćby PGE Narodowy w Warszawie.
W ciągu dnia w otoczeniu Puskas Areny w oczy rzucają się zabytkowe pozostałości po historycznym – acz chyba pożegnanym bez żalu – Nepstadionie (mającym przeszłość nie tylko futbolową, ale i lekkoatletyczną), w miejscu którego postawiono nowoczesny obiekt piłkarski. Najpiękniejsza Puskas Arena jest jednak nocą, rozświetlona iluminacją zgodną z kolorystyką (głównie fiolet, do tego elementy niebieskie, zielone i pomarańczowe) „Budapest'26 Final”.
Trzy godziny wcześniej
Tego widoku kibice przed telewizorami jednak w sobotę nie zobaczą. Zamiast o 21.00, jak to bywało dotychczas, pierwszy gwizdek rozlegnie się już o 18.00! UEFA zdecydowała się przyspieszyć rozpoczęcie gry, argumentując to m.in. wygodą widzów, którzy nie będą zmuszeni do nocnego powrotu do domu czy hotelu.
Dla samych piłkarzy to jednak zaskakująca zmiana. Wszystkie ważne mecze w pucharowych rozgrywkach gra się przecież właśnie około 21.00. Wszyscy przyzwyczajeni są do tej rutyny, plan dnia meczowego jest stały. Przyspieszenie inauguracji finału to nowe doświadczenie. Co więcej; traf chciał, że Europa – Budapeszt także – gotuje się pod kopułą afrykańskich upałów. To i w sobotę będzie element, który może mieć wpływ na jakość samego widowiska. O 18.00 słońce jeszcze prażyć będzie z dużą mocą, co szybciej odebrać może siły uczestnikom spotkania. No chyba że sprawdzą się przewidywania meteorologów, którzy akurat na porę rozpoczęcia gry zapowiadają przelotne opady!
Miód na serce przegranych
Na Puskas Arenę dojechać można linią M2. Pociągi z pewnością będą mocno zatłoczone; oba kluby dostały po 16 tysięcy biletów, ale z pewnością przyjedzie ich dużo więcej. Przecież ci z Londynu co dwa tygodnie wykupują 60 tys. wejściówek na domowe spotkania Arsenalu w Premier League. I większość z nich już w piątek podróżowała – różnymi trasami: przez Wiedeń, Pragę, Bratysławę – do stolicy Węgier. To dla nich organizatorzy przygotowali Champions Festival na Hősök Tere – Placu Bohaterów. W to miejsce najłatwiej dojechać linią M1 – ponadstuletnią, najstarszą w kontynentalnej części Europy, z prześlicznymi, maleńkimi wagonikami, przypominającymi pudełeczka.
Na Placu Bohaterów są boiska dla dzieciaków, odbywają się spotkania z byłymi gwiazdami, tutaj też stoi okazały puchar, który dopiero w sobotę trafi na Puskas Arenę. No i tu postawiono ogromny telebim, na którym śledzić można parysko-londyński bój. Nie ma wątpliwości, że frekwencja tu będzie dużo większa, niż liczących 67 tysięcy miejsc trybunach stadionu. Nic dziwnego, że biznes robi się tu na wszystkim. Hitem jest limitowana edycja słoiczków... węgierskiego miodu, ze specjalnymi etykietkami, na których widnieją m.in. herby obydwu rywali. Pokonani będą więc mieć coś na osłodę porażki!
Przy okazji finału LM biznes robi się na wszystkim!
Sklep na kółkach prosto z Paryża
Z wszechobecnymi reklamami sponsorów LM – Adidas, twórca fioletowej piłki na finał, wpisał na przykład na swe plakaty hasło „Kepes vagy ra”, czyli „Możesz to zrobić” - konkurują jedynie zapowiedzi innego wielkiego widowiska sportowego. Wybudowany niedawno na południowym brzegu Dunaju „Nemzeti Atlétikai Stadion” (czyli Narodowy Stadion Lekkoatletyczny – coś w rodzaju odpowiednika naszego chorzowskiego „Kotła Czarownic”) we wrześniu gościć będzie inauguracyjny mityng nowego cyklu, World Athletics Ultimate Championship. Przyjazd do stolicy Węgier zapowiedzieli m.in. Armand Duplantis, Julien Alfred, Melissa Jefferson-Wooden oraz Ethan Katzberg i jego lokalny rywal w rzucie młotem, Bence Halasz. Ta ostatnia konkurencja jest na Węgrzech bardzo popularna, więc dwaj ostatni jej mistrzowie dużo częściej pozdrawiają przechodzących z afiszy niż szwedzki mag tyczki.
Związki z innymi dyscyplinami są tu zresztą widoczne i w innych dziedzinach. Za – a właściwie przed – piłkarzami PSG zjechała do Budapesztu wielka lora. To ruchomy... sklep klubowy paryskiego klubu, a pomysł jego jeżdżenia w różne miejsca za kibicami (a nie tylko odwrotnie) został zaczerpnięty z kolarskiego Tour de France.
Nawet budapesztańskie przystanki na czas finału zmieniły swój branding
Szczęśliwy gwizdek
Od kilkudziesięciu godzin znamy już arbitra finałowego meczu. Dość niezwykła to sprawa, że poprowadzi go rozjemca meczów Arsenalu w ćwierćfinale i półfinale. Obydwa spotkania, ze Sportingiem na wyjeździe i Atletico u siebie, rozstrzygane przez Daniela Sieberta, „Kanonierzy” wygrali 1:0. Natomiast paryżanie – strzelający przecież mnóstwo bramek – mecz prowadzony przez niemieckiego sędziego, z Athletic Bilbao, zakończyli ledwie bezbramkowym remisem!
Na koniec jeszcze jeden – sensacyjny – aspekt rywalizacji londyńsko-paryskiej. Właśnie gruchnęła wieść, że tegoroczna gala France Football, połączona z wręczeniem Ballon d'Or (Złotej Piłki), w październiku odbędzie się nie w Paryżu, ale w Londynie!
Polaka bij!
Długo jeszcze zapewne nie zobaczymy naszego klubu na tym szczeblu Ligi Mistrzów. Przychodzi się nam zatem cieszyć nawet drobnostkami, mającymi choćby „okołopolski” akcent. Medalowe sukcesy hiszpańskich trenerów obu finalistów związane są przecież ze zwycięstwami nad Biało-czerwonymi. W 1992 Luis Enrique był członkiem reprezentacji olimpijskiej Hiszpanii, która w finale barcelońskich igrzysk pokonała 3:2 ówczesnych podopiecznych Janusza Wójcika. Siedem lat później Mikel Arteta sięgnął z kolei z kolegami po mistrzostwo Europy U-16, po wygranej 4:1 w grze o złoto z teamem Michała Globisza na turnieju w Czechach.
